Wycieczka po Kotlinie Jeleniogórskiej

Korzystając z kilku dni urlopu pod Kliczkowem, postanowiliśmy wyskoczyć na całodniową wycieczkę, gdzieś w okolice Jeleniej Góry. Znalazłam kilka punktów, które chciałam zobaczyć przy okazji. Trasa wiodła cudnymi drogami, krętymi i z idealną nawierzchnią. Już sama jazda – to sama frajda, ale doszły do tego ciekawe miejsca.

Zacząć mieliśmy od Muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu, ale po drodze nie sposób było się nie zatrzymać w miejscowości Pławna i zadziwiającym miejscu. Kiedyś to było miejsce wprost ze śląskich legend, a teraz jest tam wszystko: koń trojański, napoleon, wielki jeleń, drewniane chaty, pomarańczowy zamek, złote figury, skrzaty, kamienne posągi, rycerze, krasnale, czarownicy, potworki, ponoć nieco dalej Arka Noego i cholera wie, co jeszcze, bo do środka biletowanego nie wchodziliśmy.

Potem pojechaliśmy do małego miasteczka Lubomierz, zjedliśmy lody na wyludnionym ryneczku i odwiedziliśmy Muzeum Kargula i Pawlaka w dawnym Domu Płócienników. To miasto przewijało się w filmie, dlatego zgromadzono tam wiele eksponatów z filmu i innych użytkowych przedmiotów z tamtych czasów.

Po drodze zjechaliśmy z asfaltu na mały most spacerowy nad Jeziorem Złotnickim i pojechaliśmy na obiad do Perły Zachodu.

Bardzo ciekawe to miejsce, świetnie położone i z klimatem. A do tego obiadek syty! Spotkaliśmy się tam z kolegą Tomkiem, który właśnie wracał z motocyklowego wypadu.

Tomek nas porwał na Górę Szybowcową, a potem my jego do pięknie odnowionego Pałacu Wojanów.

Na koniec chciałam odwiedzić Zamek Karpniki, który podziwiałam lata temu, gdy jeszcze nikt się nim nie opiekował. Teraz w zamku jest hotel i całość wygląda imponująco.

Akcesoria do motocykli z AliExpress

W chińskim AliExpress kupić można (prawie) wszystko, także do motocykli. Akcesoria do wyboru, do koloru i dedykowane do konkretnego modelu. A to wszystko w ekstra cenie i z dostawą, nawet w 10 dni.

Kawasaki Versys to mój czwarty motocykl, jednak dopiero przy tym modelu odkryłam, jak wiele rzeczy mogę do niego kupić na AliExpress. Po wpisaniu modelu w wyszukiwarkę wyskoczyła cała masa dodatków, często z ozdobnym napisem Versys 650 i w dowolnym kolorze. Zaczęłam je zamawiać, oczywiście nie wszystkie na raz, bo budżet domowy by tego nie wytrzymał. Jednak, gdy już wydawało mi się, że mam wszystko, co bym chciała – to zaraz wpadało mi w oczy coś jeszcze innego. To chyba jakiś rodzaj motocyklowego zakupoholizmu. Po roku czasu stwierdziłam, że koniec z tym, bo jeszcze krok mi został do przesady.

Zawsze chciałam mieć kolorowy motocykl, a po pomarańczowym i czerwonym, niestety były dwa czarne. Niestety – oczywiście w ocenie koloru, bo wybór danego motocykla był poparty doskonałym stanem technicznym. Dlatego do mojego Kawasaki Versys postanowiłam dodać nieco ognia, czyli czerwonych dodatków, których na AliExpress nie brakuje (podobnie jak zielonych, czarnych i srebrnych).

Dlaczego kupuję na AliExpress? Bo mam tam spory wybór, bo ceny są atrakcyjne, bo wyszukiwarka po fotografii super działa, bo dostawę do paczkomatu można dostać już w 10 dni. Tak jest to egoistyczne podejście, podyktowane własnym interesem, bo nie wnikam kto i gdzie to produkował, ani nie daje zarobić kilkunastu pośrednikom, którzy to samo w Polsce sprzedadzą mi kilkukrotnie drożej. Każdy ma wybór tego, co i gdzie kupi, a ja mam możliwość kupowania w Chinach i z niej korzystam.

Dodatki do motocykla, dostępne na AliExpress, można podzielić na takie, które poprawiają funkcjonalność motocykla i takie, które zmieniają jego wygląd. Do pierwszej grupy zaliczyć można: dodatkowe wskaźniki biegów (wpinane do kostki pod kanapą), szyby i deflektory, handbary, przedłużenia błotników, osłony chłodnicy, poszerzenia stopki, poszerzenia podnóżków, gniazda zapalniczki itd. Wizualnie ładnie się prezentują: naklejki na felgi, kolorowe elementy zastępujące te fabryczne – różne klapki, śruby, nakrętki, korki.

