Akcesoria do motocykli z AliExpress

W chińskim AliExpress kupić można (prawie) wszystko, także do motocykli. Akcesoria do wyboru, do koloru i dedykowane do konkretnego modelu. A to wszystko w ekstra cenie i z dostawą, nawet w 10 dni.

Kawasaki Versys to mój czwarty motocykl, jednak dopiero przy tym modelu odkryłam, jak wiele rzeczy mogę do niego kupić na AliExpress. Po wpisaniu modelu w wyszukiwarkę wyskoczyła cała masa dodatków, często z ozdobnym napisem Versys 650 i w dowolnym kolorze. Zaczęłam je zamawiać, oczywiście nie wszystkie na raz, bo budżet domowy by tego nie wytrzymał. Jednak, gdy już wydawało mi się, że mam wszystko, co bym chciała – to zaraz wpadało mi w oczy coś jeszcze innego. To chyba jakiś rodzaj motocyklowego zakupoholizmu. Po roku czasu stwierdziłam, że koniec z tym, bo jeszcze krok mi został do przesady.

Zawsze chciałam mieć kolorowy motocykl, a po pomarańczowym i czerwonym, niestety były dwa czarne. Niestety – oczywiście w ocenie koloru, bo wybór danego motocykla był poparty doskonałym stanem technicznym. Dlatego do mojego Kawasaki Versys postanowiłam dodać nieco ognia, czyli czerwonych dodatków, których na AliExpress nie brakuje (podobnie jak zielonych, czarnych i srebrnych).

Dlaczego kupuję na AliExpress? Bo mam tam spory wybór, bo ceny są atrakcyjne, bo wyszukiwarka po fotografii super działa, bo dostawę do paczkomatu można dostać już w 10 dni. Tak jest to egoistyczne podejście, podyktowane własnym interesem, bo nie wnikam kto i gdzie to produkował, ani nie daje zarobić kilkunastu pośrednikom, którzy to samo w Polsce sprzedadzą mi kilkukrotnie drożej. Każdy ma wybór tego, co i gdzie kupi, a ja mam możliwość kupowania w Chinach i z niej korzystam.

Dodatki do motocykla, dostępne na AliExpress, można podzielić na takie, które poprawiają funkcjonalność motocykla i takie, które zmieniają jego wygląd. Do pierwszej grupy zaliczyć można: dodatkowe wskaźniki biegów (wpinane do kostki pod kanapą), szyby i deflektory, handbary, przedłużenia błotników, osłony chłodnicy, poszerzenia stopki, poszerzenia podnóżków, gniazda zapalniczki itd. Wizualnie ładnie się prezentują: naklejki na felgi, kolorowe elementy zastępujące te fabryczne – różne klapki, śruby, nakrętki, korki.

Przykładowe akcesoriów i ich ceny możecie zobaczyć na poniższym filmie:

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=zmQzK7STu30&w=560&h=315]

Jakie wpadki można zaliczyć przy zakupach w Chinach?
– Towar może nie dotrzeć, ale to nic strasznego – zgłaszamy ten fakt (gdy liczba dni na dostawę upłynie), kasa wraca i zamawiamy jeszcze raz.
– Jakość może być słaba, a produkt może mieć krótką żywotność – tutaj doświadczenia nabywa się z czasem, dużo wskazówek dotyczących jakości można znaleźć w komentarzach od kupujących (warto przejrzeć kilka aukcji, żeby takie znaleźć).
– Towar może być uszkodzony w transporcie lub nie działać – to też zgłaszamy i występujemy o zwrot kasy.
– Nie ma tradycyjnej ochrony gwarancyjnej – dlatego ja nie kupuje tak drogiej elektroniki, akcesoriów, ani też dodatków do motocykla drogich i takich, które mają bezpośredni wpływ na prowadzenie motocykla (tu stawiam na sprawdzone marki).
– Towar wygląda inaczej, niż na zdjęciach – tutaj pewnie też można składać reklamację. Gorzej, jak jest to jedynie nieco odmienny kolor, który nie wpasuje się w wygląd naszego motocykla.

Wjechał nowy, przed-urodzinowy, tłumik Leo Vince Underbody

Wymarzyłam sobie tłumik na urodziny, ale trafiła się promocja i prezent dotarł 1,5 miesiąca wcześniej. Jak byłam w pracy, to Emil mi go założył i efekt też jest wymarzony!

Tłumik LeoVince Underbody Slip-on, bo postawiłam na markę, którą słyszałam w innych motocyklach, choć nie wiedziałam, jak będzie to brzmiało u mnie. I nie chciałam, żeby mi długa puszka wyłaziła na koło.
Efekt mi się podoba i nie żałuję wyboru ? Motocykl nie zrobił się mega głośny, a ma lepsze brzmienie. Kupiłam w Polsce w promocji za 1749 zł (10 dni oczekiwania).

