Tu i tam, koło domu

Wiosna nas w tym roku nie rozpieszcza. Jest maj, a nadal zimno. Taki 10-stopniowy weekend to ostatnio standard, czasem do tego wieje lub pada. Ale staram się wyskakiwać na motocykl, choćby na krótkie przejażdżki. Bo to daje tyle frajdy i energii, że warto pojeździć, zamiast w domu się kisić.

Raz w planie była wycieczka po rajdowych odcinkach: Rościszów, Walim, Jugów, Michałkowa, Zagórze Śląskie. Niestety wyszła z tego dupa, a dokładniej dupa srającego chłopka, bo tam musieliśmy zawrócić. Nad górami czarne chmury, mgła i ulewa, a nas te chmury jeszcze chciały gonić. Ale przynajmniej kilka śmiesznych zdjęć mamy:

Innym razem strasznie zmarzliśmy, ale udało się dojechać do Pałacu Randowshof w Boguszycach. Ciekawa byłam, jak wyglądają jego pozostałości, no i lubię jeździć w tym kierunku, bo drogi gładkie i kręte po drodze (choć przy niedzielnych kierowcach to trzeba ćwiczyć cierpliwość 😂).

Na miejscu zagadała mnie sympatyczna mieszkanka, opowiedziała o tym, że pamięta jak był to budynek mieszkalny dla wielu rodzin, które przeniesiono. Potem właściciel miał go odbudować, ale wcale mu to nie szło (małą wieżyczkę odnowił), aż zmarł. Potem nikt budynku nie pilnował, więc dewastacja postępowała. Teraz trwają tam powolne prace porządkowe, a czy coś więcej będzie ratowane to się okaże…

Małe wycieczki z Asią

Asia to córka moich przyjaciół. Obecnie jeździ 125-tką, ale już niedługo będzie mogła zmienić kategorię i także motocykl na większy. Póki co, jak mam ochotę wyskoczyć gdzieś niedaleko i niezbyt szybko, to Asia zawsze chętnie ze mną jedzie.

Nie boję się o nią, bo widzę, że nauka nie idzie w las – jeździ odpowiedzialnie i uważnie, głupot nie robi, choć pewnie też je ma na swoim koncie, jak każdy początkujący (najważniejsze to wyciągać z nich dobre wnioski i lekcje na przyszłość). Staram się swoje tempo jazdy do jej możliwości dostosować i kontroluję w lusterku, jak jej idzie pokonywanie trasy (a czasem ona prowadzi, to wtedy widzę więcej). A żebym nie miała poczucia, że się „ślimaczymy”, to nie zakładam stoperów, wtedy hałas w kasku potęguje wrażenie prędkości 🙂 .

Raz wyskoczyliśmy w niedzielę na małą rundkę, jakieś tam punkty przelotowe wyznaczyłam i krętą przełęcz do pokonania. Pogoda jednak nie była przychylna, ponieważ było zimno i mocno wiało. Mi już ten wiatr przeszkadzał (a jeszcze ubrałam „letni kask”), a co dopiero Asi, jak jej mały motocykl „tańczył” na tym wietrze. Jednak dzielna była i wcale z tego powodu nie marudziła.

Jazda z nastolatką w skórzanym kombinezonie (w rozmiarze S) ma swój urok. Bo jakoś tak się wtedy działo, że samochody wcale nas nie chciały wyprzedzać i nagle się nigdzie, nikt nie spieszył. Nawet motocykliści na ścigaczach wytrwale potrafili się za nami „ślimaczyć”. No cóż, czego się nie robi dla takich widoków! Nawet na stacji benzynowej, już po chwili, Asia miała dwóch nastoletnich adoratorów, zachwyconych jej 125-tką. Ech, na ryczącą 40-stkę na 650-tce, to już niewiele osób tak zwraca uwagę hahahah. To był fajny, pozytywny dzień, a na jego podsumowanie był serniczek z przyjaciółmi.

Innym razem wyskoczyłyśmy pooglądać kwiatki w Aboretum Wojsławice. Teren to dość duży, ale ja chyba nie jestem fanką kwiatków, bo szybko mi się znudziło… Może dla kogoś, kto te rośliny zna, rozróżnia, ciekawostki o nich czyta – taka wycieczka byłaby o wiele bardziej inspirująca.

A bycie blondynką ma swoje plusy, bo w drodze powrotnej pomyliłam zjazdy i wylądowałam na płatnej autostradzie! Tak jakoś tak wyszło, że wcale nie w kierunku domu 😂. Kosztowało mnie to 60 groszy do pierwszego zjazdu, a ile krętych dróg musiałam przejechać, żeby stamtąd wrócić! Opłacało się 😁!

Wjechał motocyklowy rejestrator jazdy od Mio

Długo już myślałam nad rejestratorem jazdy, zamontowanym na stałe w motocyklu. Dwie małe kamerki, przekręcam kluczyk i już nagrywają. Wcześniej próbowałam jeździć z kamerką sportową Sjcam 6 Legend, jednak to rozwiązanie jest jednak dla wytrwałych. Bateria trzyma przez ok. godzinę jazdy, więc trzeba ją wymieniać lub doładowywać (co jest trudne w wodoodpornym opakowaniu). Trzeba pamiętać o jej włączeniu i wyłączeniu, a już przede wszystkim o demontażu, przy jakimkolwiek odejściu od motocykla. Może jakość nagrań wynagrodzi te utrudnienia, ale składanie tego w jakikolwiek film to bardzo dużo pracy przy programie obróbki, którego mi najzwyczajniej szkoda (wolę wtedy pojeździć lub książkę przeczytać).

Rozważałam zakup rejestratora jazdy z Chin, bo dobre parametry to koszt ok 700 zł. Kupuję drobne rzeczy na aliexpress namiętnie, jednak przy droższej elektronice się zastanawiam. Bo schody zaczną się wtedy, jak sprzęt przyjdzie niesprawny lub padnie po jakimś okresie użytkowania. Polski sklep, gwarancja i serwis zapewniają jednak lepsze wsparcie w takiej sytuacji.

Gdy zaczęłam przeglądać krajowe oferty, to w oko wpadły mi 2 rejestratory za 1200-1300 zł. Zaczęłam czytać komentarze o nich i oglądać nagrania. W rezultacie się zniechęciłam, bo jeden się wieszał, a drugi za słabo redukował drgania, więc cały obraz skakał. Spodobały mi się nagrania z MIO MiVue 760d, jednak już nie cena – 1799 zł. Szukałam lepszej oferty i się trafiła. Przy zakupie na raty zero w markecie cena wyniosła 1350 zł i taką promocję to ja rozumiem. Do tego mam fajny przycisk do nagrywania awaryjnego, więc mogę go też wykorzystywać do zarejestrowania fajnych fragmentów trasy.

Emil też wziął taki sam model na swojego Versysa i oba zestawy zamontował. Oto nagranie z naszej pierwszej przejażdżki – wrażenia jak najbardziej pozytywne: