Moje 3 sekundy (prze)życia

Pierwszy raz w mojej 7-letniej przygodzie z motocyklem moje życie zależało od 3 sekund i tego co podczas nich zrobie. 3…2…1 nie ma czasu na myślenie, jedynie panowanie nad motocyklem i odruchy.

Co się właściwie wydarzyło? Wyjechałam na weekend do rodziców. Prosta, nowa droga, super widoczność, seledynowa kamizelka i biały kask, a mimo to spotkałam samochód lecący mi na czołówkę. Mijałam weselny orszak samochodów i nagle jeden z nich wyrwał się z szeregu do wyprzedzania. Zobaczyłam go tuż przed sobą! Nie jechałam szybko, bo docierałam nową oponę (i całe szczęście), jednak on wyprzedzał dość agresywnie. Gdybyśmy się spotkali, to obawiam się, że moje życie dobiegłoby końca.

Wszystko zadziało się tak szybko, że nie ma mowy o jakimś świadomym działaniu. Zatańczyłam kierownicą ze stresu i odbiłam w prawą stronę. Cudem nie oberwałam lusterkiem ani nie rozbiłam się na metrowych barierkach. Mój mózg odciął mi świadomość i niewiele pamiętam z decydującego o moim życiu manewru, ocknęłam się już na środku swojego pasa po ominięciu samochodu. W sobotę o 15.20 los okazał się dla mnie łaskawy…

Popatrzyłam w lusterko, gdzie srebrny samochód walczył jeszcze chwilę o utrzymanie się na pasie. Odjechał i nie zainteresował się tym, czy coś mi się po tym, ostrym manewrze nie stało.

Próbowałam go znaleźć, poprzez ogłoszenia wrzucane na lokalne strony, bo świadków weselnych tego zdarzenia teoretycznie powinno być wielu. Jednak nikt się nie odezwał, prawdopodobnie był to jeden z weselnych gości.

Zatrzymałam się, trzęsły mi się ręce i nogi, popłakałam się… Nie zawróciłam, pojechałam po przerwie dalej – bo wiedziałam, że jak tego nie zrobię, to odstawię motocykl na czas nieokreślony. Na początku nie mogłam się skupić na jeździe, ciągle w głowie miałam tamten samochód i sytuację. Dopiero po godzinie jazdy potrafiłam po prostu cieszyć się jazdą motocyklem. Docenić to, że żyję, że mogę to robić i jak piękny świat mnie otacza.

Staram się wyciągać wnioski z tego, co mnie w życiu spotyka – dlatego powstał ten tekst:
Motocyklowe działanie w trybie awaryjnym

Akcja oponka na start

Szukałam serwisu opon w pobliżu, koledzy jeden polecali, więc zadzwoniłam umówiłam się i… najpierw dostałam sms, że mam miły głos (to jeszcze OK), a dzisiaj nad ranem ten poniżej i ręce mi opadły…. Co z tymi facetami???!!!!! Odpowiedziałam tak, żeby w „pięty poszło” i znalazłam inny serwis w okolicy, gdzie profesjonalnie i bez zbędnych podtekstów oponkę mi wymieniono.

Ponownie kupiłam oponę Michelin Pilot 2, bo ma przystępną cenę i sprawdziła się w każdych warunkach. Miałam ten model także w poprzednich motocyklach i przyczepność zawsze (nawet w deszczu) była doskonała. Oczywiście marzy mi się Pilot 4, ale cena jej jest jeszcze dość spora.

To niestety nie koniec wydatków, bo opona z przodu też się kończy i motocykl wymaga także wymiany napędu. Zrobię to wszystko już wiosną.

Moto Wstążka we Wrocławiu

W niedzielę 1 października postanowiłam po raz drugi dołączyć do różowej akcji propagującej badania i wczesne wykrywanie min. raka piersi. Zebraliśmy się pod Urzędem Marszałkowskim, porwaliśmy Marszałka na motocykl i różową paradą motocyklową udaliśmy się do Dolnośląskiego Centrum Onkologicznego.

Każdy mógł liczyć na różową koszulkę akcji, a także przystroić motocykl wedle własnego uznania, więc mój Dziabąg ubrał różowy stanik na tą okazję 😉 . Przejazd przez miasto musiał być zgodny z przepisami ruchu drogowego, co zepsuło szyk już na pierwszych światłach. Na szczęście większość wiedziała, gdzie jest miejsce docelowe.

Po salach DCO oprowadzał nas lekarz, który na co dzień decyduje o tym, jaki sposób leczenia dla pacjentek będzie najlepszy. Pokazywał nam nowoczesny sprzęt do przeprowadzania badań, który sprawia, że samo badanie piersi nie jest tak bolesne, jak przy aparatach starego typu. Chodziliśmy po salach w których pacjentki się diagnozuje, a także byliśmy w sali, gdzie kolegialnie zespół lekarzy podejmuje decyzje o wyborze sposobu leczenia. Taka zespołowa decyzja daje o ok. 20 % lepsze wyniki leczenia, niż decyzja podejmowana tylko przez jedną osobę. To była cenna lekcja i ważne tematy, o których każda kobieta powinna wiedzieć.

Na koniec pojechaliśmy na obiad w Rynku, do Chopper-Baru, a nasze motocykle wzbudzały wiele zainteresowania na chodniku. Muszę przyznać, że i na mnie dziewczyny na głośnych Harley-ach zrobiły wrażenie. Sama nie widzę się na takim motocyklu (przynajmniej w tym momencie życia), jednak muszę przyznać, że połączenie tak surowej maszyny z kobiecością jest elektryzujące!