Przykładowe akcesoriów i ich ceny możecie zobaczyć na poniższym filmie:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=zmQzK7STu30&w=560&h=315]

Jakie wpadki można zaliczyć przy zakupach w Chinach?
– Towar może nie dotrzeć, ale to nic strasznego – zgłaszamy ten fakt (gdy liczba dni na dostawę upłynie), kasa wraca i zamawiamy jeszcze raz.
– Jakość może być słaba, a produkt może mieć krótką żywotność – tutaj doświadczenia nabywa się z czasem, dużo wskazówek dotyczących jakości można znaleźć w komentarzach od kupujących (warto przejrzeć kilka aukcji, żeby takie znaleźć).
– Towar może być uszkodzony w transporcie lub nie działać – to też zgłaszamy i występujemy o zwrot kasy.
– Nie ma tradycyjnej ochrony gwarancyjnej – dlatego ja nie kupuje tak drogiej elektroniki, akcesoriów, ani też dodatków do motocykla drogich i takich, które mają bezpośredni wpływ na prowadzenie motocykla (tu stawiam na sprawdzone marki).
– Towar wygląda inaczej, niż na zdjęciach – tutaj pewnie też można składać reklamację. Gorzej, jak jest to jedynie nieco odmienny kolor, który nie wpasuje się w wygląd naszego motocykla.

Krótki urlop w Kliczkowie

Przez tą całą pandemię zostało mi tylko kilka dni urlopu, więc postanowiliśmy wyjechać na motocyklach, gdzieś w Polskę. Przeszukałam bazę noclegową nad różnymi jeziorami, ale ceny były kosmiczne za te domki, których wystrój zatrzymał się PRL-u. Jakoś przypadkiem trafiłam na domek „Zakątek Kliczków”. Fajny standard, wyposażona kuchnia, super cena i co najważniejsze – mogliśmy zabrać ze sobą tam kota. To był świetny wybór – spokojna okolica, chłodny domek w leśnym zakątku nad rzeką, który pozwalał się zrelaksować, gdy żar się lał z nieba.

Pierwszy dzień poświęciliśmy na różne spacery i takie oderwanie się od tego, że „coś musimy robić”. Na urlopie nic się nie musi, a można chcieć. Chcieliśmy pierwszy raz w życiu przepłynąć się kajakiem, więc się na taki wypad umówiliśmy. Na szczęście rzeka Kwisa niewiele ma wody i nurt spokojny, więc nie padłam tam na zawał. Co wcale nie znaczy, że było nudno, oj nie! Tam rzeka żyje swoim życiem, a drzewa jak upadną to leżą, więc powoli nabywana wiedza o sterowaniu kajakiem i niespodziankach na rzece – była dość emocjonująca. Na szczęście żadnych wywrotek nie zaliczyliśmy, chociaż raz zawisnęliśmy na konarze drzewa, ukrytym pod wodą i raz nas obróciło pod prąd. Mam tylko kilka fotek, zrobionych jak było spokojnie, bo jak się dużo działo, to trzeba było walczyć 🙂 .

Mieszkaliśmy blisko Zamku Kliczków, to na lody tam chodziliśmy:

A kolejnego dnia wybraliśmy się do niemieckiego zamku Bad Muskau w Mużakowie, który jest otoczony ogromnym kompleksem parkowym, co już w większości należy do strony polskiej. Zamek jest przepiękny, a jeszcze większe wrażenie robi wtedy, gdy zobaczy się go na powojennych zdjęciach. Po wojnie i pożarze niewiele z niego zostało, praktycznie ściany zewnętrzne, a został tak cudnie odtworzony! Jestem pod wielkim wrażeniem, bo jeżdżąc po Polsce widzę wiele zamków i pałaców w dużo lepszym stanie, które skazane są jedynie na powolne znikanie…

W środku była malarska wystawa czasowa oraz druga, poświęcona życiu jednego z właścicieli – księcia Pucklera, który dość barwną był osobowością i wiele świata zwiedził. W tamtych czasach było to wielkim wyczynem, biorąc pod uwagę chociażby środki transportu, jakimi dysponował, a był w krajach azjatyckich, jak i afrykańskich. Gromadził różne pamiątki z podróży, a nawet przywiózł ze sobą afrykańską kochankę (od kobiet to akurat nigdy nie stronił).

Na poznawanie zakątków parku nie mieliśmy już czasu i siły, bo upał był straszny, a w motocyklowych ubraniach zapał do spacerowania jednak maleje. Mimo to, warto było to cudo zobaczyć. Zrobiliśmy sobie jeszcze jedną wycieczkę, ale o tym napiszę w kolejnym wpisie.