Testuję chińszczyznę

W niedzielę, żeby nie myśleć o sobotniej traumie – zajęłam się testowaniem chińskich wynalazków 🙂 Odkąd na aliexpressie można płacić szybkimi przelewami, to od razu fajniej się tam robi zakupy. Dlatego stompgripy za 35 zł przyszły prosto z Chin (u nas wołają za nie 100 zł), a słuchawki bluetooth z allegro za ok. 60 zl. Czekam jeszcze na wklejany pinlock (do mojego kasku nie ma w opcji) za połowę polskiej ceny.

Słuchawki łatwo się montuje, tylko trzeba schować nadmiar kabli. Mój kask Shark Vision R2 ma wnęki na słuchawki, więc zupełnie nie odczuwa się ich po ubraniu kasku. Nie są zbyt głośne, ale odbierają fajnie i dźwięk jest na tyle przestrzenny, jakby dochodził z zewnątrz. Czy to bezpieczne? Moim zdaniem tak, bo słuchawki nie przytykają uszu, a muzyka nie zagłusza dźwięków z zewnątrz. To tylko tło, znacznie uprzyjemniające jazdę. Bateria trzyma ok. 3 godzin, a jak ktoś dzwoni – to urządzenie po angielsku czyta numer telefonu.

Wybrałam słuchawki bez mikrofonu, bo planuję w przyszłości zakup kompletnego intercomu do komunikacji z innymi motocyklistami na dłuższych wycieczkach. Nie mam w zwyczaju rozmawiać przez telefon w czasie jazdy, jak potrzebuję – to się zatrzymuję i rozmawiam. Słuchawek będę używać do samotnej jazdy, wskazówek nawigacji, czy właśnie słuchania muzyki w tle.

Gripy kształtem pasują idealnie (bo są dedykowane do danego modelu), jednak ich klej zostawia wiele do życzenia. Już po pierwszej przejażdżce zaczęły się odklejać na całej powierzchni. Kolega polecił mi mocowanie taśmami Command M3, więc tak spróbuję to poprawić.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Moje 3 sekundy (prze)życia

Pierwszy raz w mojej 7-letniej przygodzie z motocyklem moje życie zależało od 3 sekund i tego co podczas nich zrobie. 3…2…1 nie ma czasu na myślenie, jedynie panowanie nad motocyklem i odruchy.

Co się właściwie wydarzyło? Wyjechałam na weekend do rodziców. Prosta, nowa droga, super widoczność, seledynowa kamizelka i biały kask, a mimo to spotkałam samochód lecący mi na czołówkę. Mijałam weselny orszak samochodów i nagle jeden z nich wyrwał się z szeregu do wyprzedzania. Zobaczyłam go tuż przed sobą! Nie jechałam szybko, bo docierałam nową oponę (i całe szczęście), jednak on wyprzedzał dość agresywnie. Gdybyśmy się spotkali, to obawiam się, że moje życie dobiegłoby końca.

Wszystko zadziało się tak szybko, że nie ma mowy o jakimś świadomym działaniu. Zatańczyłam kierownicą ze stresu i odbiłam w prawą stronę. Cudem nie oberwałam lusterkiem ani nie rozbiłam się na metrowych barierkach. Mój mózg odciął mi świadomość i niewiele pamiętam z decydującego o moim życiu manewru, ocknęłam się już na środku swojego pasa po ominięciu samochodu. W sobotę o 15.20 los okazał się dla mnie łaskawy…

Popatrzyłam w lusterko, gdzie srebrny samochód walczył jeszcze chwilę o utrzymanie się na pasie. Odjechał i nie zainteresował się tym, czy coś mi się po tym, ostrym manewrze nie stało.

Próbowałam go znaleźć, poprzez ogłoszenia wrzucane na lokalne strony, bo świadków weselnych tego zdarzenia teoretycznie powinno być wielu. Jednak nikt się nie odezwał, prawdopodobnie był to jeden z weselnych gości.

