Urlop w Dolomitach. Dzień 5. Lago di Braies

Kolejnego dnia urlopu okienko pogodowe było tylko do godz. 11, więc wyskoczyliśmy szybko na „najpiękniejsze jezioro Dolomitów”. Faktycznie, trzeba przyznać, że panorama na Lago di Braies robi wrażenie i to z każdej strony! Sprzyja to niestety turystyce „instagramowej”, na każdym kroku wpada się na sesje fotograficzne „jakiś gwiazd” na tle jeziora. Im dalej od głównego wejścia, tym poszerza się przestrzeń na podziwianie tego cudu natury.

Jezioro można obejść dookoła i taka jest też kolejność moich zdjęć. Prawą stroną idzie się łatwą ścieżką po płaskim terenie, aż do odgrodzonej, kamienistej plaży. Ogrodzenie służy ochronie alpejskich krów, które swobodnie się tam przechadzają. Jezioro ma zakaz kąpieli i pływania na prywatnym sprzęcie. Można wypożyczyć klimatyczną, drewnianą łódkę, ale najpierw postać trzeba w długiej do nich kolejce. Na białej, kamienistej plaży jest mnóstwo kopczyków z kamieni.

Lewą stroną jeziora wraca się już przez wzniesienia, a żeby było łatwiej to zbudowano tam platformy ze schodami. Mimo pochmurnego nieba, turkusowa tafla jeziora była wyrazista i miała kilka odcieni. Woda była krystalicznie czysta. To miejsce jest przepiękne i warto je odwiedzić, będąc w Dolomitach.

Urlop w Dolomitach. Dzień 4. Zamki: Burg Heinfels i Schloss Bruck

Kolejny dzień urlopu był samochodowy, bo już od 12 szły spore fronty burzowe. Postanowiliśmy zobaczyć z bliska zamek Burg Heinfels na wzniesieniu, który codziennie mijamy. Okazało się, że można kupić bilet łączony, więc w pakiecie dostaliśmy zamek Schloss Bruck w Lienz.

Historia pierwszego zamku sięga 1210 roku, gdy powstała wieża. Następnie dobudowano resztę i zamieszkała tam hrabiowska rodzina Gorizii. Po wojnach chłopskich była tam: zbrojownia, urząd podatkowy, lochy więzienne. Potem, już jako państwowy, był schroniskiem dla bezdomnych i koszarami wojskowymi. Po latach zaczął się walić, na szczęście znalazły się środki na renowacje i udostępnienie obiektu zwiedzającym.

Po zamku chodzi się samodzielnie wg wskazówek, oblegany nie jest, bo byliśmy tam sami. Odnowiona część mieszkalna jest zamknięta, chodzi się głównie po murach i wieży. Miejsce to jest wykorzystywane do różnych eventów kulturalnych.

Zamek Schloss Bruck w Lienz budowano od 1252 roku, również dla rodziny Gorizii. Też miał ciekawe dzieje. Po pożarze stał się własnością miasta i odbywały się tam procesy inkwizycji nad „czarownicami”, z użyciem tortur. Potem był tam szpital, koszary. Jako własność prywatna ok 1827 r był siedzibą firmy żeglugowej, browarem, restauracją. Ostatnia właścicielka wykonała renowacje i odsprzedała zamek miastu.

Obecnie zamek pełni funkcje muzeum i miejsca spotkań kulturalnych. My mogliśmy tam obejrzeć wystawy z historii chrześcijaństwa, odkryć archeologicznych, całego przekroju twórczości Albina Egger-Lienz i innych twórców.

Urlop w Dolomitach. Dzień 3. Sella Ronda: Passo Gardena, Passo Sella, Passo Pordoi i Passo Campolongo

Ten dzień urlopu to spełnienie marzeń, był długi i fantastyczny. Widoki z przełęczy na Sella Ronda pobiły wszystko, co do tej pory widzieliśmy, a zakrętów to nie da się zliczyć! Dla motocyklistów – dzień jak z bajki!

To było nasze czwarte podejście do trasy Sella Ronda, bo zawsze pogoda krzyżowała nam plany. Tym razem było idealnie, no może nie licząc tego, że na początku musieliśmy wyprzedzić setki rowerzystów, trenujących do niedzielnych zawodów, co nie pozwoliło w pełni cieszyć się zakrętami.

Kółko Sella Ronda prowadzi przez przełęcze: Passo Gardena, Passo Sella, Passo Pordoi i Passo Campolongo, czyli na przemian jedzie się w górę i w dół. Nawierzchnia na tej trasie jest zróżnicowana, raz gorsza, raz lepsza, najważniejsze jednak, że nie dziurawa. Jest dużo zakrętów „nawrotek”, ich trudność oceniam na średnią, bo asfalt jest szeroki. Tylko trzeba uważać, bo tam kursują też autobusy.

A poza drogą? Prawdziwe cuda natury! „Szczęka mi opadała” wielokrotnie. Jak już myślałam, że krajobraz piękniejszy być nie może, to się myliłam! Emil w pewnym momencie powiedział: „Ciekawe kiedy będziemy jechać dłużej, niż 2 minuty” i razem się pośmialiśmy. Bo faktycznie, przed każdym szczytem i za nim, zawsze zatrzymywaliśmy po kilka razy. Zachwytom nie było końca, a zdjęcia nie oddają skali wielkości i piękna tych gór.

Tak się nakręciliśmy pozytywnymi emocjami, że wróciliśmy do domu nieplanowanymi przełęczami: Valparola, Falzarego, Tri Crime i przez jezioro Misurina. Dojechaliśmy późnym wieczorem, z pełną satysfakcją przebiegu dnia.