Trening z Pawłem

Na nasz kolejny trening zaprosiłyśmy Pawła, który w Moto Gymkhanie już wielokrotnie startował. Zależało nam na wskazówkach dotyczących ustawiania toru, no i techniki jazdy. Co zrobił Paweł jak do nas przyjechał? Po pierwsze sprowadził nas na ziemię, jeżeli chodzi o plac – ten, który znalazłyśmy nie oferował przyczepności przy szybszym pokonywaniu prób. Zaprowadził nas na ładny i czysty plac z kostki na którym kiedyś trenował. Po drugie dał nam wiele wskazówek, na które same nie wpadłyśmy.

Bo na początek lepiej jeździć na dwójce, by uniknąć szarpania, a ósemkę rozstawiać w odległości zbliżonej do tej z kursu na prawko. Ale prawdziwa frajda była później, jak Paweł poustawiał nam bardziej skomplikowane figury (GP8) i całe trasy. Z uśmiechem na ustach podnosił nam poprzeczkę coraz bardziej, a już jak pokazał swój własny poziom – to szczęki nam konkretnie opadły… Dłuuuuuga droga jeszcze przed nami, ale już nie patrzymy w nią z przerażeniem, dzięki licznym wskazówkom, co do toru jazdy i hamowania. Nawet Karolina się skusiła i pojeździła na CB Elizy. Może nasz zespół będzie wkrótce liczył 3 kobiety? 😉

Niestety i na tym placu komuś przeszkadzaliśmy, i musieliśmy zrezygnować z dalszych ćwiczeń. Szukamy innego miejsca. Może ktoś z Wrocławia miałby jakieś sugestie? Albo zaprosił nas na własny teren?

p.s. Paweł jesteś naszym idolem 😉 Dzięki!

Mój pierwszy deszcz w trasie

Niby wiedziałam, że wcześniej czy później to się zdarzy, ale czy byłam na deszcz przygotowana? Hmm nie do końca ;-).

Wczoraj wieczorem wyruszyłam na Kotlinę Kłodzką do domu, pogoda była OK. Dopiero w okolicach Strzelina totalnie pociemniało. Zadzwoniłam szybko do domu – u nich nie padało, więc byłam dobrej myśli, ale tylko przez chwilę ;-). Tuż za miastem zaczęło kropić…

Zjechałam na pobocze i zaczęłam szukać, co tam mam w plecaku na deszcz. Znalazłam: parasolkę ;-), pelerynę foliową (już lepiej!) i takie cieńkie spodnie, co kiedyś kupiłam na lumpexie, bo wyglądały na przeciwdeszczowe (szkoda, że tylko wyglądały).

Spodnie były szerokie i dały się ubrać na motocyklowe, peleryna nie miała rękawów, tylko takie dziury na ręce. Na szczęście była szeroka i zakryła też plecak (z netbookiem), no i ubrałam jej kaptur pod kask, żeby woda nie lała się za kołnierz. Ruszyłam, bo stać nie było sensu – ciemno dookoła, więc samo by nie przeszło. Trzymałam prędkość 50km/h.

Okazało się, że jadę na batmana 😉 – peleryna się napompowała i zaczęła za mną furgotać na wietrze. Żeby ochronić plecak, zawiązałam tą pelerynę w pasie i już furgotały jedynie rękawy ;-). Było by pięknie, gdyby nie to, że deszcz się nasilał. Momentami wydawało mi się, że to nawet grad, bo bolało, jak walił po nogach i głośno uderzał w daszek kasku.

Pierwsze przemokły buty – dziękuję Ci, cudowny impregnacie, który miałeś chronić moje buty przed deszczem! Spodniom też podziękujemy – przemokły obydwie pary! Poczułam wodę na tyłku, a to nie było zabawne, bo zapalenie pęcherza to niefajna sprawa. Zatrzymałam się pod drzewem, żeby przeczekać najgorsze, wyciągnęłam pokrowiec na motocykl i na nim usiadłam, żeby chronić ten pęcherz.

W tyłek było cieplej, ochraniacze chroniły kolana przed wodą, tylko ręce do łokci i stopy nie miały zbytniego komfortu. Myślałam, że gorzej być nie może – bo się powoli przejaśniało. No ale w swoim scenariuszu nie ujęłam pędzącego z naprzeciwka samochodu (biały Renault Laguna – jeszcze Cię znajdę! 😉 ), który obdarzył mnie serdecznie wielką falą wody, przewyższającą nawet kask! Przez moment byłam w szoku, takie wiadro wody nie poprawiło mi samopoczucia. Dobrze, że kask nie przemaka!

Powoli przestawało padać, omijałam koleiny z dużą ilością wody i już dało się jechać trochę szybciej. W Ziębicach na stacji postanowiłam się porozbierać, bo peleryna hałasowała tak, jakbym helikopterem leciała co najmniej. I podszedł do mnie chłopak, pytając ile TO ma koni? – O nie – pomyślałam – kolejny znawca tematu i to teraz, jak mam już wszystkiego dość! Ale się okazało, że ten był zorientowany – bo sam ma DR-kę, to sobie miło pogadaliśmy o jeździe w terenie i naszych modelach. Pan był policjantem, to mam nadzieję, że zatrzymywać na trasie mnie już nie będzie ;-).

Po ściągnięciu tego worka i spodni – ukazał się obraz nędzy i rozpaczy! Nogi przemoczone do majtek, klatka sucha, rękawy przemoczone, a dłonie? No to ciekawostka – z jednej strony wybielały od wody, a z drugiej poczerniały od wewnętrznej (skórzanej) strony rękawic! Do dziś mam je fioletowe ;-)!

Im bliżej byłam domu, tym bardziej suchy był asfalt. Okazało się, że w miejscu docelowym nie padało wcale! Dziś trochę kaszel mnie z rana męczył, ale mam nadzieje, że to przejściowe – bo jutro chcę na wyścig górski jechać (taki samochodowy ;-)).  Co zrobię zaraz po wypłacie? Oczywiście zakupie ubranko przeciwdeszczowe!

Trening Moto Gymkhany

Zabrałyśmy się wreszcie z Elizą do ćwiczeń przygotowujących do startu w Honda Gymkhana pod koniec sierpnia. Ułożyłyśmy sobie średnio ciasny slalom na początek. I nasze nastawienie do zawodów totalnie się odwróciło! To ja byłam nakręcona, a Eliza podchodziła z dystansem. Teraz Eliza jest zachwycona, a ja podłamana…

Bo okazało się, że jej CB ma świetny promień skrętu i z łatwością śmiga pomiędzy słupkami. A mój String bardzo wcześnie i dość drastycznie łapie opór na kierownicy, psując równowagę w zakręcie.

Ćwiczenia równowagi i dużego przeciwsiadu mnie nie ominą i cudów nie oczekuję…