Zatrzymałam się, trzęsły mi się ręce i nogi, popłakałam się… Nie zawróciłam, pojechałam po przerwie dalej – bo wiedziałam, że jak tego nie zrobię, to odstawię motocykl na czas nieokreślony. Na początku nie mogłam się skupić na jeździe, ciągle w głowie miałam tamten samochód i sytuację. Dopiero po godzinie jazdy potrafiłam po prostu cieszyć się jazdą motocyklem. Docenić to, że żyję, że mogę to robić i jak piękny świat mnie otacza.

Staram się wyciągać wnioski z tego, co mnie w życiu spotyka – dlatego powstał ten tekst:
Motocyklowe działanie w trybie awaryjnym

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Akcja oponka na start

Szukałam serwisu opon w pobliżu, koledzy jeden polecali, więc zadzwoniłam umówiłam się i… najpierw dostałam sms, że mam miły głos (to jeszcze OK), a dzisiaj nad ranem ten poniżej i ręce mi opadły…. Co z tymi facetami???!!!!! Odpowiedziałam tak, żeby w „pięty poszło” i znalazłam inny serwis w okolicy, gdzie profesjonalnie i bez zbędnych podtekstów oponkę mi wymieniono.

Ponownie kupiłam oponę Michelin Pilot 2, bo ma przystępną cenę i sprawdziła się w każdych warunkach. Miałam ten model także w poprzednich motocyklach i przyczepność zawsze (nawet w deszczu) była doskonała. Oczywiście marzy mi się Pilot 4, ale cena jej jest jeszcze dość spora.

To niestety nie koniec wydatków, bo opona z przodu też się kończy i motocykl wymaga także wymiany napędu. Zrobię to wszystko już wiosną.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Dziabąg | Dodaj komentarz

Moto Wstążka we Wrocławiu

W niedzielę 1 października postanowiłam po raz drugi dołączyć do różowej akcji propagującej badania i wczesne wykrywanie min. raka piersi. Zebraliśmy się pod Urzędem Marszałkowskim, porwaliśmy Marszałka na motocykl i różową paradą motocyklową udaliśmy się do Dolnośląskiego Centrum Onkologicznego.

Każdy mógł liczyć na różową koszulkę akcji, a także przystroić motocykl wedle własnego uznania, więc mój Dziabąg ubrał różowy stanik na tą okazję 😉 . Przejazd przez miasto musiał być zgodny z przepisami ruchu drogowego, co zepsuło szyk już na pierwszych światłach. Na szczęście większość wiedziała, gdzie jest miejsce docelowe.

Po salach DCO oprowadzał nas lekarz, który na co dzień decyduje o tym, jaki sposób leczenia dla pacjentek będzie najlepszy. Pokazywał nam nowoczesny sprzęt do przeprowadzania badań, który sprawia, że samo badanie piersi nie jest tak bolesne, jak przy aparatach starego typu. Chodziliśmy po salach w których pacjentki się diagnozuje, a także byliśmy w sali, gdzie kolegialnie zespół lekarzy podejmuje decyzje o wyborze sposobu leczenia. Taka zespołowa decyzja daje o ok. 20 % lepsze wyniki leczenia, niż decyzja podejmowana tylko przez jedną osobę. To była cenna lekcja i ważne tematy, o których każda kobieta powinna wiedzieć.

