O pierwszym razie?

Tak mnie coś naszło, żeby coś napisać o tym, jak teraz wygląda moje życie. W sumie to nie wiem, czy chcecie czytać takie rzeczy?? Bo z motocyklem niewiele mam teraz wspólnego. No może tylko to, że raz wyciągnęłam na dwór Stringa jedną ręką (!) 😉 (a dodam, że trzeba nim wycofać). Nawet się jakoś udało – dzięki takiej rozpórce na kierownicy – trzymając rękę na środku, utrzymywałam kierownicę prosto, a całą jego masę przeniosłam na biodro. Potem go odpaliłam, ot tak, żeby go posłuchać i żeby trochę silnik popracował. A potem zobaczyłam, ile jeszcze muszę ćwiczyć, by prawa ręka dosięgła kierownicy. No niestety podnoszę ramię na 30 stopni, a trzeba minimum 90. Jeszcze troszku! 😉

Na komputerze, jak widzicie piszę – ale tylko na netbooku położonym na kolanach i nie za długo tak mogę. Ale odkąd wyszłam ze szpitala i mam dużo wolnego czasu – to z czasem się jakoś mniej lubimy. Ucieka mi gdzieś bokami ;-). Kiedyś wyrabiałam 8 godzin pracy i popołudniu tyle rzeczy udawało mi się zrobić. Teraz, muszę się mocno zmotywować, by zrobić ze 3 pożyteczne czynności w ciągu całego dnia! Za pożyteczne nie uważam: siedzenie na kompie, przed TV, z książką (no chyba, że czegoś uczy), z MP3, u koleżanki, na ogródku, czy wyskok na zakupy. A właśnie te czynności wychodzą mi teraz najlepiej 😉 i perfidnie kradną mi czas.

Cieszę się, że co chwile mam jakiś pierwszy raz! Pierwszy raz w dzień bez użycia przeciwbólowych. Tydzień później kolejny pierwszy raz – w nocy bez ketonalu też mi się udało! Wymaga to nieco cierpliwości w oczekiwaniu, aż ręka się ułoży i przestanie boleć – ale ważne, że jest to już wykonalne ;-). Szczególnie, że po tych prochach sny nie są zbyt przyjemne (no chyba, że ktoś lubi takie rodem z Marylina Mansona). Potem był pierwszy raz, kiedy w sposób akrobatyczny ubrałam T-shirta (wcześniej musiałam nosić tylko zapinane rzeczy, albo z gumką na górze). Trochę się zamotałam w nim, ale się udało.
A dziś pierwszy raz zjadłam prawą ręką. Muszę ją oprzeć na kolanie, bo siły w niej nadal niewiele, ale już mi się humor poprawił! No i pierwszy raz umyłam twarz obydwoma rękami.

Zupełnie zaskakujące uczucie, cieszyć się tak z czegoś, co kiedyś nie kosztowało, ani bólu, ani wysiłku. A za wyzwanie traktować powrót do sprawności, choć wcześniej wydawała się ona zupełnie naturalna i totalnie niedoceniana…

Dobra, już nie zanudzam ;-). Jutro kontrola, cykną fotkę i może wreszcie pozwolą mi rozpocząć rehabilitację.

Update: Miałam dziś wizytę na 9-tą i się trochę zdziwiłam, że tą godzinę ma też 30 innych osób ;-). Ale dzięki uprzejmości jednego lekarza, mogłam szybciej wskoczyć na RTG i udało się do 12 wszystko załatwić.

Jeszcze nie czas na rehabilitację i podnoszenie ręki, bo najpierw muszę uzyskać jej rotację. To taki ruch, żeby wewnętrzna strona łokcia odwrócona w stronę ciała, dała się obrócić całkiem do przodu (jakby się chciało pokazać wewnętrzną stronę dłoni). Niestety mój łokieć nie rotuje ani centymetr! Mam na to czas do 13-listopada, kiedy znowu będą robić fotę. Nie wiedziałam, że jestem, aż tak fotogeniczna ;-)!

Podobne wpisy

  • No i na „wczasy” ;-)

    Właśnie kończy mi się chorobowe, to wybieram się na wczasy… darmowe i przymusowe. Muszę tylko odbyć 6 zabiegów rehabilitacyjnych dziennie i mogę żyć na koszt NFZ w marcu (Lądek Zdrój), a ZUS w maju (Świeradów). A tak serio, to całe szczęście – bo znalezienie na czas terminów rehabilitacyjnych w taaaaaakim wieeeeeelkim Wrocławiu powoli zaczęła graniczyć…

  • Byle do przodu!

    Dzięki za wsparcie! 😉 Jutro wypuszczą mnie wreszcie ze szpitala. Zakres ruchu po operacji jakiś tam podstawowy mam, tylko mięśnie tak słabe, że podniesienie ręki powyżej pasa – jeszcze przekracza moje możliwości. Mam tu takie „krzesło tortur”, co robi to za mnie, więc przynajmniej wiem, co możliwe jest. Ciągle mnie pytają, czy będę nadal jeździć?…

  • |

    Razem w domku

    Melduję, że akcja String 2 się powiodła ;-)! Niedzielna pogoda była idealna na przewiezienie motocykla, a Eliza świetnie sobie poradziła ze Stringiem. Po kilku przejazdach zapoznawczych po parkingu, wyruszyłyśmy w trasę – ja i Karola w samochodzie, a za nami Eliza na moto. Trasa przebiegła bez przygód, a Eliza miała okazję na własnej skórze odczuć…

  • Tym razem Świeradów Zdrój

    No i jestem po pierwszym tygodniu sanatoryjnym w Świeradowie. Moje wrażenia? Rewelacja! W porównaniu do Lądka Zdrój, to teraz mieszkam w wypasionym hotelu i chodzę na SPA a nie rehabilitację ;-). Zabiegi w miarę podobne, ale nie muszę latać po mieście jak oszołom z ośrodka do ośrodka, tylko wszystko mam w tym samym budynku. Pani…

  • Późne przygotowania do sezonu

    Ja się nadal rehabilituję, a String musi iść na operację ;-). W ubiegły weekend miał transfuzję (czytaj: wymianę oleju), a w kolejny muszę go zostawić na parę dni. Będzie miał „operację” na felgach i szprychach, bo koniecznie trzeba ten przód doprostować (kierownica wali), i chyba nad tyłem też lekko popracować. Mam nadzieję, że będzie się…

  • |

    Pozdrawiam (niestety) ze szpitala

    Niewiele napiszę bo mam tylko lewą rękę sprawną… Czekam na operację rekonstrukcji główki kości ramiennej. Zaliczyłam upadek ze skutera przy małej prędkości, ale na tyle niefortunny, że uderzyłam całą masą ciała w tą kość od strony spodniej (pachowej). Trzon kości rozbił główkę na kilka kawałków. Brzmi strasznie i boli strasznie – na ale prochy też…