O marzenia czasem trzeba walczyć…

Życie nie jest czarno-białe ani też kolorowe. Jest zaskakujące, a niespodzianki zwalają z nóg czasem dlatego, że są tak fantastyczne, a czasem dlatego, że kompletnie dołują… Jedni w zmiennych sytuacjach potrafią radzić sobie doskonale, inni lubią stabilizację, poczucie bezpieczeństwa i święty spokój, a gdy wali życiowy piorun, mają ochotę zwiać pod łóżko.

Należę bardziej do tej drugiej grupy, co chce mieć poukładane życie, a jeżeli stać mnie na jakieś szaleństwo, to i tak je wcześniej przemyślę ? . Nie mam jednak wpływu na wiele sytuacji w życiu, nie mam wpływu na toksycznych ludzi na swojej drodze. Mam tylko wpływ na to, co zrobię i jak się będę czuć wobec zdarzeń, jakie mnie spotykają.

Jak wiecie, na miesiąc przed wymarzonym wyjazdem do Chorwacji zostałam bez pracy. Mogłam zrezygnować z wyjazdu, a odłożone pieniążki poświęcić na przeżycie czasu, jaki spędzę na szukaniu nowej pracy. Biłam się tydzień z myślami, jak zaplanować dalsze kroki. Bo co oznacza „przeżycie”? I jak będzie ono wyglądać, gdy zrezygnuję z czegoś, na czym od roku tak bardzo mi zależy? Na najdłuższej wycieczce motocyklowej od czasu wypadku, na sprawdzeniu możliwości swojego ciała i psychiki, i wreszcie na najfajniejszej przygodzie w moim, 6-letnim, motocyklowym życiu!

Odpowiedziałam sobie na te pytanie: nie chcę PRZEŻYĆ, chcę ŻYĆ!

Porozsyłałam CV i zgłosiłam się do fabryki żaluzji i rolet, gdzie przyjmują na umowę zlecenie, żeby przepracować chociaż te 2 tygodnie, i otrzymać jakąś wypłatę (a raczej jej fragment) po powrocie. Nie jest to praca dla mnie łatwa bo 100% manualna, a ja swoją prawą rękę dociążać jestem w stanie na jakieś 50% (będąc właśnie praworęczną). Po 5 dniach, ręka trzęsła mi się z przemęczenia jak po operacji, 6-tego dnia było już lepiej, bo powoli stawała się silniejsza. Może w pewnym sensie to też dla mnie będzie rehabilitacja. Niestety nie wyrabiałam bardzo wysokich norm, ale dzięki wyrozumiałości szefowej działu – otrzymałam inne zadania na końcówkę zleceniówki.

Do wyjazdu został tydzień, a do środy jeszcze pracuję. W czwartek i piątek pozałatwiam ostatnie formalności związanie ze statusem osoby bezrobotnej, pakiety roamingowe, a ubezpieczenia zdrowotne na wyjazd już mamy. Potem już tylko (albo aż) pakowanie i 28 maja ruszamy!

P.S. A najlepszym lekarstwem na życiowe zawirowania jest oczywiście motocykl! Szczególnie w tak cudnych okolicznościach przyrody:

Podobne wpisy

  • Weekend z MT-07

    Przez weekend miałam okazję polatać na MT-07. Po przesiadce z MT-03 był to mały szok, ale nie pozytywny i nie negatywny. Ten motocykl po prostu jest inny. Dużo mocniejszy, ale przy tym cięższy i trudniejszy w prowadzeniu. On błędów nie wybacza, przepałowanie zakrętu kończy się na sąsiednim pasie 🙂 . Nie ma już tej lekkości…

  • Wrócił i śmiga (update)

    Dziś nadeszła upragniona chwila odebrania Stringa z serwisu. Pogoda jednak postanowiła mi dokopać ulewnym deszczem, zamiast obiecanego w prognozie słonka i 17 stopni. Na szczęście serwis sam zaproponował, że moto podrzuci mi do domu. Przyczyną zaburzonych obrotów i gaśnięcia był gaźnik, a hałas robił łańcuch i kilkoma trefnymi oczkami (czyli tak jak zdiagnozowała w komentarzach…

  • Czego uczy jazda w terenie?

    Mając za sobą tydzień jazd w tych łatwiejszych i tych trudniejszych warunkach terenu, mogę stwierdzić, że czegoś tam się nauczyłam. Czego dokładnie? że mogę liczyć tylko na siebie – swoje siły fizyczne i determinację. No i na sprawność motocykla oczywiście ;-). że tylko ode mnie zależy, czy szybko się poddam w zderzeniu z przeszkodami, czy…

  • |

    Kościół Pokoju w Świdnicy i Jaworze

    W ubiegłą niedzielę, razem z Danielem i Magdą, wyskoczyliśmy na krótką wycieczkę motocyklową do Jawora. Google postanowiło zrobić nam psikusa i wysłać nas tam krótszą, ale szutrową drogą. A w dodatku z dużą ilością wyrypów po kilku metrach, żeby na koniec znaleźć się na drodze, do której dojechalibyśmy jadąc po prostu przed siebie wg tablic…

  • Szacun!

    Zdarzało mi się zadziwiać „laików”, ale zupełnie nie spodziewałam się zainteresowania i zdziwienia ze strony innego motocyklisty. Spotkała mnie zabawna i w sumie miła sytuacja. Jeździłam tylko w sobotę i jak już wracałam dość żwawo do domu (bo goniła mnie duża deszczowa chmura, a moja kurtka przemaka w 2 minuty) – to zobaczyłam w lusterku…

  • Postępy?

    Mam za sobą miesiąc rehabilitacji. Ci, co widzieli mnie przed nią a teraz – to mówią, że postęp jest duży. Ja oczywiście widzę się codziennie, więc tego tak nie odczuwam ;-). No może faktycznie wyżej mi idzie ręka na bloczku… Czy białko działa? Zmniejszyłam dawki bo działało… ale na masę ciała ;-). Nie męczę się…