10 rzeczy, których zapewne nie wiecie o moim blogu i o mnie.

  1. Mój blog powstał 13 kwietnia 2011 roku. Na ten moment zebrał 466.759 odwiedzin. Mam już na nim 363 wpisy i bardzo jestem ciekawa, czy ktoś je wszystkie przeczytał do dnia dzisiejszego?
  1. Doczekałam się właśnie małego unowocześnienia bloga. Jest nowy układ zdjęć w galeriach i zdjęcia można już oglądać w sposób ciągły, przechodząc do kolejnego. Można też wstawiać komentarze na blogu z facebooka (bo wcześniej nieco nadgorliwy filtr spamu niektórym osobom utrudniał komentowanie). W okienku po prawej można też zajrzeć czy na facebooku dałam jakiś nowy wpis.
  1. Staram się nie czytać bloga wstecznie, bo stare wpisy wydają mi się zbyt szczere albo za słabo napisane i zaraz bym chciała je poprawiać i udoskonalać! Ale przecież nie na tym to polega. Blog to zapis z mojego życia i skoro wtedy tak myślałam i tak to opisałam – to w takiej formie już zostawię.
  1. Zdarza mi się czytać pojedyncze wpisy, szczególnie gdy mam doła i potrzebuję czegoś na rozweselenie. Moim ulubionym wpisem na takie „okazje” jest ten o pierwszej jeździe w deszczu, bo czułam się wtedy tak beznadziejnie, że to było, aż zabawne: http://pamietnik-motocyklistki.pl/2012/07/21/moj-pierwszy-deszcz-w-trasie/

No to teraz coś o mnie:

  1. Od 2009 roku regularnie piszę newsy, artykuły, testy i wywiady dla motocaina.pl. Nie mam dziennikarskiego wykształcenia, ale uparcie i małymi krokami, poprzez rajdowe portale szlifowałam swoje umiejętności. Sprawia mi to dużą frajdę i lubię to robić, a o czym zwykle piszę możecie zobaczyć tutaj: http://www.motocaina.pl/edyta-wrucha/artykuly/1.html
  1. Przyznam się, że nie toleruje hejtu i ciężko mi się pogodzić z faktem, że może on dotyczyć mnie lub moich tekstów w sytuacji, gdy nie ma on sensownych podstaw (bo do błędów to się przyznać potrafię). Wkładam w to co robię i wysiłek, i serce, a przychodzi jeden z drugim i mi to podepta. Wiem, że to ich problem, że mają frajdę z takich działań i taką potrzebę, ale jednak to boli.
  1. Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym (tzw. II-gim), choć nie widać tego na pierwszy, czy drugi rzut oka. Mam implant w kręgosłupie i metalowy bark, a rękę podnoszę jedynie do 90 stopni w górę i wszystko wskazuje na to, że lepiej nie będzie… Jednak nie obrażam się jak pieszczotliwie mówią na mnie „RoboCop” 🙂 .
  1. Czerwcowy wyjazd do Chorwacji jest dla mnie największym wyzwaniem do tej pory. Po pierwsze ze względu na ilość kilometrów do pokonania, a po drugie ze względu na wytrzymałość mojej, operowanej ręki. Nie mam pojęcia czy przetrzymam ten wysyłek, ale robię wszystko, by się udało. Przeszłam na zdrowszą dietę i codziennie ćwiczę – mam teraz olbrzymią motywację! Widzę też pierwsze efekty, więc motywuje mnie to podwójnie.
  1. Nie jestem odważna – to zdanie dla wszystkich przyszłych motocyklistek w szczególności, które boją się uczynić pierwszy krok. To co robię nie jest niczym nadzwyczajnym i nie wymagało ode mnie olbrzymich pokładów odwagi. Moje cele są małe, ale z konsekwencją osiągane. Każda z Was może zostać motocyklistką, choć czasami cel ten wydaje się Wam wielką górą. Jednak już się na nią wspinając, im wyżej będziecie, tym mniejsze będzie wzniesienie przed Wami, a na koniec wystarczą ze 3 zdecydowane kroki, by zdobyć tą górę i swoje marzenia. Motocykl zmienia życie, otwiera nowe perspektywy i tworzy nowe możliwości. Warto podjąć ten wysiłek!
  1. Być może w przyszłości zostanę instruktorem nauki jazdy motocyklem. Teraz ten cel wydaje mi się olbrzymi i trudno osiągalny, jednak traktuję go, jak tą górę, o której pisałam punkt wcześniej. Jak się uda, to z pewnością się o tym dowiecie!
Facebook Comments
Opublikowano Mam prawko | Skomentuj

