Rajdowa niedziela

Z sentymentu do mojej dawnej pasji, która mnie pochłaniała totalnie – wybrałam się na Rajd Świdnicki. Tak tylko symbolicznie, na jeden najbliższy odcinek, pod Świdnicą. Namówiłam Justynę, żeby ze mną pojechała, bo mieszka bardzo blisko trasy rajdu.

Dojechałam do Świdnicy, a potem już razem ruszyłyśmy w stronę odcinka. Po drodze nieco się pokręciłyśmy, ale udało się namierzyć start. Zaparkowałyśmy tuż obok… patrolu policyjnego. Ja tam mam zawsze o policjantach dobre zdanie, bo każde z nimi spotkanie miałam sympatyczne. Tak było i tym razem, pan sam nas zagadał, a rozmowa tak się rozkręciła, że musiałam przypomnieć, że zaraz startują 🙂 .

Musiałyśmy kawałek podejść, minąć linię startu i wejść do lasu, gdzie była partia zakrętów. Oczywiście pierwsze załogi w stawce robią piorunujące wrażenie, potem już więcej gadałyśmy, niż oglądałyśmy. Na koniec miał jechać rajd historyczny – to zeszłyśmy na start bliżej się przyjrzeć tym perełkom.

Potem dopadł nas głód i Justyna zaprosiła mnie do siebie na placki ziemniaczane własnej roboty. Było pysznie i nadrobiłyśmy wszystkie zaległości w rozmowach po zimowej pauzie motocyklowej. Usłyszałyśmy przez okno rajdówki i się okazało, że zjeżdżają się na metę w rynku – to tam też na chwilę poszłyśmy. Ładny ten ryneczek, a i ludzi na mecie było sporo.

Droga do domu fajnie zleciała, pogoda dopisała, więc niedzielę uważam za bardzo udaną!
A dzień wcześniej ściągałam swoje stare paski z felgi, zmyłam klej i odtłuściłam, żeby przykleić nowe, takie odblaskowe. Jednak po niedzielnym wyjeździe okazało się, że nie zbyt dobrej jakości, bo mi w czasie jazdy…. poodpadały!

Byłam też na przeglądzie, co uwiecznił na zdjęciu (po kryjomu) jeden z pracowników 🙂 Tuż przed nim mało nie dostałam zawału, bo sprawdzam światła i… kierunkowskaz ledowy z tyłu nie działał! Już tak kiedyś miałam i wystarczyło styki docisnąć. Ściągnęłam kanapę i dupa! Nie działa i już. Ostatni dzień przeglądu, śpieszę się do pracy na popołudnie, a tu taka niespodzianka! Na szczęście pan od przeglądów już na starcie powiedział, że też jest motocyklistą, więc była szansa na opanowanie sytuacji. Sam próbował mi usterkę usunąć, a gdy się nie udało to sprawdził wszystko inne, podbił mi przegląd, ale z adnotacją, że kierunkowskaz nie działał, ufffff. Przy okazji miło sobie z Marcinem o motocyklach i podróżowaniu porozmawiałam.

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wycieczki małe i duże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz