Małe podsumowanie ;-)

Jak motocykl wpłynął (czytaj: wywrócił do góry nogami) na moje dotychczasowe życie:

BRAK CZASU
1. Od 2 miesięcy nie ugotowałam sobie obiadu, bo nie mam czasu na pierdoły – motocykl jest ważniejszy!
2. Zdarza mi się zaplanować dwie rzeczy na ten sam dzień i zawsze wygrywa motocykl!
3. Jak się umawiam, że wpadnę do kogoś w tym tygodniu – to zwykle ma to miejsce z opóźnieniem 1-2 tygodniowym, bo muszę tą osobę wkomponować w motocyklowy grafik.
4. Jak się umawiam z kimś „motocyklowym” to będę na 100%.

WYGLĄD
1. Wakacje w pełni, spódnicę zdarza się ubrać – a moja prawa łydka jest jakby zapożyczona od 10-cio latka, co łazi po drzewach. No i już z 15 osób spytało: czy to od rury wydechowej?? NIE! od silnika ;-).
2. Odkryłam coś takiego jak suchy szampon, ratuje włosy po 2 godzinach noszenia kasku 😉

PSYCHA
1. Jak idę spać to myślę o jeździe motocyklem, ale na szczęście mi się nie śni – bo to by była lekka przesada!
2. Mam ochotę zamordować każdego, kto mówi, że: „Co to za filozofia jeździć na motorze? Wsiada się i jedzie” – wrrrrrrrr (to nie warczenie motocykla, tylko psa – moment przed ugryzieniem 😉 )
3. Mimo tego wywrócenia życia do góry nogami – energii mi nie brakuje. Jadę na paliwie w końcu!

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moto-humor. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Małe podsumowanie ;-)

  1. nymue pisze:

    Ta, też się spotkałam z tymi co to twierdzą,że jazda jest banalna…

    A suchy szampon dobra rzecz, tylko po dłuższym czasie stosowania, włosy się jakieś takie matowe robią 🙁

    I ,jak tu tego nie kochać? 😀

  2. Żubr pisze:

    Takich zdolnych, dla których wszystko jest proste, to mamy w Polsce na pęczki… taki kraj :). Ale jak większość rzeczy w życiu, trzeba ich z gracją olać i robić swoje ,

  3. nymue pisze:

    Nie tylko w Polsce…więc nauka ignorowania takich co_to_nie_ja wielce przydatna.

    Maszyny jeszcze brak, najwcześniej we wrześniu będę mogła się za nią zakręcić. Więc czasu jeszcze trochę jest, toteż czytam, rozglądam się i namyślam 🙂 A przy okazji z niecierpliwością czekam na Twoje kolejne wpisy 😉

  4. Żubr pisze:

    YBR bierz xD

  5. Misiek pisze:

    „Co to za filozofia jeździć na motocyklu? (bo motor to jest w betoniarce albo w pralce) Wsiada się i jedzie” – coś w tym jest. Im mniej przeszkadzasz motocyklowi tym lepiej on jeździ. Bez napinki, bez ściskania aż do kapania soków manetek kierownicy, bez napiętych aż do bólu przedramion i barków. Bez niepotrzebnego spięcia. Zamiast próbować z nim walczyć, spróbuj go wyczuć i zrozumieć. Zamiast pchać go lub ciągnąć na siłę spróbuj mu to delikatnie ale dobitnie sygnalizować – to trochę jak z facetem i z udanym seksem. Jak drzesz paszcze i robisz awanturę to i sama się zmęczysz i faceta zestresujesz, ale niczego nie osiągniesz. A tymczasem wystarczy poznać sposób i zabangla

  6. motorsfera pisze:

    To napięcie ciała to raczej ustępuje z czasem, po przejechaniu iluś tam kilometrów. W którymś momencie, jadąc orientujesz się, że w sumie to równie dobrze nie trzeba tej kierownicy trzymać. A już na pewno nie trzymać mocno.

    Ja nie potrafię pozbyć się tego napięcia na dłużej, jedynie myśląc o tym, żeby się rozluźnić. No ale jak dołącza stres (na mieście czy egzaminie) to już ciężko jest napięcia ciała się pozbyć.

    Wkurza mnie to, że ludzie, którzy w życiu raz czy dwa siedzieli na motocyklu – cwaniakują, jakie to proste! A motocykla uczy się latami – moim zdaniem. W różnych sytuacjach na drodze, poprawiając i refleks, i technikę.

  7. nymue pisze:

    Ja bym nawet rzekał,że motocykla uczy się całe życie 🙂

    Ale trening czyni mistrza, więc na spokojnie i do przodu!

Dodaj komentarz