Do Chorwacji pojadę Yamahą MT-07!

Mam super wieści! Dzięki uprzejmości Motorland i Yamaha Motor Polska na swoją czerwcową wyprawę do Chorwacji będę mogła pojechać nowiutką, białą Yamahą MT-07!

Jestem podekscytowana! Uwielbiam motocykle Yamahy i jestem pewna, że razem stworzymy zgrany duet 😀

Facebook Comments
Opublikowano Chorwacja | Otagowano | Skomentuj

Zaczynamy odliczanie!

No to już oficjalnie mogę powiedzieć, że planuję tegoroczną wyprawę motocyklową rozpocząć 1 czerwca i będzie to kierunek – Chorwacja. W drodze dojazdowej ominiemy autostrady, a powrót planujemy przez Balaton i winkle na Słowacji. A piszę w liczbie mnogiej bo towarzyszyć mi będzie Emil na ZX10, we dwoje zawsze raźniej i większa pewność, że nic nie nawywijam 🙂 .

A dlaczego Chorwacja? Bo to podróż o której od dawna marzę, raz nawet wykupiłam wycieczkę, ale zmieniłam pracę i musiałam zrezygnować. Bo to nadal UE, więc jakoś bezpieczniej. Bo ma cudny klimat, piękną przyrodę i to nieco inna kultura. No i na koniec dlatego, że motocykliści ją uwielbiają i nie jest jakoś tam strasznie daleko.

Wszystko pięknie kolorowo, tylko budżet jeszcze nie ten, a czasu coraz mniej… Jednak samo postanowienie, że pojadę tak daleko – dodaje mi skrzydeł i wierzę, że wszystkie problemy rozwiążą się same!

Rozglądam się za używanym aparatem z wifi, żeby jak najlepiej oddać piękno tamtejszych krajobrazów, przydałaby się też lepsza nawigacja, i tekstylne kufry boczne. Z ubrań to przewiewne rękawice i chłodząca odzież termoaktywna. Staram się jednak mieć do tych potrzeb luźne podejście – „jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co się ma” 🙂 i dam sobie radę, byleby tylko na paliwo było!

Mam już przewodnik, mapę i można wytyczać trasę. Odliczać też można! I powiem Wam, że nic tak nie daje kopa i optymizmu, jak marzenia w trakcie ich spełniania 🙂 .

Facebook Comments
Opublikowano Chorwacja, O czym myśli blondynka? | 1 komentarz

Zimowa głupawka motocyklistki :-)

W ubiegłą niedzielę powstały wesołe zdjęcia, które obrazują to, co robię zimą 🙂

A tak serio to zbieram…. Zbieram kasę na paliwo i zbieram sprzęt outdoorowy, ponieważ w mojej głowie wykluł się plan na większą wycieczkę przez kilka państw. Nie zdradzę jeszcze szczegółów, ale będzie to koniec maja lub czerwca.

No i Emil rozebrał mi Dziabąga, żebym mogła oddać jego bak do wyrównania i oklejenia. Motocykl przed zakupem miał jakąś parkingówkę w wyniku której uszkodził się także bak. Ktoś go obkleił, żeby to zakamuflować, ale dość niestarannie, więc okleina dołem marszczyła się i zrywała. Oddaje go w profesjonalne ręce i mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś fajnego 🙂

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka?, Zdjęcia | Skomentuj

Jak robić skuteczne postanowienia noworoczne?

Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że potrafią wracać co roku jak bumerang. Może po prostu źle się za nie zabieramy? Aby postanowienia noworoczne były skuteczne trzeba je odpowiednio umotywować. Grunt to znaleźć wyższy cel, który w chwili słabości – rozłoży tą słabość na łopatki!

Co nas motywuje najlepiej? Myślę, że rozwijanie pasji, więc skupmy się na pasjach związanych z motoryzacją. Pomyślmy, czego potrzebujemy, by pasję swoją bardziej rozwinąć? Zwykle są to:

– pieniądze np. na zakup motocykla/samochodu, paliwa, narzędzi, szkoleń, profesjonalnej odzieży, na podróżowanie

– kondycja/wytrzymałość

– czas na pasje i relacje z innymi pasjonatami

Mówi się, że marzenia nic nie kosztują, ale ich realizacja jest już kosztowna… Jednak gdy przyjrzymy się najczęściej wybieranym postanowieniom noworocznym, to okazuje się, że od ich skuteczności może zależeć, nie tylko nasze zdrowie, ale i stan konta np. rzucenie palenia, przejście na dietę, ograniczenie odwiedzania markowych sklepów, ograniczenie imprez i picia, zmiana pracy na lepiej płatną.

Jeżeli nasze postanowienia będą skuteczne, to i sytuacja w portfelu się poprawi. Jednak celem nie może tu być dane postanowienie a jego skutek, czyli więcej pieniędzy na naszą pasję! Zamykamy oczy i widzimy, co z tymi pieniędzmi zrobimy – czy tak nie jest łatwiej?

Weźmy teraz na tapetę odchudzanie i kondycję – to dobre dla naszego zdrowia, ale i dla naszej pasji. Więcej siły, energii i motywacji to zastrzyk, który zawsze się przyda! Samodyscyplina jest potrzebna w sporcie, ale także w dążeniu do celu związanego z naszymi pasjami. A jeżeli nie stać nas na wysiłek, by zacząć nowe życie, drastycznie z dniem 1 stycznia, to róbmy to małymi krokami, odstawiając kolejne złe nawyki – to też działanie, które przyniesie końcowy sukces. Zamykamy oczy i widzimy siebie w świetnej kondycji, cieszących się swoją pasją – jest super!

Czas na pasję możemy zyskać przestawiając priorytety jakie mamy w życiu. Za dużo pracy, zbyt dużo obowiązków – wcześniej czy później odbije się na naszym zdrowiu, a pasja jest przecież najlepszym wentylem bezpieczeństwa. Pozwala poczuć wewnętrzne szczęście, odstresować się, zapomnieć o problemach. Poza tym można poznać krąg innych pasjonatów, którzy chętnie posłużą nam dobrą radą i pomocą. To są rzeczy bezcenne, które wyzwalają radość z życia i nie wolno ich przeliczać na czas i pieniądze.

Ponoć tylko 8% postanowień noworocznych jest skutecznych, czy jesteście w stanie poprawić te statystyki? Spiszcie na kartce działania, które zamierzacie wdrożyć, by osiągnąć cel. Wyobrażajcie sobie, jak będzie, gdy już się to uda. Mówcie bliskim osobom o swoich planach i proście o wsparcie. Nie poddawajcie się po pierwszej porażce!
Droga do celu bywa trudna i wyboista, ale nic tak w życiu nie smakuje, jak satysfakcja z jego osiągnięcia!

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Wesołych Świąt i wszystkiego motocyklowego w Nowym Roku!

Facebook Comments
Opublikowano Mam prawko | 1 komentarz

Kolejkowo

Wprawdzie motocykl zimuje, ale ja nie 🙂 , więc czasem opiszę Wam jakieś fajne miejsce, w które trafiłam… Ostatnio odwiedziliśmy Minieuroland i idąc za tym samym typem rozrywki – udaliśmy się do wrocławskiego Kolejkowa.

