|

Alpy 2026 – dzień szósty. Zamek Tyrol i Castello Principesco

Dzisiaj był dzień zamkowy, bo deszczowy. Zamki tu są co chwilę, zwykle zbudowane wysoko na skałach. Robią wrażenie, ale nie zawsze udaje mi się je sfotografować. Za to każdy przykuwa moją uwagę. Na bank w jakimś wcześniejszym wcieleniu korzystałam z uroków mieszkania w jakimś zamku! Jednak w tym regionie to raczej surowe warownie, niż księżniczkowe klimaty.

Wybrałam sobie dwa w okolicy, takie, których nie zwiedza się z przewodnikiem. Z tego, co sprawdzałam, to odprowadzają oni w języku niemieckim i włoskim. A nie wyobrażam sobie ponad godziny słuchania kogoś, kogo nie rozumiem. Zwiedzanie we własnym tempie jest bardziej komfortowe, bo można sobie kontemplować to, co akurat się najbardziej spodoba i korzystać z translatora do umieszczonych tablic informacyjnych.

Pierwszy zamek to raczej „zameczek” położony nietypowo, bo w centrum miasta Meran – to Castello Principesco, Zamek Książęcy. Trochę dziwnie to wygląda, bo wokół niego stoją paskudne, prostokątne budynki, bez żadnego uroku, w tym posterunek. Całe to miejsce wygląda jakby się teleportowało z przeszłości na taką paskudną ulicę. Serio. Dopiero nieco dalej zaczynają się ładne uliczki z kamienicami, ładnie odnowionymi.

Czytając opis z przewodnika można wywnioskować, że ten zamek był na tyle zniszczony, że miał być zburzony, jednak mieszkańcy Meran postanowili go jednak odbudować. I całe szczęście! Bo udało im się to tak doskonale, że po przekroczeniu progu, na serio teleportować się można do średniowiecza. Zamek zbudował, pod koniec XV wieku, książę austriacki Zygmunt, jako rezydencję miejską dla siebie i żony Eleonory. Gościli tu nawet cesarza Maksymiliana I.

Jaki tam jest klimat! Musicie mi wierzyć tu na słowo, bo nie można wewnątrz robić zdjęć. Chodzi się po średniowiecznych ryflowanych kaflach i drewnianych belkach, ogląda się średniowieczne boazerie, meble, portrety i freski (myśliwskie i religijne). Dzięki zgromadzonym przedmiotom z życia codziennego, można poczuć klimat tej epoki. Piec, jaki tam można zobaczyć, jest jedynym tak zachowanym w Europie. Do tego piękna kaplica, zbiory z instrumentami i bronią. Warto odwiedzić to miejsce, ja jestem pod wrażeniem. To nie jest zamek, który jest wielki, nie ma też wielkich zbiorów, ale ten średniowieczny klimat? To jest to!

Drugi, odwiedzony dzisiaj zamek to książęcy Zamek Tyrol. Od ostatniego parkingu trzeba się do niego wspiąć wąską drogą przez miasto, a potem przez klimatyczny tunel, ok. 2 kilometry. Niżej znajduje się jeszcze jeden zamek, zbudowany przez ministra, który obecnie mieści historyczne eksponaty rolnicze. Oba zamki powstały pod koniec XIII wieku i były przebudowywane, a także rekonstruowane.

W Zamku Tyrol mieści się Południowotyrolskie Muzeum Historii Kultury i jest tam sporo eksponatów umieszczonych w szklanych witrynach i w wysuwanych szufladach. Dodatkowo, na kolejnych kondygnacjach wieży, prześledzić można przegląd najważniejszych wydarzeń historycznych regionu od roku 1909 do 2014. Średniowieczny klimat to głównie zdobienia przy drzwiach, oknach i na ścianach oraz przepiękna, piętrowa kaplica, która mnie zachwyciła. Reszta została dostosowana do funkcji muzealnych.

W przeciwieństwie do pierwszego zamku, który był dla mnie perełką ze średniowiecznym klimatem – to tutaj można było robić zdjęcia, ale średniowiecznego klimatu jest na nich niewiele. Zamek jest umieszczony wysoko na skale, więc dodatkowym jego atutem są panoramiczne widoki.

Podobne wpisy