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=ZW0MX2ezsl8&w=560&h=315]

Sobota z Versysami

Dwa tygodnie temu miał się odbyć mały, prywatny zlot Versysów u Adama, na posesji pod Pleszewem. Jednak pogoda nie pozostawiła złudzeń, lało cały czas i nie przestawało, dlatego termin spotkania przesunięty został o tydzień. Czas mieliśmy tylko z sobotę, więc postanowiliśmy odwiedzić Sylwka i Iwonkę, a wieczór spędzić wspólnie u Adama z innymi właścicielami Versysów.

Był jeszcze plan na wycieczkę w południe do Lichenia, jednak już na starcie upadł. Pojechaliśmy zatankować i ruszyliśmy w trasę. Emil nie przejechał nawet kilometra, jak usłyszałam w intercomie: „Czekaj, mam awarię…”. Okazało się, że odpadła mu dźwignia zmiany biegów! Serio! Kiedyś miałam podobnie, ale motocykl miał ponad 10 lat, a ten to jak nówka.


Dźwignia została odnaleziona, ale śruba już nie, więc powoli na pierwszym biegu Emil wrócił do garażu. Z jednej strony to dobrze, że pod domem tak się stało. Emil dopasował inną śrubę, przyciął na wymiar i nawet dał nakrętkę. Mogliśmy jechać od nowa, choć na wycieczkę zabrakło już czasu – pojechaliśmy ze znajomymi już tylko na wypasiony obiad w Górskim Grill Barze. Serio wypasiony, bo ledwo zmieściłam ten placek po węgiersku i wstać było ciężko.

Ok. 17 zameldowaliśmy się u Adama, a że on mieszka tam, gdzie numer jest jeden, a tylko literki alfabetu dodają, to trafić nie było łatwo i na starcie google wysłało nas pod… cmentarz. Na miejscu napiliśmy się kawki, a jak się uzbierało 5 motocykli to pojechaliśmy na małą przejażdżkę po okolicy. Adam miał drona to robił z góry fajne fotki.

Zatrzymaliśmy się na stacji paliw Aramir (Czermin), a ja wypatrzyłam tam malutkiego, wychudzonego kotka. Boki miał zapadnięte, sierść zniszczoną, oczy zaropiałe – rany, serce zabolało! Pogłaskałam go, a on od razu się wtulił, na kolana wdrapał. Poleciałam szybko na stacje kupić mu coś do jedzenia, nie było żadnej karmy, to kupiłam hot-doga, a wzięłam tylko parówkę. Kotek rzucił się na nią, zanim jeszcze zdążyłam mu ją rozdrobnić. Myślałam o nim jeszcze potem, a kolejnego dnia napisałam do dwóch organizacji pomocy zwierzętom z tamtej okolicy, żeby spróbowały temu maluchowi pomóc. Bo serce do kochania ludzi ma wielkie, a życie jednak podłe.

Podczas wycieczki zjechaliśmy na chwilę na szutrową drogę. Ja oczywiście już zamarłam, bo staram się unikać „ruchomych piasków”. Początkowo droga była w miarę twarda, ale w jednym grząskim miejscu tyłem mi zarzuciło. Poprosiłam Emila, żeby mi zawrócił i to miejsce w drodze powrotnej przejechał. Mam prawą rękę sprawną w połowie i każda sytuacja, w której musiałabym się odruchowo na niej podeprzeć (np. przy upadku z małej prędkości), może mieć dla mnie tragiczne skutki. Dlatego unikam mniej przyczepnych od asfaltu miejsc.

Mieliśmy tą drogą przejechać dalej, ale szlaban był zamkniety. Wykorzystaliśmy jednak to miejsce do zrobienia kilku zdjęć pamiątkowych. Na pierwszym przystanku dołączył do nas 6-ty Versys, bliźniak mojego modelu. Miał fajną sprężynę progresywną, zamiast fabrycznej i to go obniżyło o kilka centymetrów. Muszę czegoś takiego poszukać, bo ponoć właściwości jezdne też się znacznie poprawiły.


Kot Adama ma swoje ulubione miejsce i jednocześnie punkt widokowy – w karmniku dla ptaków 😀 .

Na koniec podskoczyliśmy do sklepu po prowiant na ognisko, choć po tym wypasionym obiedzie to jadłam raczej symbolicznie. Spędziliśmy wieczór na sympatycznych rozmowach przy ognisku. Tematów oczywiście cała rzeka, Versysowe, podróżnicze, życiowe. Na noc pojechaliśmy do znajomych, bo z samego rana musieliśmy już wracać. Dziękujemy za gościnę i super klimat – już tęsknimy! Chętnie spędzimy jeszcze czas w tym towarzystwie i być może będzie taka okazja, już 11 lipca na wspólnej wycieczce.