11 listopada wykorzystaliśmy słoneczny dzień i 9 stopni temperatury na małą wycieczkę. W Miliczu spotkałam się z Sylwkiem i Iwoną, a potem dołączył do nas Daniel. Najpierw wyskoczyliśmy na wieżę widokową w Grabownicy, a potem na obiadek. Jak jesteśmy przy stawach milickich to zawsze wpadamy na rybkę „U Bartka”, bo jest tam bardzo dobra.
Potem wyskoczyliśmy jeszcze do Żmigródka, gdzie jest zespół pałacowo-parkowy. Czyli dość nietypowe ruiny pałacu, który wzmocniono na tyle, by się nadawały do zwiedzania. Temperatura była znośna, choć jak słonce zaszło to już mi zmarzły stopy i dłonie. Ale warto było wyrwać się na małą przejażdżkę, pośmiać ze znajomymi i dzielić wspólną pasję.
Dwa tygodnie temu wyskoczyliśmy z Emilem na małą wycieczkę do Zamku w Gołuchowie. Pogoda była znośna na początku, ale w połowie trasy dopadł nas porywisty wiatr, a w drodze powrotnej już deszcz. Emil jechał za mną i w pewnym momencie zobaczył Niezidentyfikowany Obiekt Latający, który odpadł z mojego motocykla. Okazało się, że wiatr zerwał mi odblask z kufra. Zanim zawróciłam, to Emil już chodził po rowie i udało mu się brakujący element odnaleźć.
Na zwiedzanie mieliśmy tylko godzinkę, bo zmierzch i zimno szybko teraz zapada. Zamek w Gołuchowie jest dobrze zachowany, a wewnątrz znajduje się oddział poznańskiego muzeum. Podziwiać można to, co się zachowało z wnętrz, zbiory Izabelli Czartoryskiej oraz inne muzealne eksponaty. Pierwszy raz w życiu miałam okazję zobaczyć naczynia i inne rzeczy, pochodzące ze starożytnej Grecji. Zdjęć z wnętrza nie można publikować bez zgody, więc tylko zewnętrzne fotki pokażę.
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr_soft
jhdr
jhdr
jhdr
Obok są jeszcze leśne muzea, ale już nie mieliśmy czasu ich oglądać – będzie powód, żeby tam wrócić. Na obiad podjechaliśmy do restauracji przy zameczku w Gutowie. Jest spory teren i dużo zwierząt, a nawet…tygrysy. Nie mieliśmy jednak zbyt wiele czasu i po obiedzie wyruszyliśmy w drogę powrotną, niestety już w zimnie i deszczu.
jhdr
Była też sytuacja mocno stresująca, jak tuż przed motocyklem wyskoczyły mi dwie sarny. Na szczęście ostre użycie hamulców, z lekkim uślizgiem koła – uchroniło mnie od spotkania z nimi. Dalsza trasa też wiodła przez lasy, dlatego jechaliśmy już dużo wolniej, a zmrok złapał nas w połowie drogi. Już bez większych atrakcji, aczkolwiek znacznie przemarznięci, dotarliśmy do domu.
Halo, halo żyję 🙂 Coś ostatnio nie jestem z blogiem na bieżąco, choć kilometry oczywiście nabijam, zwykle w weekendy. Jesienna pogoda nie daje powodów do narzekań, raczej pretekst, by się wyrwać z domu na dwa koła. Jeżeli chcecie być na bieżąco to zapraszam na moje konto na: Facebook’u.
Jazda nowym motocyklem początkowo sprawiała mi nieco trudności, zwykle przez odmienną pozycję, wysokość siedziska i „ściąganie z siodła”. Do pierwszych dwóch spraw się szybko przyzwyczaiłam i uważam to już za zaletę, nie wadę. A po zamontowaniu szyby turystycznej przestało mnie ściągać, a do tego jest znacznie ciszej w kasku (i mniej much na szybę łapię haha).
Można powiedzieć, że jazda Versysem uzależnia. Do tego stopnia, że wracając do garażu zawsze czuje się mały niedosyt… Dzień jest krótki, więc ciężko się wyrwać w tygodniu, ale zawsze jeżdżę w weekendy. Albo mając jakiś cel, albo go sobie znajdując. Np. z Ewą wyskoczyłyśmy na jarmark i kawę.
oznorDL_soft
Na liście miejsc do odhaczenia w tym roku miałam jeszcze Biskupin. Nigdy tam nie byłam, a można powiedzieć, że w czasach szkolnych to miejsce wiele dla mnie znaczyło. Czytałam o tych wykopaliskach książki i przez chwilę chciałam być archeologiem (potem miałam operację kręgosłupa i nic z tego nie wyszło).
Generalnie to miejsce żyło własnym życiem w mojej wyobraźni i być może dlatego właśnie mnie nieco rozczarowało. Wiadomo… wyobraźnia zwykle koloryzuje. Super się prezentują te rekonstrukcje, muzeum też ma niezłe eksponaty, ale chyba oczekiwałam więcej tematyki o samej pracy archeologów i tych wykopalisk. Niestety zdjęć Wam nie pokażę, bo nie można bez zgody dyrektora placówki ich publikować. Ale zawsze możecie tam pojechać i własne zdanie sobie wyrobić.
Zrobiliśmy tego dnia 440 kilometrów i to jedyny dzień, kiedy po dojechaniu do garażu nie było już niedosytu, tylko zdecydowane „mam dość!”. Może dlatego, że końcówkę trasy pokonywaliśmy już po zmroku, czego osobiście nie znoszę. Aaaaa i Emil kupił sobie turystyka, też Versysa, ale 2018 r.. Może będzie okazja, żeby nim pośmigać (ale dopiero jak będzie miał gmole, bo taki ładny jest, że się boję nim jeździć hahahha).
W niedzielę pojeździliśmy jeszcze po rajdowych odcinkach Zagórze Śl-Michałkowa-Glinno-Walim z Magdą, Andrzejem i ich córką Asią, która na koniec sierpnia uzyskała prawo jazdy kat. A1. Miesiąc później już startowała w MotoGymkhanie, a teraz lata z nami na wycieczki.
dav_soft
dav_soft
Jazda ze 125-tką ma swoje ograniczenia, ale nie ma dla mnie większego znaczenia, czy jadę 120 km/h czy 95 km/h, jedynie wyprzedzanie trzeba sobie darować. Jednak radocha w oczach początkującej motocyklistki jest tego warta!
W ubiegły weekend byłam u rodziców i postanowiłam wracać do domu okrężną drogą przez Nową Rudę, Bielawę i Zagórze Śl.
fbt
jhdr_soft
jhdr_soft
jhdr_soft
To moje drugie podejście do Zagórza w niedzielę, ponieważ poprzednim razem były takie tłumy, że nie było gdzie motocykli postawić, a i przejechać było trudno. Nie dziwię się, bo złota jesień nad zaporą zwala z nóg!
Teraz też próbowałam podjechać i zrobić zdjęcia, ale bezskutecznie. Minęłam się z moją ekipą (wyżej wymienioną + Tomek) i dojechałam do korka. Andrzej zawrócił, żeby mi powiedzieć, że nie ma sensu tam jechać, bo droga jest zatarasowana przez samochody w obie strony! Jak już wpadłam na swoją ekipę, to postanowiłam z nimi kontynuować dzień. Najpierw kawa na stacji i pogaduchy, a potem powrót przez różne, urokliwe miejsca. I nie obyło się też bez przygód, czyli były szutry i drogi polne, bo droga w remoncie hahah.
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
jhdr
sdr_soft
p.s. Do zapory w Zagórzu wreszcie dotarłam, ale w tygodniu. Było cudownie, bo cicho i pusto. Jednak brakowało nieco słońca, które by rozświetliło te jesienne krajobrazy.
Wstąpiłam na kawkę do Pensjonatu Fregata – to miejsce fajny ma klimat!