Zwiastun filmu „Pasja na 2kołach”

Zapraszam do obejrzenia zwiastuna filmu dokumentalnego o motocyklistach „Pasja na 2kołach”, w którym zagrałam. Nie byłabym kobietą, gdybym powiedziała, że mi się podoba własny występ 🙂 , ale Pomidor wypadł tak, że normalnie kupiłabym go drugi raz!

Podczas jednego z najbliższych weekendów wystąpimy jeszcze z motocyklami, w pełnym rynsztunku na drodze, a premiera odbędzie się w drugiej połowie marca. Mam nadzieję, że czekacie tak niecierpliwie jak ja, na efekt końcowy 😉 !

dyda i Pomidor przed kamerami??

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że zostałam zakwalifikowana do krótkiego filmu dokumentalnego o motocyklistach. Sama się zgłosiłam do tego castingu i zrobiłam to z pełnym przekonaniem, aczkolwiek bez zbędnej analizy konsekwencji. Fajnie jest, tak sobie pisać do Was, wrzucać przemyślenia i fotki, ale występ przed kamerą to nieco inna kategoria – taka mniej przewidywalna? Już same myślenie o tym wyzwaniu i spotkanie z reżyserem uświadomiło mi, jak wiele stresu generuje we mnie ta sytuacja. Do tego stopnia, że na samą myśl, że termin nagrania się zbliża – bolał mnie żołądek…

Miniatura

IMG_20160106_141551Tydzień przed nagraniem pojechałam wypucować Pomidora i to przebywanie z nim, jakoś mi pomogło. Wyluzowałam się nieco, stres zastąpiły cieplejsze uczucia, bo przecież to o nim, o nas – mam przed kamerą opowiadać, a to bezsprzecznie jedne z najlepszych chwil w moim życiu! Przy okazji na amen zajechałam sobie sylwestrowe paznokcie haha, ale Asia (13-letnia córka Magdy) szybko te szkody w fantazyjny sposób naprawiła:

IMG_20160106_151144Przez weekend pracowałam nad swoim nastawieniem, próbując stres zamienić w ekscytację, słuchałam w kółko o tym, że „nazywam się niebo” (posłuchac można tutaj) i to mnie jakoś uspokajało. Jadąc na nagranie z ekipą, byłam jednak nieco „zatrzaśnięta”, tzn. mało wylewna i znów wróciły obawy, czy dam sobie radę z tymi kamerami? Nagranie odbywało się w hali, gdzie Pomidor zimuje, ekipa rozkładała sprzęt, a ja udałam się do lustra poprawić „tapetę” (oczywiście wcześniej przeczytałam wiele poradników, co robić, by dobrze wyglądać przed kamerą haha). Postawiłam na zwyczajne ubranie, żeby nie pogarszać sobie samopoczucia jakimś nienaturalnym, wystrzałowym strojem 😉 .

Usiadłam na fotelu, dookoła 3 kamery, światła, mikrofon, a przede mną Krzysiek-reżyser, który miał ze mną rozmawiać. Szczerze? To nie miałam w tym momencie kontaktu ze sobą, nie było mowy o jakiejś analizie, wnioskach, jasnym myśleniu. Zdać się musiałam na samosterowanie i na szczęście ono nie wysiadło 😉 . Już w pierwszej wypowiedzi wypuściłam spory potok słów, że odpowiedziałam niechcący na dwa kolejne pytania, a potem, to raczej Krzysiek mnie prosił o skracanie wypowiedzi, niż ich rozwijanie. Nie mam bladego pojęcia, co mówiłam, kompletnie tego nie pamiętam (stres wymazał) i mam nadzieję, że sensownie 😉 . Za jakiś czas dostanę wybrane przez Krzyśka fragmenty wypowiedzi i będę mogła zobaczyć dokąd mnie ten „automat” zaprowadził 😉 . Ekipa była zadowolona, to tragedii chyba nie będzie…

Premiera filmu przewidywana jest jakoś na wiosnę, bo odbędą się jeszcze ujęcia podczas jazdy. Prócz mnie, bohaterami filmu będzie jeszcze 6 osób. O postępach prac będę Was informować. Twórcą filmu jest Krzysiek Wróblewski – znany podróżnik motocyklowy.