Na koniec pojechaliśmy na obiad w Rynku, do Chopper-Baru, a nasze motocykle wzbudzały wiele zainteresowania na chodniku. Muszę przyznać, że i na mnie dziewczyny na głośnych Harley-ach zrobiły wrażenie. Sama nie widzę się na takim motocyklu (przynajmniej w tym momencie życia), jednak muszę przyznać, że połączenie tak surowej maszyny z kobiecością jest elektryzujące!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Dodaj komentarz

VI Zlot Franciszka Bondarczuka w Niemczy

Pierwszym planem na niedzielę był wyjazd na wyścigi starych motocykli do Brannej w Czechach. Jednak prognozy pogody były paskudne w tamtym regionie i nie uśmiechało mi się stać tam w deszczu pół dnia. Jeden z kolegów napisał coś o jakimś zlocie w Niemczy, to zaczęłam szukać informacji co i jak. Okazało się, że to taka parada motocykli na miejskie święto w Niemczy, rzuciłam więc post na zachętę w kobiecej grupie motocyklowej i do towarzystwa zgłosiła się Marta.

Spotkałyśmy się na miejscu (jechałyśmy z różnych stron) i była tam też grupa moich kolegów. Najwięcej było ciężkich motocykli, bo jak opowiedział mi organizator – Franciszek Bondarczuk, który zginął w wypadku, organizował wcześniej takie zloty w Niemczy. Ku jego pamięci tradycja została zachowana i połączona z obchodami rocznicy obrony miasta Niemcza.

Impreza nie była nagłośniona, ale i tak zjechało się, chyba z 70 motocykli. Ruszyliśmy na małą, ale bardzo fajną, krętą trasę po okolicy do celu, jakim był Rynek w Niemczy. W takiej paradzie trzeba być bardzo czujnym i mieć oczy „dookoła głowy”, ponieważ motocykle są z każdej strony. Jeden z motocyklistów o tym zapomniał i gdy zobaczył znajomych na poboczu, to postanowił do nich zjechać, centralnie zajeżdżając mi drogę! Sytuacja byłaby tragiczna w skutkach, ale na szczęście on w połowie manewru się ocknął i zatrzymał, a ja miałam miejsce na mega szybki unik w lewo. Ciśnienie skoczyło mi na maksa! Koledze zresztą też, bo potem wielokrotnie mnie przepraszał za tą sytuację.

Wielką paradą wjechaliśmy na rynek i go praktycznie opanowaliśmy! Na miejscu były różne zabawy i klimatowe, historyczne pokazy grup rekonstrukcyjnych. My mogliśmy liczyć na darmową kiełbaskę i świetne towarzystwo.

Potem wróciłam jeszcze na chwilę do Kotliny Kłodzkiej i przyszła pora powrotu do domu. Zrobiłam tego dnia ok. 250 km, a pod samym garażem przejechała by mnie kobieta za kierownicą samochodu! W Brzegu Dolnym są może ze 3 duże krzyżówki i ludzie nie mają pojęcia kto ma pierwszeństwo! Ręce opadają!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Rajdowa sobota

W Kotlinie Kłodzkiej rozgrywał się Rajd Dolnośląski, niestety zaczynał się w piątek, więc w sobotę miałam już tylko 2 różne odcinki do wyboru. Postanowiłam podjechać na ostatni, kultowy odcinek Spalona. Kilkanaście lat temu spaliśmy tam pod namiotami przy schronisku, żeby być na trasie od rana. Pamiętam, jak dopadła nas w nocy taka ulewa, że mała rzeka płynęła nam przez przedsionek namiotu 🙂 . Ale to były inne czasy i rajdy były wtedy bardziej widowiskowe.

Odcinek biegł przez całą miejscowość, więc musiałam dotrzeć na trasę w połowie trasy, jadąc od Długopola Zdrój. Zobaczyłam na mapce fajne zakręty, więc na samą myśl się cieszyłam. Nie trwało to jednak długo, ponieważ gdy tylko skręciłam w stronę Spalonej – to się załamałam! Dawno nie widziałam drogi w tak opłakanym stanie, dziury i łaty w stanie ciągłym. Momentami prawdziwe enduro ze śladowymi ilościami asfaltu. Piękne zakręty może i były, ale trzeba je było pokonywać powoli i slalomem pomiędzy dziurami. Umęczyłam się strasznie…

