Zamek w Mosznej

IMG_20150815_181430Celem sobotniej wycieczki była Moszna i piękny zamek tam postawiony. Według jednych źródeł nazwa wsi pochodzi od słowa moszna – w topografii oznaczającego dolinę, natomiast inne źródła informują, iż nazwa wsi związana jest z rodziną Moschin, która w XIV wieku przybyła w tę okolicę. Współczesne skojarzenia są nieco inne 🙂 .

Na wycieczkę pojechałam się z Marcinem, z którym za 1,5 tygodnia wybieramy się motocyklami nad morze. Poznaliśmy się tydzień wcześniej, a ta wycieczka była okazją do przetestowania naszego motocyklowego teamu w praktyce.

Nawigacja Marcina miała fantazję i pokrążył nieco po okolicy zanim do mnie dotarł, a potem do Nysy ja poprowadziłam, bo drogę znałam. Od Nysy znów musieliśmy zaufać nawigacji, ale obyło się bez przygód, choć na miejsce dojechaliśmy w ostatniej chwili, bo po 16, a o tej godzinie ruszała ostatnia tura zwiedzania.

Sam zamek robi niesamowite wrażenie, jest jak z filmów wyciągnięty, tak wystawny, że wydaje się nierealny. Okazało się, że ten wygląd zamku i pomieszanie stylów poszczególnych skrzydeł, to dzieło hrabiego Franza Huberta. Nie otrzymał on pozwolenia na przebudowę i zmianę wyglądu zamku, więc dziwnym trafem wybuchł tam pożar i hrabia zrobił sobie „chatę” po swojemu. Z baroku powstał styl neogotycki (najbardziej mi się spodobał) i neorenesansowy. Niestety w 1945 roku stacjonowała w zamku Armia Czerwona i w tym czasie dewastacji i zniszczeniu uległo 90% wyposażenia zamku. Szkoda, bo musiał być przepiękny, także we wnętrzach.

Obecnie w zamku zwiedza się bardzo mało, jedynie 5 pomieszczeń, gdzie zachowała się niewielka część umeblowania. Reszta zamku jest podzielona pomiędzy działalnością hotelu, Centrum Terapii Nerwic i stadniny koni obok. Pani przewodnik opowiadała ciekawie, choć brakowało tu nawiązania kontaktu ze zwiedzającymi i poczucia humoru, jak to ma miejsce w innych obiektach. Z drugiej strony ta grupa była dość liczna i momentami ciężko było ją opanować w swawolnym zwiedzaniu.

Po części oficjalnej okrążyliśmy zamek, wypiliśmy kawę i odwiedziliśmy oranżerię. Na koniec mała rundka po terenie parkowym z pięknymi lipami i zieloną wodą 😉 . Pora była późna, więc trzeba było wracać…

Przez całą sobotę przelatywały nad nami burzowe chmury. Przed pierwszym deszczem schroniliśmy się na stacji paliw w Paczkowie. Drugi i trzeci deszcz nas złapał po drodze, ale było tak gorąco, że motocyklowe jeansy zdążyły mi przemoknąć dwa razy i dwa razy wyschnąć w czasie drogi. Zwykle mieliśmy takie szczęście, że jechaliśmy w jasną stronę i burzowe chmury udało się wyprzedzić. Największa ulewa zdarzyła się nam w Mosznej, ale na szczęście byliśmy wtedy wewnątrz zamku.

W Nysie rozdzieliliśmy się – ja pojechałam w stronę Barda, a Marcin Wrocławia. Jego na kwadrans burza dopadła na autostradzie, a ja stoczyłam wyścig o przeżycie 🙂 . Jak ruszałam, to już mocno grzmiało, a w czasie jazdy burza się rozhulała. Pioruny waliły mi po prawej stronie ostro, ale przede mną nadal było jasne niebo, więc miałam szansę jej uniknąć. Pędziłam ile fabryka dała (na szczęście z Nysy jest droga, niczym autostrada), deszcz mnie co chwilę łapał, a w lusterkach widziałam tylko ciemność i błyski. Ostatecznie zwyciężyła jasna strona mocy! Im bliżej byłam domu, tym gorzej wyglądała okolica. Mnóstwo połamanych i wyrwanych drzew, wszędzie gałęzie, a na miejscu nie było prądu. Mieliśmy szczęście w tej trasie…

