Postępy?

Mam za sobą miesiąc rehabilitacji. Ci, co widzieli mnie przed nią a teraz – to mówią, że postęp jest duży. Ja oczywiście widzę się codziennie, więc tego tak nie odczuwam ;-). No może faktycznie wyżej mi idzie ręka na bloczku…

Czy białko działa? Zmniejszyłam dawki bo działało… ale na masę ciała ;-). Nie męczę się tak na ćwiczeniach, ale to ma i wady, bo czasem nie wiem kiedy przestać. A potem leżę plackiem, bo boooooli.

To, że jestem uparta, jak mi na czymś zależy – to w tym przypadku pomaga. Nie odpuszczam nawet jednej zadanej serii i pilnuję się też w weekendy. No i spotkałam na swojej drodze rehabilitanta, który lubi swoją robotę 😉 (dzięki Grzesiek!).

Musi być lepiej i będzie!

Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć

Jestem po pierwszym tygodniu rehabilitacji we Wrocławiu i powiem Wam, że różnica jest kolosalna! Każdego dnia widać poprawę i wzmocnienie mięśni. Już nie czuję się tak – jakby jakiś obcy element zwisał mi u boku ;-), ręka zaczyna „trzymać się” na własnych mięśniach. Podnoszenie w górę to tak 45 stopni, ale robię to przynajmniej mięśniami (wcześniej musiałam rozbujać ;-)).

Nie jestem fanem ćwiczeń, każde postanowienie poprawy formy wymiękało po kilku dniach. Tym razem jest inaczej, bo i stawka jest inna… Przykładam się, aż miło! 😉

Względność dobrych i złych wypadków

Podzielę się z Wami przypowieścią, którą przypominam sobie zawsze wtedy, jak ktoś mi mówi: „oj, jakie to nieszczęście Cię spotkało”.

Stary człowiek i jego syn pracowali na małej farmie. Mieli tylko jednego konia, który ciągnął ich pług. Pewnego dnia koń uciekł.
– Jakie to straszne – współczuli sąsiedzi. – Co za nieszczęście.
– Kto to wie, czy to nieszczęście, czy szczęście – odpowiadał farmer.

Tydzień później koń powrócił z gór, przyprowadzając ze sobą do stajni pięć dzikich klaczy.
– Co za niesamowite szczęście! – mówili sąsiedzi.
– Szczęście? Nieszczęście? Kto wie? – odpowiadał starzec.

Następnego dnia syn, próbując ujeździć jedną z dzikich klaczy, spadł z niej i złamał nogę.
– Jakie to straszne. Co za nieszczęście! – mówiono.
– Nieszczęście? Szczęście?

Przyszło wojsko i wszystkich młodych mężczyzn zabrano na wojnę.
Syn farmera był nieprzydatny, więc pozostał.
– Szczęście? Nieszczęście?