Historia pewnego baku

Dziabąga (Kawasaki ER6-n) mam od wczesnej jesieni i wykorzystując zimową pauzę postanowiłam zrobić porządek z jego bakiem. Motocykl był po parkingówce, miał skrzywioną kierownicę, wklęśnięty bak i porysowany dekielek. Kierownica została wyprostowana, bak był teoretycznie wyrównany i oklejony karbonem, a z porysowanym dekielkiem da się żyć 🙂 .

Po pewnym czasie niestarannie naklejona folia karbonowa zaczęła się odklejać dołem i szpecić motocykl. Trzeba było z tym zrobić porządek! Po zdjęciu folii okazało się, że bak nie jest zaszpachlowany, ale niezbyt równo oklejony „czymś”, co było trudne do zdefiniowania nawet przez blacharza. To jakby klej, który trzymał się jedynie na roztartych krawędziach, a pod nim była zdeformowana blacha, spory odprysk lakieru i rdza!

Poprosiłam mojego sąsiada, który zajmuje się blacharką o ładne wyrównanie powierzchni, a inny kolega miał mi go profesjonalnie okleić (malowanie wychodzi drogo). Plan był, ale na jego realizację (a raczej brak realizacji) wpływ miały czynniki losowe…

Wyobraźcie sobie, że gdy bak już sobie leżał do odbioru to – spadł! Ot tak sobie, ze stołu na podłogę! Zabrakło kilku sekund, żeby kolega zdążył go złapać…. Skończyło się nową wgniotką przy wlewie. Gdyby to był bok to zostalibyśmy przy oklejeniu, ale z górą to już się nic nie dało zrobić, więc bak otrzymał nowe, pełne malowanie.

Z pomocą w poszukiwaniu naklejek Kawasaki na bak przyszli czytelnicy mojego bloga (z facebooka) i polecili mi naklejki z firmy grafnet.eu . Nie stać mnie na oryginalne, a te co przyszły wyglądają całkiem nieźle, różnią się nieco sposobem wycięcia tła w folii od tych, co na baku były. Kontakt z firmą był doskonały, a jak poprosiłam o szybką wysyłkę – to naklejki były u mnie już następnego dnia! Zdecydowanie polecam 🙂

W międzyczasie zaginęły  gumowe zabezpieczenia z baku i szukaliśmy ich z godzinę po całym warsztacie lakierniczym. Na szczęście znalazły się pod innym motocyklem, gdzie spadło pudełeczko z nimi w środku. Nie muszę mówić, że wszyscy odetchnęli z ulgą jak zabrałam już ze sobą ten „pechowy bak” 🙂 .
Ja tam myślę, że jednak szczęśliwy, bo miał być oklejany a dostał nowe malowanie! 🙂

10 rzeczy, których zapewne nie wiecie o moim blogu i o mnie.

  1. Mój blog powstał 13 kwietnia 2011 roku. Na ten moment zebrał 466.759 odwiedzin. Mam już na nim 363 wpisy i bardzo jestem ciekawa, czy ktoś je wszystkie przeczytał do dnia dzisiejszego?
  1. Doczekałam się właśnie małego unowocześnienia bloga. Jest nowy układ zdjęć w galeriach i zdjęcia można już oglądać w sposób ciągły, przechodząc do kolejnego. Można też wstawiać komentarze na blogu z facebooka (bo wcześniej nieco nadgorliwy filtr spamu niektórym osobom utrudniał komentowanie). W okienku po prawej można też zajrzeć czy na facebooku dałam jakiś nowy wpis.
  1. Staram się nie czytać bloga wstecznie, bo stare wpisy wydają mi się zbyt szczere albo za słabo napisane i zaraz bym chciała je poprawiać i udoskonalać! Ale przecież nie na tym to polega. Blog to zapis z mojego życia i skoro wtedy tak myślałam i tak to opisałam – to w takiej formie już zostawię.
  1. Zdarza mi się czytać pojedyncze wpisy, szczególnie gdy mam doła i potrzebuję czegoś na rozweselenie. Moim ulubionym wpisem na takie „okazje” jest ten o pierwszej jeździe w deszczu, bo czułam się wtedy tak beznadziejnie, że to było, aż zabawne: https://pamietnik-motocyklistki.pl/2012/07/21/moj-pierwszy-deszcz-w-trasie/

No to teraz coś o mnie:

  1. Od 2009 roku regularnie piszę newsy, artykuły, testy i wywiady dla motocaina.pl. Nie mam dziennikarskiego wykształcenia, ale uparcie i małymi krokami, poprzez rajdowe portale szlifowałam swoje umiejętności. Sprawia mi to dużą frajdę i lubię to robić, a o czym zwykle piszę możecie zobaczyć tutaj: https://www.motocaina.pl/edyta-wrucha/artykuly/1.html
  1. Przyznam się, że nie toleruje hejtu i ciężko mi się pogodzić z faktem, że może on dotyczyć mnie lub moich tekstów w sytuacji, gdy nie ma on sensownych podstaw (bo do błędów to się przyznać potrafię). Wkładam w to co robię i wysiłek, i serce, a przychodzi jeden z drugim i mi to podepta. Wiem, że to ich problem, że mają frajdę z takich działań i taką potrzebę, ale jednak to boli.
  1. Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym (tzw. II-gim), choć nie widać tego na pierwszy, czy drugi rzut oka. Mam implant w kręgosłupie i metalowy bark, a rękę podnoszę jedynie do 90 stopni w górę i wszystko wskazuje na to, że lepiej nie będzie… Jednak nie obrażam się jak pieszczotliwie mówią na mnie „RoboCop” 🙂 .
  1. Czerwcowy wyjazd do Chorwacji jest dla mnie największym wyzwaniem do tej pory. Po pierwsze ze względu na ilość kilometrów do pokonania, a po drugie ze względu na wytrzymałość mojej, operowanej ręki. Nie mam pojęcia czy przetrzymam ten wysyłek, ale robię wszystko, by się udało. Przeszłam na zdrowszą dietę i codziennie ćwiczę – mam teraz olbrzymią motywację! Widzę też pierwsze efekty, więc motywuje mnie to podwójnie.
  1. Nie jestem odważna – to zdanie dla wszystkich przyszłych motocyklistek w szczególności, które boją się uczynić pierwszy krok. To co robię nie jest niczym nadzwyczajnym i nie wymagało ode mnie olbrzymich pokładów odwagi. Moje cele są małe, ale z konsekwencją osiągane. Każda z Was może zostać motocyklistką, choć czasami cel ten wydaje się Wam wielką górą. Jednak już się na nią wspinając, im wyżej będziecie, tym mniejsze będzie wzniesienie przed Wami, a na koniec wystarczą ze 3 zdecydowane kroki, by zdobyć tą górę i swoje marzenia. Motocykl zmienia życie, otwiera nowe perspektywy i tworzy nowe możliwości. Warto podjąć ten wysiłek!
  1. Być może w przyszłości zostanę instruktorem nauki jazdy motocyklem. Teraz ten cel wydaje mi się olbrzymi i trudno osiągalny, jednak traktuję go, jak tą górę, o której pisałam punkt wcześniej. Jak się uda, to z pewnością się o tym dowiecie!

Zimowa głupawka motocyklistki :-)

W ubiegłą niedzielę powstały wesołe zdjęcia, które obrazują to, co robię zimą 🙂

A tak serio to zbieram…. Zbieram kasę na paliwo i zbieram sprzęt outdoorowy, ponieważ w mojej głowie wykluł się plan na większą wycieczkę przez kilka państw. Nie zdradzę jeszcze szczegółów, ale będzie to koniec maja lub czerwca.

No i Emil rozebrał mi Dziabąga, żebym mogła oddać jego bak do wyrównania i oklejenia. Motocykl przed zakupem miał jakąś parkingówkę w wyniku której uszkodził się także bak. Ktoś go obkleił, żeby to zakamuflować, ale dość niestarannie, więc okleina dołem marszczyła się i zrywała. Oddaje go w profesjonalne ręce i mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś fajnego 🙂