LwG już do nieba
Jadąc dziś do pracy mijałam skutki wypadku. Kierowca wyjeżdżający z parkingu zajechał drogę motocykliście. Miało to miejsce po 6 rano, więc ruch niewielki.
Motocyklista zginął na miejscu, kierowca samochodu jest w szpitalu. Na ulicy stała do połowy wgnieciona beemka, parę metrów dalej „wydachowany” wiśniowy motocykl, chyba Yamaha Diversion. Za parawanem leżało ciało…
Nieprzyzwyczajona jestem do widoku takiego motocykla. Myślę tylko o takich, co jeżdżą i dają wiele radości.
Nie takich, które niosą śmierć.
Nikt nie określił jeszcze winy, ale proszę – pamiętajcie, że motocykl nie hamuje równie sprawnie, jak przyspiesza. I, że miasto – gdzie ruch, ilość wyjazdów, skrzyżowań jest duży – to nie jest miejsce na odkręcanie.
Mam nadzieję, że nie dane mi będzie kiedykolwiek być na pogrzebie motocyklowego przyjaciela… A przecież i ten motocyklista ich miał.