Pod odcinkiem pasły się owce i kibice 🙂 , pogoda dopisała, więc całkiem przyjemnie oglądało się walkę zawodników. Jednak to, co wzbudziło największe emocje, nie tylko u mnie – to rywalizacja aut historycznych na końcu rajdu. Niestety nie mogłam Wam zrobić zdjęć, bo zapomniałam wziąć powerbanka, a padł mi telefon (aparat foto też w domu został). Musicie to sobie wyobrazić… Pięknie brzmiące i szybkie Audi Quattro oraz Subaru Imprezy. Uwielbiane Fiaty 125 i 126p, Łady i inne, kultowe i nie najnowsze modele – wszystkie w wersji pełnorajdowej. Cudowne dźwięki, mnóstwo pracy pasjonatów i uśmiechy na twarzach wszystkich kibiców! Super widowisko!

Wróciłam już odcinkiem, gdy z trasy zjechały wszystkie rajdówki. I powiem Wam, że trasa, na którą wysłali zawodników wcale nie była lepsza. Też pełna łat, dziur i wybojów, aż im współczułam na tych twardych zawieszeniach…

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Moja szybka (dosłownie) przygoda z motocyklem sportowym!

28 sierpnia miałam urodziny, więc uznałam, że to świetna okazja, by zrobić coś wyjątkowego. Znacie pewnie moje podejście do „szlifierek”, „plastików” – motocykli sportowych. Omijam je szerokim łukiem, bo ani to wygodne, ani praktyczne i zdecydowanie zbyt szybkie, jak na moje potrzeby. Ale korzystając z tej wyjątkowej daty, postanowiłam zmierzyć się z tematem i przekonać osobiście, czy oby się w tym temacie nie mylę???

Dawcą motocykla był Emil, który już kiedyś oferował mi przejażdżkę swoim litrowym Kawasaki Ninja ZX10, ale musiałam do tego dojrzeć! Przebrałam się w motocyklowy strój i plan był taki, że najpierw na osiedlu poćwiczę ruszanie i hamowanie (bo hamulce żylety), a potem pojedziemy w traskę. No cóż… doszło jedynie do planu w części pierwszej.

Usiadłam na motocyklu, pochyliłam się, żeby dosięgnąć manetki i niby wszystko w miarę OK, ale jak to połączyć ze stopami w tej dziwnej pozycji na podnóżkach? Z moimi, długimi nogami to wcale nie jest proste! Kolejna sprawa – sprzęgło. Emil ma je tak ustawione, że gdy klamka dotyka kierownicy to rozłącza, a już 5 milimetrów nad nią „bierze”. W moim odczuciu zupełnie bez sensu, bo sama wciskam klamkę na 3 centymetry i szybko zmieniam bieg.

Ruszyłam kilka razy na półsprzęgle i się poddałam. Duża masa motocykla, nienaturalna na nim pozycja i to sprzęgło – to było zbyt dużo niepewnych elementów, jak dla mnie. A wiadomo, że jak jest brak pewności na motocyklu, to zwykle nic dobrego z tego nie wynika. Wiem, jak Emil kocha swój motocykl, więc odpuściłam dla dobra maszyny haha. Ja „nic nie muszę”, to była tylko próba przekonania się do czegoś, co najzwyczajniej nie jest dla mnie 🙂 I wcale nie żałuję, że nie jest!

p.s. Choć całkiem fajnie na nim wyglądam 🙂

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Jezioralna niedziela :-)

Miałam niedzielę do polatania to wymyśliłam trasę ok 300km, która obejmowała wielkopolskie jeziorka. Pierwszym punktem docelowym była Sława, ale ruch turystyczny był tam spory. Zaparkowaliśmy więc z Emilem nad jeziorkiem, dopiero w okolicy przystanku w Lubogoszczu. Punkt był super, bo nie oblegany, jedynie kilku windsurfingowców ćwiczyło sztukę „latania” po wodzie. A powiem Wam, że Ci wprawieni to osiągali prawie motocyklowe prędkości!

Kolejny punkt przy drugim jeziorze zaliczyliśmy w miejscowości Niałek Wielki. Wybraliśmy punkt odludny, jak i same jezioro nie jest, aż tak mocno oblegane.

Wolsztyn był naszym punktem do zawracania, ale po drodze zobaczyliśmy stację kolejową zapełnioną starymi lokomotywami i postanowiliśmy się tam na chwilę zatrzymać.

Drogi w Wielkopolsce były super i miałam o tym województwie bardzo dobre zdanie… miałam. Niestety droga z Wolsztyna do jeziora w Boszkowie to obraz nędzy i rozpaczy… Wyboista, dziurawa i cała zorana maszyną do ścinania kolein. Dla motocykla to straszna katorga! Boszkowo jest już mocno turystyczne, a cena niedużego obiadu z rybą nas powaliła, choć sama knajpa była wyjątkowa, bo stało w niej wiele drewnianych rzeźb. Plaża dość oblegana, choć mocno wiało i pogoda nie do końca była plażowa.

Cała wycieczka była dość przyjemna, takie pożegnanie lata w pewnym sensie. Jeziora były czyste i świetne do uprawiania sportów wodnych. Mnie jednak w tym kierunku jakoś nie ciągnie 🙂

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Dodaj komentarz

Warkocz bezpieczeństwa :-)

Opowiem Wam dzisiaj o tym, że są takie, kobiece sposoby na poprawę bezpieczeństwa własnego na drodze. Zwykle jest to podkreślenie w jakiś sposób swojej płci na motocyklu, czyli np. różowe, czy czerwone dodatki, ubiór, kask lub długie włosy wystające spod kasku. Ja stosuje włosy, koniecznie splecione w warkocz – ponieważ to gwarantuje brak problemów z ich późniejszym rozczesywaniem.

Co to właściwie daje? Oj dużo! W 90% przypadków gwarantuje większy odstęp innego pojazdu od motocyklistki w czasie jazdy i wyprzedzania. Gwarantuje też większe przyglądanie się i ocenianie jazdy, ale to akurat przy okazji 🙂 . To prawda, którą potwierdzają także moje koleżanki o długich włosach, dopiętych do kasku warkoczach, czy w różowych strojach. A moja motocyklowa koleżanka Justyna, ostatnio swoje włosy ścięła i zszokowała się, jak to pogorszyło jej „relacje” z innymi kierowcami. Zapuszcza, więc włosy od nowa…. To też odsłania smutną prawdę o tym, jak są traktowani na drodze nasi koledzy, mężczyźni na motocyklach.

Z jednej strony takie, lepsze traktowanie może wynikać z wyjątkowości kobiet na motocyklach i szacunku do nich, jednak powstała też teoria, że to tylko wynik stereotypu, że „baba za kierownicą” (a do tego blondynka!), więc trzeba uważać! Tak czy siak – najważniejsze, że przynosi to pozytywny skutek i motocyklistki na drodze czują się nieco bezpieczniej!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Wrak-Race w Bagnie

Z tygodniowym opóźnieniem pokazuję Wam fajne zawody, na których miałam okazję być. Od zawsze chciałam zobaczyć wyścigi wraków, ale jest to „dyscyplina”, która świetnie przyjęła się na Górnym Śląsku, a na Dolnym Śląsku bardzo słabo. Tak się złożyło, że ostatnio robiłam wywiad z sympatyczną zawodniczką takich zawodów: Agnieszką Zielonką i postanowiłam przejrzeć kalendarz imprez tej serii. Chyba miałam jakieś przeczucie, bo się okazało, że właśnie w najbliższą sobotę mam takie zawody prawie pod domem! Imprezie towarzyszył mały zlot starych motocykli i samochodów:

Cały wyścig odbywał się po prostu na polu, tuż po żniwach, a w pewnym momencie ściernisko zaczęło się na torze palić, ale obecna obok Straż Pożarna szybko sytuację opanowała. Przejeżdżające samochody wzbijały tumany kurzu i czasem ciężko było dostrzec, co się właściwie na torze dzieje. Na szczęście kurz unosił się w przeciwnym kierunku, niż miejsca dla widzów (choć nieco piasku w zębach dało się poczuć).

