Dziabąg i jego historia :-)

Jeszcze ostatnio pisałam, że moja przyszłość motocyklowa nie wygląda najlepiej, a przez ostatni weekend wiele, oj wiele się zmieniło! Życie bywa zaskakujące i nawet nie przypuszczałam, że wpadnę na Kawasaki 🙂 . Zaczęło się niewinnie, od wesela – byłam tam z Emilem jako osoba towarzysząca i był tam też Marcin, kolega Emila, który miał na sprzedaż zadbane Kawasaki er6n z 2007 roku (na wtrysku i z ABS). Ja nie myślałam o nowym motocyklu, ponieważ nie stać mnie najzwyczajniej na taki krok. Za mnie pomyślał Emil i je zakupił – mogę nim jeździć i powoli będę spłacać.

20160903_104140

Pierwsza rata już nawet poszła, bo w niedzielę… sprzedał się też Pomidor! Jego sytuacja nie wyglądała najlepiej, bo miał głowicę do remontu, a ja uczciwa jestem i o tym w ogłoszeniu po prostu napisałam, obniżając jego wartość do 3.000. Telefon się urywał, ale… od typowych handlarzy, którzy wmawiali mi, że powinnam go sprzedać za 1500 zł! Uważam, że to najzwyklejsi naciągacze!

20160904_100053Na szczęście trafił się kupiec, który wcale nie chciał się targować, a Pomidor tak mu się spodobał, że przyjechał po niego, aż 500 km (Tczew->Bardo). Pan Mietek wpadł do mnie z żoną i od razu złapaliśmy sympatyczny kontakt, ponieważ to jest pasjonat motocykli – u niego Pomidor będzie naprawiony i nadal wykorzystywany. Dostanie szansę na nowe życie 🙂 . Trudno mi było patrzeć jak odjeżdża, ale wiem, że to najlepsze rozwiązanie.

Kawasaki er6n podoba mi się bardzo z boku, ma fajną, złotą ramę. Jednak ten jego przód jest mocno kontrowersyjny i mało komu się podoba. Na początek kupiłam mu szybę Puiga i crashpady, jedzie do mnie jeszcze mocowanie i kuferek. Pierwszą jazdę robiłam w piątek i jeszcze nie czułam się na nim zbyt dobrze. Po przesiadce z motocykli serii MT ten jest znacznie cięższy i skrzynia toporniej chodzi. Czasami mam wrażenie, że przy dodawaniu gazu to nie ja siedzę na nim, ale on mnie ciągnie za ręce do przodu 🙂 . A przyśpiesza całkiem nieźle, nawet na szóstce, choć zblokowany jest do 50 KM (i na razie tej blokady nie ściągam). Nie mogę się nadziwić dlaczego przy podwójnej tarczy z przodu i systemie ABS ma tak słabe hamulce, już 2 razy na hamowaniu awaryjnym serce mi stanęło, jak na zawał hehe . Oddam go dzisiaj na wymianę oleju to od razu obejrzą mi w serwisie te hamulce.

20160903_134415

Na imię będzie miał Dziabąg 🙂 . Długo mu to imię wymyślałam, bo on właściwie z wyglądu jest podobny do… niczego :-), a taki Dziabąg to właśnie nazwa czegoś, właściwie nieokreślonego, ale bardzo sympatycznego. Będę do niego czule mówić „Dziabągu Ty mój” i poznawać go bardziej. Zaczął się nowy, trzeci etap moich przygód z motocyklem.

Update: Olej wymieniony i hamulce też nieco poprawione w serwisie Motorland. Choć przyznam, że do precyzji gazu i hamulca z serii Yamahy MT sporo mu brakuje… Jakby jednak nie patrzeć, to 10 lat różnicy w motocyklach, a ja się nieco do luksusów przyzwyczaiłam 🙂

Sprzedam Pomidora

Z taką pewną nieśmiałością przymierzam się do sprzedania Pomidora. Nie chciałabym, żeby to była taka zwyczajna sprzedaż, ale znalezienie mu nowego domu i Pana czy Pani. Ponieważ Pomidor wymaga troskliwej opieki i małego remontu, by mógł służyć jeszcze wiele lat. Razem przeżyliśmy wiele przygód i jego serducho zasługuje na dobry dom.

Pomidor to Honda Vigor, FX650 z 2000 roku. O motocykl dbałam i na każdy problem reagowałam wizytą u mechanika. Ma nowe klocki z przodu, wymienione koło z tyłu (jest złote niestety, bo innego na rynku nie znalazłam, ale mam też złote (nieco mniejsze) na przód), wyczyszczony gaźnik, wymieniony zaworek, wyregulowane zawory, zniwelowane wycieki oleju górą, olej zawsze był wymieniany. Opony, łańcuch, zębatki, lagi, akumulator – jeszcze polatają.