Wracając do Marcina, to nieźle nam się razem jechało, co dobrze wróży na kolejną wyprawę. Mamy podobny styl jazdy, maksymalne prędkości, przyśpieszenia i bardzo dobrze nam wychodzi synchroniczne wyprzedzanie. Przypominam także, że chętnie przygarniemy jeszcze kogoś. Wyjeżdżamy w dowolnym terminie po 27 sierpnia z Wrocławia nad morze, bocznymi drogami, z prędkościami do 100km/h i dzielimy trasę na dwa dni. Śpimy w namiotach i na miejscu planujemy być 3-4 dni, zmieniając położenie na wybrzeżu. Powrót także dwudniowy.

Jeszcze mała historyjka ku przestrodze – uczcie się lepiej na moich błędach! Każdemu z nas zdarza się zapomnieć wyłączyć kierunkowskaz. Nie jest w motocyklu tak łatwo jak w aucie, że głośno pika i sam odbija. Jak jedziemy grupą to nawzajem zwracamy sobie uwagę, choć nadal się to przytrafia, mimo wielu kilometrów w sezonie. Ja także popełniam czasem takie niedopatrzenie, ale w niedziele uświadomiłam sobie, że to nie błahostka, ale takie zachowanie może mnie kosztować bardzo wiele…

Do rzeczy. Jechałam główną, a z podporządkowanej już gotował się do startu samochód. Zauważyłam, że dziwnie się zachowuje, to przyspieszyłam. On jednocześnie wyjechał i mnie obtrąbił – nie wiedziałam o co chodzi! Podjechał do mnie na światłach i wyjaśnił – miałam wbity kierunkowskaz, że skręcam w prawo, więc on śmiało wyjechał. Taka głupia sytuacja, a mogła się skończyć nieciekawie… Pamiętajcie o pilnowaniu kierunkowskazów!

Podobne wpisy

  • |

    Wycieczka 100 zakrętów +

    Dzisiaj pobiłam zdecydowanie swój rekord czasu jazdy po operacji – prawie 120 km! (Trasa: na google mapy). Dołączyłam do ekipy z Wrocławia, która zmierzała na „drogę 100 zakrętów” z Radkowa do Kudowy Zdrój. Jako, że grupa liczyła 9 motocykli w rozpiętości pojemności od 72 (nawet nie wiedziałam, że takie są!) do 650 – to cała…

  • Spotkanie z Anią Jackowską

    Poszłam na spotkanie z Anią Jackowską raczej neutralnie nastawiona i nie oczekiwałam niczego szczególnego. Dlaczego? Koleżanka pożyczyła mi kiedyś książkę Ani o podróży przez kraje bałkańskie, a ja długo, a nawet bardzo długo nie mogłam jej zwrócić. Nie dlatego, że nie mogłam się z nią rozstać, ale dlatego, że robiłam do niej kilka „podejść”, aż…

  • Pady motocyklowe

    To był bardzo sadystyczny weekend! Musiałam go spędzić w szkole! To jakiś totalny horror ;-). Piękne słońce, co chwilę ryczą silniki i nawet przez okno wyjrzeć się nie da. Już nie mówię o tym, że String zatankowany stoi! Pocieszam się myślą, że to tylko co drugi weekend do czerwca… Korzystając „z okienka” wyskoczyłam na miasto…

  • Parada i integracja Motopasja Brzeg Dolny

    Przeprowadziłam się do Brzegu Dolnego rok temu i poznałam już tu kilka osób, które jeżdżą motocyklami. Jednak na grupie Motopasja Brzeg Dolny powstał pomysł, by razem przejechać ulicami miasta, okolicznymi miejscowościami i zintegrować się na porcie w Urazie. Z Martą postanowiłyśmy na tą okazję znowu ubrać kolorowe spódniczki i przedłużyć nasze warkocze. Tak jakoś przypadkiem,…

  • Raj w Rokitkach

    Magda i Andrzej zaprosili motocyklistów (i w tym mnie) do domku letniskowego w Rokitkach. Bladego pojęcia nie miałam, jak tam trafić (100-130 km), ale z pomocą przyszła Magda i pojechałyśmy tam razem w piątkowe południe. Koleżanka prowadziła nieco bocznymi trasami, potem nieźle zapchaną drogą ze Środy Śl. i znów mniej uczęszczanymi szlakami. Także trasa urozmaicona,…