Prawie jak w niebie! Prawie…

Ostatni dzień października postanowiłam uczcić, organizując wycieczkę do zamku w Niemodlinie. Od samego początku wycieczka napotykała rożne przeszkody – rano dostałam info, że we Wrocławiu straszna mgła i dwie osoby zrezygnowały. Kolejny motocyklista napisał, że przejechał pół drogi, zamarzł w tej mgle i zawrócił. Chwilę potem sms, że Marcin się spóźni i kolejny, że spóźni się też Justyna z kolegami. No nie! 😉

Piękne słońce, więc skoczyłam jeszcze zrobić mamie małe zakupy. Wracam, patrzę i oczom nie wierzę! Nad lasem zebrały się olbrzymie kłęby mgły i stopniowo zalewały całą okolicę. Słońca już nie było, niczego już nie było! Jedynie kilka metrów drogi przede mną… Jechałam na miejsce zbiórki zupełnie zrezygnowana, że wycieczkę trzeba będzie odwołać, bo w takich warunkach wspólna jazda nie ma sensu. Jednak po wjechaniu do Złotego Stoku znowu wyszło słońce i nadzieja wróciła!

12188494_1023199947744022_885042254_nJak tak sobie czekałam, to zaczepił mnie jeden kierowca i się okazało, że też jest motocyklistą, tyle, że z Podkarpacia. Sympatycznie pogadaliśmy, aż nadjechała Justyna z Łukaszem i Jurkiem, a chwilę potem Marcin. Nasza ekipa była w pewnym sensie wyjątkowa, bo liczyła sobie 2 kobiety i 3… strażaków 😉 . No cóż – mogłyśmy się czuć bezpiecznie w takiej obstawie!

Ruszyliśmy ze słonecznego Złotego Stoku, by tuż za pierwszą górką wpaść w krainę wiecznej białości… No nie! Jechaliśmy, jechaliśmy i kompletnie żadnej poprawy. Parę metrów widać przed motocyklem, żadnego krajobrazu, wilgoć na kasku, ubraniach, zimno penetrujące do kości (mimo wielu warstw ubrania). Mając na uwadze to, że jadą z nami nakedy, zjechałam w Skorochowie z trasy, by zrobić zebranie, co dalej robimy? Tak jak przypuszczałam, większość była za odwrotem i gorącą kawą tuż obok. Koledzy wzięli się za mięso i strażackie pogaduchy, a ja z Justyną skusiłyśmy się na gofry i tematy babskie. Nie wiem, czy lokal tak dba o naszą linię, ale dostałyśmy mini gofry, a „owoce” w liczbie mnogiej znaczyły, że będzie mnoga ilość ananasa z puszki. Rozczarowanie!

Nasze motocykle na parkingu kolorowały biały świat:

W tym czasie Łukasz dostał telefon, że Polanica jest po drugiej stronie mocy i mają tam słońce! Postanowiliśmy wrócić do Złotego stoku i odbić w przeciwnym kierunku. Poprowadził Jurek w żwawym tempie motocykla sportowego, a my nie staraliśmy się mu dorównać 😉 . Ale czekał na nas co jakiś czas. W jednym momencie wpadłam w taką białość, że motocykla przed sobą, ani za sobą żadnego nie widziałam. Zabójcze uczucie! Takiej nierealności, to jakby nagle znaleźć się w niebie, choć uważam, że w niebie powinno być cieplej! 😉

W Złotym Stoku wyszło upragnione słońce! Jeju, jak cudnie było się w nim wygrzewać! Wysuszyć zawilgocone ciuchy i wreszcie uśmiechać się z kasku do świata. Piękna, równa i kręta droga, kolorowe lasy w jesiennych barwach, ooooo tak! Tego nam było trzeba 😉 . Dojechaliśmy pod deptak w Polanicy, gdzie miał być motocyklowy lans, ale niewiele się tam działo hehe. Jedyne szoł robiliśmy my, próbując upakować się w pojazdy dla dzieci, zresztą skutecznie! A ile śmiechu przy tym było! 😉

Potem pożegnaliśmy się na stacji benzynowej i każdy ruszył w swoją stronę. To był super dzień, zupełnie nieprzewidywalny, ale mocą naszych motocyklowych dusz, pokonaliśmy biały świat i odzyskaliśmy kolory!

Film od Marcina nie oddaje wielkości tej mgły, a on musiał się z nią zmierzyć jeszcze raz w drodze powrotnej do Wrocławia. Za to oddaje obraz motocyklistek w trasie 😉 (ja to się napompowałam jak ludzik Michelina haha):

Wracałam do Wrocławia w niedziele, było już słonecznie, choć mocno wiało. Ruch był spory i niestety kierowcy odzwyczaili się już od wypatrywania motocyklistów – dwa razy musiałam hamować awaryjnie, jak mi wymuszali pierwszeństwo.

p.s. Jurek dzięki za polubienie bloga i tak, jak się umawialiśmy – nie obsmarowałam Cię za bardzo 😉 .