Zimny październik

W weekend nakręciłam ok. 250 km, choć było to nieco mało komfortowe. Gdy świeciło słońce to dało się żyć, jednak bez niego temperatura w Kotlinie Kłodzkiej zbliżała się do 6 stopni! A na koniec jeszcze złapał mnie lodowaty deszcz. To niezły szok, po takim przyjemnym wrześniu.

14600984_1758367127750720_771961356981262123_nPrzymierzam się do zmiany odzieży motocyklowej, mam już nowe spodnie Macna z których jestem zadowolona, bo dały radę w tych trudnych warunkach, nawet bez podpinki, jedynie z bielizną termiczną pod spodem. I czekam, aż przyjedzie kurtka do kompletu. Dlaczego ta marka? Zachwyciła mnie jakością wykonania, dopasowaniem i materiałami. Paweł, który był z nami w Bieszczadach użytkuje komplecik Macny i jest bardzo z niego zadowolony, więc spróbuję i ja. W podobnej cenie można mieć Modekę, jednak tu moi znajomi zbytnio zadowoleni nie są i Buse, z której to akurat ja zadowolona nie jestem. Zamarzłam w tej kurtce przy 7 stopniach mając na sobie bieliznę termiczną (Spaio – fajna, a tania), bluzę z winstoperem, podpinkę, membranę i kurtkę właściwą. To już mój stary Probiker lepiej sobie radził w takich warunkach.

Dylematem nie był wybór marki, a kolor kurtki! I okazało się, że to nie tylko mój dylemat, bo po zamieszczeniu wpisu na facebooku otrzymałam sporo komentarzy ZA i PRZECIW jasnej odzieży motocyklowej. Ja ostatecznie wybrałam czerń, jednak był to długi i wiele analizujący proces myślowy, powiązany z trzykrotną zmianą zdania, który zapewne wkrótce opiszę 🙂 Bo przecież nie tylko ja mam takie dylematy…

12344Zapraszam również do przeczytania mojej recenzji poradnika „Motocyklowe strategie uliczne”, która jest nowością na naszym rynku:
www.motocaina.pl/artykul/motocyklowe-strategie-uliczne-nowosc-na-rynku-wydawniczym

Na moto i na różowo

1 października we Wrocławiu, po raz pierwszy odbyła się akcja MotoRóżowi, której celem jest edukowanie w zakresie profilaktyki raka piersi. Organizacją wrocławskiej edycji zajęła się fundacja motocyklistek Moto Dolls, której temat jest bardzo bliski. Już na targach motocyklowych skutecznie się nim zajmowały i na ich stoisku była możliwość nauczenia się samobadania na fantomie i porozmawiania z przeszkoloną w temacie osobą.

Pod Katedrę św. Marii Magdaleny przyjechało mnóstwo motocyklistów, a dziewczyny miały dla nich różowe kamizelki. Niektórzy dodatkowo przystroili na różowo swoje motocykle i mój Dziabąg też się z tej okazji wystroił:

14495296_1755788331341933_3112582758504216753_n
Choć większość typowała, że jedziemy na wieczór panieński/kawalerski 🙂

Wielką paradą ruszyliśmy pod Oddział Onkologiczny, gdzie dowiedzieliśmy się jak ważne jest samobadanie, jak w sytuacji zagrożenia chorobą ważne jest wsparcie mężczyzn, a także, że powstaje tam punkt, gdzie w jednym miejscu będzie można wykonać wszystkie, potrzebne badania.

Czy takie akcje mają sens? Myślę, że tak. Do mnie dotarło, że samobadanie jest ważne, że nie zajmuje dużo czasu i nie jest trudne.

14556066_1167469336624418_1841534170_nResztę weekendu spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej, ale nie jeździłam zbyt wiele. Poprawiłam lusterka w Dziabągu, bo Zachar (mój mechanik) zauważył, że ktoś je odwrotnie założył! A wszyscy się zastanawiali, co to za dziwne lusterka, że ledwo pod nie dłoń się mieści 🙂 Przyszła mi też śliczna, lakierowana nakładka na kufer – 30 zł, a super wygląda!

Na stacji paliw zaczepił mnie młody kierowca, za którym wcześniej jechałam. Utrzymywał tempo 100-115, więc go nie wyprzedzałam i jechaliśmy „razem” kawałek trasy Strzelin-Wrocław. Spytał, dlaczego tak wolno jeżdżę, skoro mam taką maszynę. Odpowiedziałam: „A kto powiedział, że motocykl służy tylko do zapier****nia?” 🙂

Dziabąg na torze w Starym Kisielinie

Szkoła Jazdy Wolski&Gliga zaprosiła mnie na swoje pierwsze szkolenie motocyklowe na torze, udzielałam się tam też także organizacyjnie, co mi się nawet spodobało. Wieczorem pakowaliśmy na lawetę, aż 7 motocykli! To potrwało dość długo i dopiero ok 22 w sobotę dotarliśmy na miejsce noclegu, spałam w pokoju z 2-ma kolegami i skończyło się tak, że dali mi pospać jedynie 4 godzinki 🙂 .

W szkoleniu wzięło udział 24 motocyklistów. Na początku był mały wykład teoretyczny, o tym jak prawidłowo współpracować z motocyklem i wykorzystać tor do nauki. Następnie w 3 grupach o różnym stopniu zaawansowania, wraz z instruktorami, na fragmentach toru wykonywane były przeróżne ćwiczenia. Na koniec, już w podziale na dwie grupy, można było jeździć po całym torze, a nawet wziąć udział w małym wyścigu.

Instruktorzy nauczyli mnie prawidłowego toru pokonywania zakrętów i dobierania biegu, bo na początku ciasny zakręt pokonywałam na 2-jce i strasznie walczyłam z motocyklem, na kwadratowo jadąc. Po zbijaniu na jedynkę przed nawrotem – szło mi już całkiem gładko. Funkcjonowałam jakoś rano i sobie po torze pojeździłam, jednak popołudniu już odpuściłam, bo mała ilość snu i cały dzień na słońcu, kompletnie zburzyły moją koncentrację i zabiły chęć do jazdy.

Mimo podniesienia kierownicy nie czuję się jeszcze na Dziabągu bardzo komfortowo, jednak muszę ją zmienić na bardziej turystyczną. Na zdjęciach widzę też, że nie mam do końca prawidłowej postawy na motocyklu (jedną stopę mam „na kaczora”, na zewnątrz) i za mało luźne ręce. Najbardziej się cieszę, że przekonałam się do tego motocykla w zakrętach i już nie boję się na nim składać (wcześniej jakoś nie miałam zaufania). Mam nadzieję, że to nie ostatnie moje szkolenie i kolejne wykorzystam już w pełni!