Start motocyklowego sezonu 2021

Korzystając z kilku dni wyższych temperatur w lutym, pobiegłam z akumulatorem do garażu, stęskniona już mocno za motocyklowymi wrażeniami. Mikołaj przyniósł mi „kości” obniżające mojego Versysa i w pierwszej kolejności postanowiłam udać się do mechanika. Niestety wstępnie nie miał terminów, ale potem oddzwonił, że mogę Majkiego mu przywieźć.

Zawiezienie motocykla do serwisu jednoosobowo i do tego w dniu pracy – wymaga nie lada gimnastyki logistycznej. I tak właśnie powstał plan, który sprawdził się doskonale, a do jego wykonania potrzebowałam takich środków transportu jak: samochód, rower, pociąg i oczywiście motocykl. Nie wierzycie? To rozrysuję, jak to było:

Po odebraniu motocykla miałam jeszcze kawałek dnia, by się przejechać i chłonęłam te chwile całą sobą. Zapomniałam już, jakie to uczucie… Jak ralaksuje, jak skupia świadomość na drodze przede mną. Wszystko zostaje w tyle, a ja rozpływam się w tu i teraz, w cudownej jedności z moim motocyklem…

Wynik wizyty w serwisie to obniżenie motocykla o 2 cm, tym bajerem na końcu sprężyny. Dawno nie jeździłam wprawdzie, ale czuję, że zawieszenie jest teraz nieco twardsze, ale za to chętniej motocykl w zakręty wchodzi. No i całe stopy mam teraz na ziemi elegancko!

Drugi raz wyjechałam w ostatnią niedzielę lutego, kiedy słonko znowu fajnie przygrzało. Polatałam po okolicy i odwiedziłam koleżankę. Pospacerowałam sobie po zespole pałacowo-parkowym z początku XVIII wieku w Bagnie i z pewnością tam wrócę, jak tylko zieleń w pełni rozkwitnie, bo urokliwe to miejsce. Obecnie w pałacu mieści się Klasztor i Wyższe Seminarium Duchowne Salwatorianów. Pałac składa się z dwóch części: zachodnie skrzydło, w stylu barokowym powstało w latach 1720 – 1734, a część wschodnia w stylu neobarokowym powstała ok. 1913 r. Obiekt udostępniony jest do zwiedzania przez turystów, oczywiście uwzględniając specyfikę miejsca.

Robiąc takie większe kółko trafiłam jeszcze pod Pałac Brzeźno. Pałac i park pochodzą z początku dziewiętnastego wieku. Budowla jest przynajmniej trzecią na tym samym fundamencie. Gruntowny remont wraz z przebudową został przeprowadzony w roku 1913. Od tego czasu wygląd pałacu nie uległ zmianie, choć jak większość tego typu budowli, został splądrowany w czasie wojny, a następnie był budynkiem PGR-u. Swoją rangę i świetność odzyskał w 1999 roku, obecnie pełni funkcję hotelowo-eventową.

Później nie było już dobrych (czytaj – w miarę ciepłych) warunków do jazdy, więc na motocyklowy Dzień Kobiet pojechaliśmy już samochodami. To był weekend motocyklowych (i nie tylko) rozmów, smiechu i relaksu, a wszystko to w niezwykłym miejscu – jurcie mongolskiej! To niezwykłe miejsce domyslonca.pl prowadzi para motocyklistów, którą z przyjemnością bliżej poznaliśmy.

Drugiego dnia pobytu leczyłyśmy kaca na łonie natury oraz odwiedziłyśmy Zamek na Skale.

A z tej okazji upiekłam sernik, który przez przypadek (bo znalazłam w Tesco herbatniki z motocyklami) stał się sernikiem czekoladowo-oreo-motocyklowym:

Czy to ostatnia niedziela?

Pogoda ostatniego weekendu zachęcała do przewietrzenia się na motocyklu. Ciepło jest teraz jedynie w tym okienku pogodowym, kiedy jeszcze świeci słońce, więc trzeba było się streszczać.

W sobotę zrobiłam mały kurs na Wrocław, odwiedziłam cmentarz, rozwiozłam ciasto czekoladowe do koleżanek, po i w trakcie covidowego ataku, a i pyszne winko domowe dostałam w zamian. W niedzielę chcieliśmy się gdzieś przejechać, to z Emilem i Bartkiem (wszyscy na Versysach) ruszyliśmy do punktu widokowego w Radkowie, po drodze zaliczając kilka krętych tras i wiele cudnych widoków.

Do platformy widokowej w Radkowie na Guzowatej dotrzeć można pieszo przez las, jak i małą drogą asfaltową. Była dość zabłocona na początku, ale potem już całkiem spoko. Platforma została niedawno otwarta, zbudowana jest betonu i drewna – można tam sobie posiedzieć, widoki podziwiać. Zdjęcia nie wyszły najlepiej, bo słońce akurat świeciło na wprost obiektywu.

Na miejscu dojechał do nas Marek na Versysie z koleżanką na MT07 i razem pokonaliśmy krętą partię trasy przez Karłów. Do domu też wracaliśmy okrężną trasą, byleby zaliczyć jak najwięcej zakrętów. W lasach było różnie, czasami mokro, ale ogólnie czysty był asfalt, a liście leżały jedynie na poboczach.

Pod koniec leśnego odcinka zaparowała mi szyba pod pinlockiem i musiałam zwolnić. Po tej wycieczce postanowiłam wymienić wciąż luzujący się (drugi już) pinlock w AGV K5 na naklejkę, wklejaną od wewnątrz do szyby. Sprawdziła mi ona się w poprzednim kasku Shark, więc i teraz na to liczę.

W dniu jutrzejszym idę do garażu wyjąć akumulator, ponieważ pogoda na następne dni i tygodnie nie jest obiecująca – temperatura nie przekroczy 6 stopni. Jednak nadal mam nadzieję, że ciepłe weekendy jeszcze się przytrafią!

Ostatnio byłam zmuszona zmienić tylną oponę, miałam tam Pirelli Angel, która w połowie zużycia okropnie zaczęła łapać uślizgi. Każde mocniejsze hamowanie kończyło się uślizgiem tyłu. Moje bezpieczeństwo jest dla mnie na tyle ważne, że zdecydowałam się na zakup nowej opony. Tym razem będzie to Metzeler Roadtec 01 i pierwszy wyjazd na niej udowodnił, że to była świetna decyzja!

Małe, jesienne spotkanie

Ciągle szaro, buro, zimno i pada, a szansa na zmianę tej sytuacji jest marna, bo prognozy pogody nie pozostawiają już złudzeń. Tym chętniej wracam do ostatniej niedzieli, kiedy pogoda była słoneczna i udało się nam wyskoczyć na motocyklach w Dolinę Baryczy. Dołączyła do nas mała ekipa z Pleszewa i koledzy z Wrocławia. Drogi oplecione żółto-czerwonymi liśćmi mnie zachwyciły, uwielbiam ten etap jesieni, szczególnie, gdy jest słoneczna pogoda. Cudowne wrażenia i pozytywna energia!

Ostatnio tylko coś nie mam weny na wymyślanie tras, bo mam wrażenie, że już wszędzie byłam. Pewnie to mylne wrażenie i trzeba po prostu lepiej szukać. Dlatego ucieszyłam się, że Tomek wymyślił coś ciekawego po trasie do zobaczenia, a i oczywiście smacznej rybki „U Bartka” nie mogło zabraknąć.

Spotkaliśmy się pod pałacykiem myśliwskim w Mojej Woli, gdzie ten sam dziadek dorabiał sobie, wpuszczając ludzi do środka. My tam byliśmy już kolejny raz, więc sensu zwiedzania nie było, ale i fajnie tak wracać, bo to urokliwa miejscówka. Koledzy z Wrocławia mieli jakieś przygody, więc pojechaliśmy dalej, na stację paliw i tam na nich poczekaliśmy.

Już w komplecie pojechaliśmy do Trzebicka, gdzie stoi mały, drewniany kościółek, wciąż otwarty, bo akurat trafiliśmy tam na chrzest. Wieża powstała już w 1600 roku, a reszta budowli z drzewa modrzewiowego pochodzi prawdopodobnie z 1672 roku.

Tomek powiedział, że po drugiej stronie ulicy są jeszcze jakieś ruiny pałacu, ale widzieliśmy tam tylko ogrodzony lasek. Emil zapuścił się wzdłuż tych krzaków i udało mu się wejść, a nawet znaleźć łatwiejsze wyjście, gdzie mnie nakierował. Ten pałac z wieżą powstał w XVII wieku, a teraz jest już ruiną, którą powoli zasiedla las.

Pojechaliśmy jeszcze na rybkę i pogaduszki, a potem powoli zbieraliśmy się do domu. To nie jest już czas na długie wypady, bo słońce zachodzi szybko, a jak tylko zajdzie to natychmiast robi się lodowato. Wróciliśmy do domu tak w sam raz, zanim to nastało. Mam nadzieję, że jeszcze będą takie ciepłe jesienne dni!