Jest jednak większy i nie rozwiązany przeze mnie problem – Pomidor ma przytarte krzywki i wymaga to małego remontu. Nie chcę już w niego inwestować, bo chciałabym zmienić motocykl na dwucylindrowy. Ale myślę, że jeżeli ktoś poświęci mu nieco czasu – to Pomidor odwdzięczy mu się z nawiązką.

Moja propozycja ceny to 3.500 zł (email: cyklistka.moto@gmail.com)

Już po zimowaniu ;-)

289bae849826b20431e229929e970221W ostatnim wpisie pisałam, że motocykl zawiozłam na zimowanie. Jaaaaakie zimowanie?? haha W weekend było 11 stopni i słońce, więc grzechem by było jeszcze nie pojeździć. Na szczęście Artek nie widział problemu, by wytargać motocykle z jego garażu i sam wyraził chęć przejechania się.

Od rana jednak nic się nie składało…. Magda z Andrzejem zrezygnowali z wyjazdu w ostatniej chwili, a Artek słabo się czuł po piątkowej imprezie. Zostałam sama, więc zamiast kręcić się w kółko pod Wrocławiem, pojechałam do rodziców w Kotlinie Kłodzkiej. Wychodząc z bloku zgubiłam pas nerkowy, wskutek tego komfort jazdy miałam nieco słaby… Połowa drogi była słoneczna i ciepła, ale im bliżej kotliny, tym bardziej palce rąk i nóg mi przymarzały, i po nerkach nieco ciągnęło. Jak wpadłam do domu to termofor odpaliłam na nerki, a stopy wywaliłam na kaloryfer. Uff, da się żyć!

Jednak frajda z jazdy naprawionym Pomidorem była wielka, ma teraz ładniejszy dźwięk i fajnie się wkręca. Starałam się mieć na uwadze mokry asfalt w zacienionych miejscach i ryzyko wpadnięcia w zgniłe liście, jednak, gdy droga była sucha i z dobrą widocznością zakrętów, to rumakowałam żwawo z uśmiechem na twarzy! 🙂

Miałam też raz do czynienia z klasyczną sytuacją „nie wiem, skąd się wziął ten motocykl”. Wjechałam do Strzelina, jadę główną, a z prawej stoi samochodem kobieta. Patrzy w moją stronę, aaaaale wcale nie patrzy na mnie! Normalnie jakbym była przeźroczysta! Skupiła wzrok jedynie na samochodzie za mną! Przeczuwając, że coś mi zaraz wywinie, zaczęłam hamować. I całe szczęście! Kobieta, jak gdyby nigdy nic, przecięła mi drogę. Zbliżałam się coraz bardziej, a ona w ostatniej chwili odwróciła głowę i zdziwionym wzrokiem „mówi” – skąd się wziął ten motocykl? Nosz k…. wylądował! 🙂 Jeżdżąc motocyklem, niestety musimy myśleć za innych użytkowników drogi. Być może odzwyczaili się już od wypatrywania jednośladów, więc na każdej krzyżówce zachowywałam dużo większą ostrożność, widząc samochód czekający na włączenie się do ruchu.

IMG_20151219_152318Niedziela była równie piękna, więc z rana umyłam ładnie Pomidora, a po obiedzie ruszyłam w drogę powrotną. Tym razem start był znacznie zimniejszy, a im bliżej Wrocławia, tym cieplej. U Magdy załapałam się na tort urodzinowy jej córki, a wieczorem z Andrzejem mieliśmy odstawić motocykle, znowu na zimowanie 🙂 . No i ponownie wszystko było nie tak! Motocykl Andrzeja nie odpalił wcale, a wieczorem zauważyliśmy w moim Pomidorze, że rury wydechowe grzeją się mu do czerwoności i jeszcze przepaliła się pozycyjna żarówka z tyłu.

Pozytywnym zwieńczeniem dnia było to, że wracając do domu ujrzałam swój pas nerkowy, przewieszony przez kogoś na ogrodzeniu pod blokiem. Nie wiem, czy to ludzka życzliwość, czy po prostu jest to taka rzecz, która nikomu się przez 2 dni nie przydała 😉 .

p.s. Święta też będą ciepłe, ale mam sporo jeżdżenia i bagaży, więc jednak postawię na wygodę samochodu. I już wiem, dlaczego pod choinką nie mam nadal motocykla – mam za wąski komin!

Bawcie się dobrze podczas świąt! Buziaki!