Sama rywalizacja polegała na wyścigu w grupach ok. 5 samochodów. Z kolejnych etapów wyłaniano tych, co trasę przejechali w miarę bezbłędnie i ruszały kolejne rundy, aż do finału. Na koniec miały być jeszcze skoki finalistów z małej skoczni, ale w końcu uznano, że to grozi dachowaniem i nic takiego się nie odbyło.

Wraki nie mogą kosztować więcej, niż 1000 zł. Można je modyfikować, większość z nich nie wygląda zewnętrznie dobrze, ale jadą całkiem żwawo i agresywnie, co skutkuje świetnym widowiskiem, szczególnie, że wraki ciągle na siebie wpadają. Warto zobaczyć takie zawody na żywo!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Motocyklowi terroryści…

Wielokrotnie podczas tego weekendu było mi wstyd za motocyklistów, w szczególności za grupy, które nie miały żadnego poszanowania dla zakazów wyprzedzania ani ograniczeń prędkości. Na złamanie karku i nie ważne, czy podwójna ciągła, wzniesienie, zakręt, krzyżówka… Ręce opadają.

Ale od początku – na trasę wyjechałam w piątkowe popołudnie i każdy wie, że jest to czas zwiększonego ruchu. Momentami jechałam w bardzo długich ciągach samochodów, wyprzedzając, gdy warunki na to pozwalały. Taki ciąg poruszał się z prędkością 90-100 km/h, więc nie mówimy to a jakiejś wielkiej tragedii. Jednak znaczna ilość motocyklistów traktuje taką sytuację, jak jakąś karę, wstyd i hańbę.

Zaczęło się niewinnie, jeden poleciał na zakazie wyprzedzania i podwójnej ciągłej, potem było już tylko gorzej… Kolejny wyprzedzał ze znaczną prędkością w ten sam sposób i swój manewr kontynuował nawet na szczycie wzniesienia. Następna była grupa motocykli, która urządziła sobie szybkie wyprzedzanie w miejscowości i pomiędzy pasami z wysepkami. W niedzielę nie było lepiej – rekordziści przewinień to grupa, która wyprzedzanie prowadziła przez pas wyłączony z ruchu, pas do skrętu, następnie centralnie przez spore skrzyżowanie, by znów zakończyć na pasie wyłączonym z ruchu i podwójnej ciągłej. Niebezpiecznie, nadmiernie szybko, nadmiernie głośno – tak właśnie jeżdżą drogowi terroryści.

Nie wiem w jakim świecie żyłam do tej pory, ale zawsze trzymałam stronę motocyklistów, nawet jak ktoś w ich kierunku pluł jadem. Wierzyłam w te te żale, że to „puszki” są złe i wymuszają. A na 350 przejechanych w weekend kilometrów, widziałam tylko 2 puszki wyprzedzające kogoś na podwójnej (reszta grzecznie trzymała rząd), a jednocześnie ponad 30 motocyklistów (w różnych konfiguracjach) wyprzedzało na: podwójnej, pasach, wzniesieniu i dużych krzyżówkach. Wśród samochodów czułam się bezpieczniej, niż wtedy jak nadjeżdżała grupa wściekłych motocyklistów i nie wiedziałam, co im zaraz uderzy do głowy…