Tam miniatury i tutaj, a jednak zupełnie różne wrażenia się z tych miejsc wynosi. Minieuroland jest na zewnątrz i obejmuje głównie wybitne budynki, a Kolejkowo to zamknięta przestrzeń wewnątrz Dworca Świebodzkiego, gdzie miniaturowy świat tętni życiem.

W Kolejkowie znajdziemy centrum miasta, wieś, cyrk, mamy infrastrukturę kolejową, góry i plażę. Wszędzie tam „żyją” miniatury nas samych – ludzi w różnych sytuacjach życiowych. Można tam siedzieć godzinami, wymyślając historię danej sytuacji i życia danego człowieka, a raczej kilkucentymetrowego człowieczka. Oni się tam bawią i nudzą, kochają i nienawidzą, robią głupie lub pożyteczne rzeczy, niezwykłe i takie codzienne. A my możemy ich podglądać 🙂 .

Czasem wypatrzenie „drugiego planu” daje podwójną radość i nie brakuje też scenek stworzonych z poczuciem humoru. Do tego życie toczy się tam dniem i nocą, światło w pomieszczeniu przygasa, a rozbłyskają latarnie oraz światła w oknach domów i sklepikach. Ten mini świat zyskuje nowy wymiar, bo tylko wtedy możemy dojrzeć wieczorne życie niewidocznych wcześniej osób wewnątrz budynków.

Z wielką radochą dojrzeliśmy pierwszy motocykl, a potem okazało się, że są następne. Razem sześć! A trzy na raz występują na… UWAGA… kobiecym wypadzie motocyklowym pod namiot 🙂 . Jeden z pracowników nam zdradził, że przy Kolejkowie pracowała motocyklistka i nawet umieściła na murze logo swojego klubu motocyklowego.

Z obu miejsc bardziej podobało mi się Kolejkowo, choć pewnie Minieuroland zyskuje porą letnią, gdy rozwija się ta cała otoczka botaniczna i można skorzystać z kilku fajnych stref wypoczynku. Obydwa miejsca nie są zbyt tanie, jeżeli chodzi o bilety, ale warto tam wybrać, choćby raz.

p.s. A w międzyczasie dostałam nowy motocykl na testy zimowe 🙂

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | 1 komentarz

Moto Mikołaje we Wrocławiu

Tradycja akcji Moto Mikołaje we Wrocławiu jest dość młoda i w tym roku po raz drugi Mikołaje na motocyklach mogli paradować po mieście. Ale przecież to nie o to w tej akcji chodzi… Ona nie jest na pokaz, tylko niesie realne wsparcie dzieciakom. Fundacja motocyklistek Moto Dolls cały sezon zbierała datki, a także prezenty od różnych darczyńców, by tego dnia dostarczyć je dzieciom. Super inicjatywa!

Rok temu nie było warunków pogodowych, żebym przywiozła motocykl do miasta z jego punktu zimowania. W tym roku sytuacja wyglądała podobnie – bo mimo, że pogoda w dzień parady była wymarzona, to kolejnego dnia miało mocno padać, a kolejnego już to wszystko zamrozić. Postanowiłam nie wyciągać swojego motocykla z zimowania, a po prostu jakiś pożyczyć. Tak się składa, że mogę liczyć na wsparcie Szkoły Jazdy Wolski&Gliga, więc i MT-07 dla mnie na ten dzień się znalazło!

Uwielbiam motocykle serii MT i bardzo mnie ten fakt ucieszył. W tym momencie mojego życia, tak wyobrażam sobie mój przyszły motocykl. Gdyby to była kwestia jedynie wyobraźni to oczywiście bym go miała, niestety jest to też kwestia finansowa… Pozostało mi cieszyć się nim tego, szczególnego dnia.

Po drodze na stadion podczepiłam się do Magdy, Andrzeja i Asi, a następnie dołączyliśmy do ponad 300 innych motocyklistów. Większość była w strojach Mikołajów, więc ja postanowiłam się nieco wyłamać i być aniołkiem. A dosłownie to – motocykl dodał mi skrzyyyyyydeł! Na placu spotkałam wielu znajomych, można było napić się kawy i wspomóc akcję Moto Mikołajów.

Podczas parady mieliśmy obstawę policjantów, a ochotnicy wyjechali na trasę wcześniej, by zabezpieczyć przejścia dla pieszych przed wtargnięciem kogokolwiek. Bo parada ze stadionu miała dojechać na rynek, gdzie czekały na nas dzieci z podziękowaniami. Uformowaliśmy grupę i ruszyliśmy w miasto.

Powolutku 20-30 km/h, czasem głośno (na klaksonach i „łutututu”), ale ogólnie z super uśmiechami na twarzach i pozdrowieniami dla przechodniów, a w szczególności dzieci. Super chwile! Takiej jedności między nami, motocyklistami, a przede wszystkim między przypadkowymi ludźmi a nami. To jest to, czego często brakuje na co dzień – pozytywnego postrzegania motocyklisty, pozdrowienia z uśmiechem i życzliwością, szacunku dla siebie i innych.

I to jest to, co tak łatwo zepsuć… Wracając z parady nadal machaliśmy dzieciom w samochodach i tramwajach, a obok nas przemknęło trzech „Mikołajów” i na pełnym gazie urządziło sobie agresywny slalom między samochodami. Tak się właśnie psuje coś, co inni z całego serca w tej akcji budowali… Przykre.

Podsumowując – super akcja, świetna organizacja dziewczyn z Moto Dolls i innych ludzi o dobrych serduchach. Mam nadzieję, że ta impreza na zawsze się wpisze do kalendarza wydarzeń we Wrocławiu! Zobaczcie na zdjęciach od Tomka TS, jak było:

Nie doczekałam do końca imprezy, bo razem z Emilem musieliśmy na chwilę podskoczyć do Oławy. Zostawiłam w domu skrzydła oraz ozdóbki świąteczne i pojechałam – jeszcze chwilę nacieszyć się jazdą motocyklem. Po cały dniu ze skrzydłami na plecach, wydawało mi się, że nadal je tam mam…

I wiecie co? One tam są! Rozwijają się, gdy przekręcam kluczyk w stacyjce. Chronią mnie przed niebezpieczeństwem, unoszą mnie gdy pokonuję kolejne zakręty, otwierają mnie na innych ludzi i sprawiają, że każda chwila na motocyklu jest wyjątkowa.

Bo to motocykl i serce dodają skrzyyyyydeł, a nie żaden tam napój energetyczny 🙂

Facebook Comments
Opublikowano eMTek | Otagowano | Skomentuj

Powrót ciepłej jesieni i Minieuroland

Liczyłam na jeszcze trochę słonecznych dni i… przyszły! Pojechaliśmy z Emilem po mój motocykl do Kotliny Kłodzkiej, gdzie go zimuję i cały dzień pojeździłam na nim z obstawą samochodu 🙂 . Słońce pięknie dogrzewało i jak dziecko się cieszyłam, że znowu mogę pojeździć. To jest uczucie jedyne w swoim rodzaju, kiedy się robi to, co się najbardziej lubi robić!

Mieliśmy skoczyć do Kudowy Zdrój, jednak ze względu na krótki dzień i powrót do Wrocławia – postanowiliśmy odwiedzić park miniatur Minieuroland w Kłodzku. Przyznam, że pierwsze zetknięcie z małymi obiektami robi wrażenie. Odzwierciedlenie szczegółów, odbicie (nawet szpecącej) rzeczywistości oraz pomysły są niesamowite. Przedstawiono tam budynki reprezentacyjne dla Ziemi Kłodzkiej oraz dla Europy.

Najbardziej uśmialiśmy się z dokładności elementów skupu złomu, bandy dresów, którzy dorwali jakąś ofiarę w starych ruinach i „złotego pociągu”, na który Niemcy pakują złoto, obrazy i kosztowności. Warto zobaczyć to miejsce w sezonie letnim, bo to przy okazji mini park botaniczny z opisami różnych okazów roślin.

Na ogrodzeniach są makiety, które przedstawiają w jaki (pracochłonny) sposób powstają poszczególne elementy makiet i z jakich materiałów. A także kolejne plany np. postawienia wrocławskiego lotniska i 30 metrowych bliźniaczych wież widokowych. W trakcie budowy jest też wieża Eiffla.

received_590162641172613Wieczorem pojechaliśmy do Brzegu Dolnego, a z Wrocławia na Leśnicę był oczywiście gigantyczny korek. Nie przepychałam się, bo jechałam z samochodem, więc złapałam głupawkę i cały korek jechałam na Flinstona 🙂 Tzn. tak wolno się toczyliśmy, że trudno było utrzymać motocykl w równowadze, więc się odpychałam raz jedną a raz jedną nogą. A taki moto spacer 🙂 Trochę sportu na motocyklu nie zaszkodzi haha.

20161122_155300Następnego dnia pojeździliśmy sobie po okolicy już na dwa motocykle. A kolejnego musiałam już wracać do Kotliny Kłodzkiej, bo okienko pogodowe drastycznie się skończyło. Wyjechałam o 13 w kompletnej mgle, a w dodatku wyszło tak, że na wiele kilometrów ulokowałam się pomiędzy dwoma ciężarówkami. Nie miałam możliwości wyprzedzenia, bo widoczność sięgała jedynie do kabiny tejże ciężarówki. Raz wydawało mi się, że mam idealnie prostą drogę i nie widzę z naprzeciwka żadnych światełek, ale intuicja mnie ostrzegła, żeby jednak nie wyprzedzać. 2 minuty później minęła nas ciężarówka, bo w tej mgle jednak był ukryty zakręt. Ta sytuacja wiele mnie nauczyła – do wyprzedzania trzeba mieć 100% pewności i nie ma w tej kwestii żadnej taryfy ulgowej!

Niestety nie wszyscy są tego samego zdania… Na trasie 100 kilometrów drogi we mgle, aż 3 razy spotkałam wyprzedzający samochód jadący mi na „czołówkę”! Pierwszy zdążył wykonać manewr, bo praktycznie się zatrzymałam, żeby mu to umożliwić. Drugi wyskoczył na mój pas, „cudownie” mnie dojrzał i wrócił z powrotem na swoje miejsce w szeregu. Trzeci wyprzedzał cały sznur, zobaczył mnie i ledwo się wcisnął w szereg tuż przede mną. Przepraszam, ale trzeba być kretynem, żeby we mgle wyprzedzać kolumnę samochodów…

20161124_150058Zatrzymałam się na chwilę, żeby ochłonąć i rozgrzać nieco ręce. Ubranie mam teraz doskonałe (komplet Macna i bielizna merino od Brubecka), świetnie daje sobie radę z zimnem i wilgocią, jedynie rękawice zimowe, choć nazywają się „Tundra” i są dość wygodne – to nie grzeją wystarczająco. Muszę coś upolować na wyprzedażach cieplejszego. Dojrzałam kilka płatków śniegu i dotarło do mnie, że przerwa w jeżdżeniu motocyklem jest już nieunikniona…

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | 1 komentarz

Uczę się jeździć… samochodem! :-)

Wiem, brzmi to dziwnie, szczególnie, że mam prawko ponad 15 lat 🙂 Jednak od jego zdania – kierowcą byłam jedynie rok. Potem przerwa i 6 lat na motocyklu. Nieraz myślałam o powrocie za kółko, ale wypadek i rehabilitacja ręki odłożyła te plany na długie lata.

Przyznam się wam szczerze, że mimo mojej fascynacji sportami motorowymi – ja nigdy nie miałam smykałki do prowadzenia pojazdów. Piszę „pojazdów”, bo nie uważam się też za genialną motocyklistkę. Należę do średniaków, którzy postępy robią dużym wkładem pracy własnej. Nie spodziewałam się też cudów po powrocie za kółko…

20161119_114454Jednak, miło się zaskoczyłam. Po pierwsze tym, że po ponad 10-letniej przerwie – wsiadłam i zwyczajnie pojechałam, a po drugie tym, jak wiele z techniki jazdy po mieście nauczyłam się jeżdżąc na motocyklu. Bo przecież na nim też muszę zmieniać biegi, przygotowywać się do manewrów, obserwować otoczenie.

Dużo trudniejsze autem jest parkowanie i zmiana pasów, więc nad tym muszę jeszcze popracować. Cieszę się, że autko jest małe, bo jakoś łatwiej mi jest ogarnąć takie gabaryty, niż jakiegoś kombiaka. Brakuje mi jeszcze „automatyzacji” ruchów, czyli jak się skupię na krzyżówce to zamotam z biegami, a jak skupię się na ruchach to nie ogarniam, kto ma pierwszeństwo haha. Dobrze, że to takie lekcje na luzie, instruktor z boku mnie pilnuje, pedały ma, więc nic nie tracę, a mogę zyskać. Własnym samochodem nie będzie już tak kolorowo 🙂 .

Teraz mój rok może wyglądać tak, jak u większości motocyklistów – sezon na kółkach, a zima za kółkiem 🙂

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Czy to już zima?

Przerażona prognozami i kończącym się abonamentem na parkingu „pod chmurką”, postanowiłam wywieź motocykl na zimowanie. Skończyło się to małym kryzysem zdrowotnym, ale na szczęście zwalczonym czosnkiem, miodziem i cytrynką. Zostałam na kilka dni w Kotlinie Kłodzkiej i patrzyłam przez okno na padające płatki śniegu… Więc to już? Już po sezonie?? Przecież mam w głowie jeszcze kilka miejsc, w które miałam pojechać…

Jest jednak małe światełko w tunelu, że w okolicach weekendu znów będzie ok. 10-12 stopni. Wierzę w to, pielęgnuję tą wiarę i w mojej głowie zima jeszcze nie nadchodzi! A sio!!!!!

Wracając do odzieży termoaktywnej, to jeszcze jakiś czas temu nie widziałam większego sensu w wydawaniu 200-300 zł na kalesonki i cienką bluzkę. Wszystko się zmieniło, gdy w promocji upolowałam komplet Spaio i… nie miałam ochoty go z siebie zdejmować. Wracałam z jazdy, ściągałam ciuchy motocyklowe i śmigałam po domu w tym kompleciku. Przecież to jak druga skóra i w dodatku optymalnie utrzymująca temperaturę ciała. Jak dokupiłam komplet z wełną merino, to podjarałam się znowu, bo wreszcie miałam cieniutką a ekstra ciepłą warstwę na zimne dni.

Zupełnie zmieniło się moje postrzeganie odzieży termoaktywnej. Do tego stopnia, że mam już kilka par majtek, bokserek, podkoszulek (bo wystarczy poszukać promocji) z wełną merino i bez. To sztuczne włókna wiem, ale jednak lepiej, niż bawełna oddają wilgoć i dzięki temu nie ciągnie zimnem po wilgotnych plecach, a bielizna nie przykleja się do ciała. To jest po prostu praktyczne.

A na zmianę tematu i poprawę humoru polecam mój ostatni tekst z motocainy:
10 głupot, jakie może usłyszeć motocyklistka

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Wspiera mnie Oponeo

Miło mi poinformować, że do grona firm, które mnie wspierają (Lista) dołączył sklep Oponeo.pl .

Mogłam dzięki temu poszaleć z zakupami i kupić sobie ciepłą bieliznę termoaktywną z wełną merino, kominiarkę, rękawice termoaktywne jako warstwę wewnętrzną oraz ciepłe, termoaktywne skarpety:

Ślicznie dziękuję! 🙂

Facebook Comments
Opublikowano Mam prawko | Skomentuj