|

Jesienne na Majkim rumakowanie :-)

Halo, halo żyję 🙂 Coś ostatnio nie jestem z blogiem na bieżąco, choć kilometry oczywiście nabijam, zwykle w weekendy. Jesienna pogoda nie daje powodów do narzekań, raczej pretekst, by się wyrwać z domu na dwa koła. Jeżeli chcecie być na bieżąco to zapraszam na moje konto na: Facebook’u.


Jazda nowym motocyklem początkowo sprawiała mi nieco trudności, zwykle przez odmienną pozycję, wysokość siedziska i „ściąganie z siodła”. Do pierwszych dwóch spraw się szybko przyzwyczaiłam i uważam to już za zaletę, nie wadę. A po zamontowaniu szyby turystycznej przestało mnie ściągać, a do tego jest znacznie ciszej w kasku (i mniej much na szybę łapię haha).

Można powiedzieć, że jazda Versysem uzależnia. Do tego stopnia, że wracając do garażu zawsze czuje się mały niedosyt… Dzień jest krótki, więc ciężko się wyrwać w tygodniu, ale zawsze jeżdżę w weekendy. Albo mając jakiś cel, albo go sobie znajdując. Np. z Ewą wyskoczyłyśmy na jarmark i kawę.

Na liście miejsc do odhaczenia w tym roku miałam jeszcze Biskupin. Nigdy tam nie byłam, a można powiedzieć, że w czasach szkolnych to miejsce wiele dla mnie znaczyło. Czytałam o tych wykopaliskach książki i przez chwilę chciałam być archeologiem (potem miałam operację kręgosłupa i nic z tego nie wyszło).

Generalnie to miejsce żyło własnym życiem w mojej wyobraźni i być może dlatego właśnie mnie nieco rozczarowało. Wiadomo… wyobraźnia zwykle koloryzuje. Super się prezentują te rekonstrukcje, muzeum też ma niezłe eksponaty, ale chyba oczekiwałam więcej tematyki o samej pracy archeologów i tych wykopalisk. Niestety zdjęć Wam nie pokażę, bo nie można bez zgody dyrektora placówki ich publikować. Ale zawsze możecie tam pojechać i własne zdanie sobie wyrobić.

Zrobiliśmy tego dnia 440 kilometrów i to jedyny dzień, kiedy po dojechaniu do garażu nie było już niedosytu, tylko zdecydowane „mam dość!”. Może dlatego, że końcówkę trasy pokonywaliśmy już po zmroku, czego osobiście nie znoszę. Aaaaa i Emil kupił sobie turystyka, też Versysa, ale 2018 r.. Może będzie okazja, żeby nim pośmigać (ale dopiero jak będzie miał gmole, bo taki ładny jest, że się boję nim jeździć hahahha).

W niedzielę pojeździliśmy jeszcze po rajdowych odcinkach Zagórze Śl-Michałkowa-Glinno-Walim z Magdą, Andrzejem i ich córką Asią, która na koniec sierpnia uzyskała prawo jazdy kat. A1. Miesiąc później już startowała w MotoGymkhanie, a teraz lata z nami na wycieczki.

Jazda ze 125-tką ma swoje ograniczenia, ale nie ma dla mnie większego znaczenia, czy jadę 120 km/h czy 95 km/h, jedynie wyprzedzanie trzeba sobie darować. Jednak radocha w oczach początkującej motocyklistki jest tego warta!

W ubiegły weekend byłam u rodziców i postanowiłam wracać do domu okrężną drogą przez Nową Rudę, Bielawę i Zagórze Śl.

To moje drugie podejście do Zagórza w niedzielę, ponieważ poprzednim razem były takie tłumy, że nie było gdzie motocykli postawić, a i przejechać było trudno. Nie dziwię się, bo złota jesień nad zaporą zwala z nóg!

Teraz też próbowałam podjechać i zrobić zdjęcia, ale bezskutecznie. Minęłam się z moją ekipą (wyżej wymienioną + Tomek) i dojechałam do korka. Andrzej zawrócił, żeby mi powiedzieć, że nie ma sensu tam jechać, bo droga jest zatarasowana przez samochody w obie strony! Jak już wpadłam na swoją ekipę, to postanowiłam z nimi kontynuować dzień. Najpierw kawa na stacji i pogaduchy, a potem powrót przez różne, urokliwe miejsca. I nie obyło się też bez przygód, czyli były szutry i drogi polne, bo droga w remoncie hahah.

p.s. Do zapory w Zagórzu wreszcie dotarłam, ale w tygodniu. Było cudownie, bo cicho i pusto. Jednak brakowało nieco słońca, które by rozświetliło te jesienne krajobrazy.

Wstąpiłam na kawkę do Pensjonatu Fregata – to miejsce fajny ma klimat!

Podobne wpisy

  • Pady motocyklowe

    To był bardzo sadystyczny weekend! Musiałam go spędzić w szkole! To jakiś totalny horror ;-). Piękne słońce, co chwilę ryczą silniki i nawet przez okno wyjrzeć się nie da. Już nie mówię o tym, że String zatankowany stoi! Pocieszam się myślą, że to tylko co drugi weekend do czerwca… Korzystając „z okienka” wyskoczyłam na miasto…

  • Motocyklowe oświadczyny

    To już chyba tradycja, że po intensywnym weekendzie motocyklowym, kolejny mam stonowany. Tak dla równowagi, także portfela 🙂 . Trzasnęłam ok. 300 km, ale raczej celem przemieszczania się z punktu A do B, a nie szukania przygód, więc opowiadać zbytnio nie mam o czym. Ale sympatycznie (jak zwykle na motocyklu) było! Choć o odpowiednią dawkę…

  • Park Wrocławski w Lubinie

    Szukałam planu na niedaleką, niedzielną przejażdżkę motocyklową i padło na Park Wrocławski w Lubinie. Atrakcja to darmowa i imponująca, bo łączy mini zoo z ptaszarnią i parkiem dinozaurów. Spacer parkiem jest bardzo przyjemny, choć przyznam szczerze, że ptaki w osiatkowanych boksach to dla mnie zawsze dołujący widok. Pozytywnym zaskoczeniem były pawie, których część była za…

  • Figury…

    Dziś znów zaatakowała mnie przyroda i to było dość wesołe, bo to była… perliczka. Jakby ktoś nie wiedział cóż to za stworzenie – to opisze to, iście zoologicznie: „coś jak kura, ale z większą dysproporcją głowy do reszty ciała, na niekorzyść tego pierwszego” 😉 Może to tłumaczy fakt, że rozczapirzyła skrzydła i z dzikim okrzykiem…