Na podstawie tych obserwacji i komentarzy pod moim postem na facebooku – napisałam taki kodeks, którym kierują się właśnie motocyklowi terroryści:
1. Na drodze jestem „świetą krową”, nakazy i zakazy nie dotyczą mnie.
2. Na pasach trzeba wyprzedzać szybko, żeby zdążyć przed pieszym.
3. Jak jest Ci za gorąco to znaczy, że uległeś/aś marketingowej manipulacji i niepotrzebnie ubrałeś/aś motocyklową odzież lub za wolno jedziesz – wtedy zdecydowanie przyśpiesz.
4. Wyprzedzanie na wzniesieniu jest bezpieczne na motocyklu, bo przecież siedzisz wyżej – widzisz więcej.
5. Na skrzyżowaniu jest najwięcej miejsca do wyprzedzania.
6. Nie daj się złapać, zainstaluj Yanosika.
7. Pas do skrętu i wyłączony z ruchu też służy do wyprzedzania.
8. Ograniczenia prędkości są dla mięczaków.
9. Linia ciągła to nie mur.
10. Prawdziwe zagrożenie na drogach to kierowcy w „puszkach”.

Zawsze pierwsi w szeregu, zawsze najszybsi – tylko jakim kosztem?

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Otagowano | Dodaj komentarz

Popołudnie z Modeką i Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój

Weekend spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej, a że akurat w Ludwikowicach Kłodzkich była baza sobotniego wypadu On-Off z Modeką, to Justyna namówiła mnie, żeby tam wpaść. Impreza wprawdzie ruszała z Wrocławia i miała do wyboru trasę asfaltową i terenową, ale na miejscu był motocyklowy obiadek i wiele przydatnych w podróżowaniu wskazówek, które zdradzał Tobiasz Kukieła. Miejscówka świetna – w drewnianej altanie obok zbiornika wodnego i super spędzony czas:

Wracając, przejeżdżałam przez Nową Rudę, dwa wyznaczone pasy, szerokie chodniki, widoczne pasy – to tak jakoś mi nie wyszło te 50km/h w zabudowanym 🙂 . Wychodzę z zakrętu a tu policjanci! Palce mam zawsze na klamkach to wyhamowałam w trybie ekspresowym i jadę sobie, jak gdyby nigdy nic…. Pan policjant wymierzył we mnie radar, a że nie miał już za co mnie zatrzymać, to jedynie uśmiechał się, że taki mam dobry refleks. Niezła ulga, bo mandaty kosztują.

W niedzielę postanowiłam odwiedzić Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój, bo po pierwsze – nigdy tam nie byłam, a po drugie trwały tam dni otwarte i były atrakcje dodatkowe. Piękny jest sam budynek tego muzeum, a dodatkowo w środku zachowały się dwa prywatne pokoje właścicieli z ręcznie malowanymi ścianami i sufitami (na drewnie). Muzeum wprowadza dogłębnie w temat historii papiernictwa i mimo darmowego wstępu – przewodnik dokładnie o wszystkim opowiadał. Na parterze jest pełen przegląd surowców, maszyn i produktów z papieru.

Piętro wyżej zetkniemy się ze współczesną sztuką tworzoną z papieru, choć czasami tego wcale nie widać. Jak to współczesna sztuka – nie zawsze jest łatwa w odbiorze, nie zawsze zachwyca i część eksponatów ominęłam szerokim łukiem haha

Ostatnie piętro się poświęcone, głównie polskim banknotom. Tym w obiegu kiedyś i dzisiaj, ale także wzorom niewprowadzonym oraz banknotom stworzonym przez kolekcjonerów. To też sala najbardziej multimedialna z dotykowymi stołami i urządzeniami do testowania banknotów. A na dziedzińcu rozłożyły się ekologiczne stragany, odbywały się konkursy, koncerty, zajęcia dla najmłodszych.

Wszystko przemknęłam dość szybko, bo było nieznośnie gorąco i zdecydowanie lepiej było jeździć, niż stać – co też uczyniłam 🙂 .

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz