Rajdowa sobota

Ubiegły weekend nie był zbyt sympatyczny pogodowo, temperatury poniżej 10 stopni i bardzo silny wiatr. Mój Dziabąg (ER6) na wietrze zachowuje się dosyć stabilnie, dopiero konkretny podmuch jest w stanie nieco przestawić motocykl. O ile stała siła i kierunek wiatru pozwala motocykliście się do niego dostosować, to jednak każda zmiana kierunku drogi – powoduje zmianę tych parametrów. Dlatego przed każdym zakrętem staram się wyczuć, czy wiatr mi w jego pokonaniu pomoże (wtedy pochylenie mniejsze) czy będzie przeszkadzał (wtedy większe). Najtrudniejsze jest mijanie ciężarówki (przy wietrze od lewej strony), a już chyba najgorsze jest jej wyprzedzanie (przy wietrze od prawej). Wtedy podmuch jest tak silny na końcu manewru, że trzeba zachować zimną krew, bo inaczej rów będzie blisko…

A wszystko zależy od rozłożenia masy w motocyklu, im jest ten środek ciężkości niżej, tym fajniej moto zachowuje się na wietrze. Nie do końca ma to związek z ogólną wagą motocykla. Jeździłam leciutką MT03, która na wietrze ani drgnęła i cięższym Pomidorem (Honda Vigor 650), który nawet przy średniej sile wiatru tańcował po pasie, przechylał się, a momentami miałam wrażenie, że złapałam kapcia bo się wcale nie słuchał.

Już nie wspominając o tym, że zimny wiatr o dużej sile potrafi wcisnąć się w każdy zakamarek ubrania, a nawet pokonać membranę. Wróciłam z weekendu rozdygotana z zimna i konieczna była terapia kocykiem i polopirynką.

A w sobotę pojechałam obejrzeć Rajd Świdnicki, tak z sentymentu, bo to kiedyś była moja pasja. Jednak odkąd odkryłam motocykle, to moje życie się nieco zmieniło (a raczej kompletnie hehe). Wybrałam sobie odcinek w Jugowie, ale na pierwszy przejazd nieco się spóźniłam, więc przeniosłam się do Woliborza, by potem znów wrócić do Jugowa na kolejny OS. Najwięcej frajdy sprawiło mi zobaczenie rajdówek z dawnych lat w historycznej odsłonie rajdu. I te ich brzmienie! Czad!

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka?, Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

Lany poniedziałek!

W tym roku święta zbytnio nie rozpieszczały aurą i temperaturami. A tuż po moim powrocie do Wrocławia – w Kotlinie Kłodzkiej spadł… śnieg. Widząc wcześniej te mrożące krew w żyłach prognozy, postanowiłam wyjechać pierwszego dnia świąt. Decyzję tą poprzedzała analiza opadów deszczu w poszczególnych miejscowościach po drodze i wyszło mi, że jak wyjadę o godzinie 16 to powinnam ominąć wszelkie mokre kataklizmy.

Szkoda, że to tylko w teorii, bo w praktyce to wyjechałam i po 10 kilometrach trasy dopadła mnie taka ulewa, że nie widziałam gdzie jadę, a jedna pani nawet popukała się w czoło na mój widok haha. No cóż przyjechałam na moto to i wyjechać jakoś muszę… Szyba parowała, a jak ją otwierałam to znowu zamarzała mi twarz. Postanowiłam jednak najgorsze opady przeczekać na stacji paliw.

Jak opady nieco osłabły to ruszyłam w dalszą drogę. Byłam już mokra, więc wkładanie przeciwdeszczowego kombinezonu nie miało sensu, a przy okazji mogłam przetestować odporność na wodę kompletu Macna, rękawic Dane z gore-texem i butów Gaerne też z gore-texem. Nie przemokłam! Jedynie palce z rękawic wyciągnęłam bordowe z zimna, ale nie mokre.

Padało jeszcze całą godzinę, ale na takim poziomie, że dało się jechać te 80 km/h omijając zalane koleiny na drodze. Pod Wrocławiem niebo rozjaśniało i już się prawie ucieszyłam, gdyby nie to, że zaraz po przekroczeniu granicy miasta znowu zaczęło lać. Odstawiłam motocykl na parking i poszłam w kasku do domu, oczywiście przestało padać jak tylko do niego weszłam 😀 .

Mówią, że jak poniedziałek wielkanocny jest lany to będzie szczęśliwy rok. Cieszę się bardzo, że się załapałam na tą promocję matki natury do spółki z przeznaczeniem 🙂 .

p.s. A tak Dziabąg dołączył do zaszczytnego grona moich motocykli, które wiozły święconkę do kościoła:

Facebook Comments
Opublikowano Mam prawko | Skomentuj

Dlaczego warto być widocznym?

Od dawna jeżdżę w białym kasku, bo z moich obserwacji wynika, że motocyklistów w białych kaskach łatwiej mój wzrok wyławia z miejskiego ruchu, niż jak mają oni kaski ciemne. Kupując kurtkę Macny zdecydowałam się także na specjalną, mocowaną na rzepy kamizelkę odblaskową.

Początkowo miałam jej używać jesienią i wieczorami, jednak teraz już wiem, że warto ją mieć na sobie zawsze. Dlaczego? Bo kierowcy mnie zauważają o wiele szybciej. A jakie mam na to dowody?

Sytuacja 1. Skręcam z drogi głównej w podporządkowaną pod kątem 90 stopni, a tuż za skrzyżowaniem z pobocza włącza się do ruchu osobówka. Odruchowo zaczęłam hamować, ale kierowca w tej samej sekundzie zauważył mnie i wrócił na pobocze.

Sytuacja 2 i 3 dotyczyły wyprzedzania. Samochody rozpoczęły wyprzedzanie, wyjeżdżając na środek jezdni, ale gdy tylko wynurzyłam się zza zakrętu (a drugim razem zza wzniesienia) – to z manewru zrezygnowały.

I to wszystko działo się jednego dnia. Mam porównanie do jazdy w ciemnym ubraniu i w kamizelce. Reakcja kierowców jet szybsza o kilkanaście sekund, które mogę uratować motocykliście zdrowie/życie. Wybór należy do Was!

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Muzeum Zabawek w Kudowie Zdroju

Weekend spędziłam tradycyjnie w Kotlinie Kłodzkiej, pogoda dopisywała i jakoś tak trafiłam z godzinami przejazdu, że mogłam się cieszyć zupełnie odludnymi drogami. Podobnie było na „ósemce”, którą jechałam w niedzielę do Kudowy Zdróju ok. godz. 11.

Kudowa to dla mnie zwykle brama do Czech, ale tym razem postanowiłam wjechać nieco głębiej do miasta. Ładny park, deptaki i uzdrowiska, tylko z parkowaniem w centrum nieco słabo. Trzy podejścia robiłam do parkowania, aż znalazłam małą uliczkę jednokierunkową, gdzie zakazu nie było. Dopiero wracając zauważyłam, że motocykliści wskakują po prostu za słupki na chodniku.

Postanowiłam odwiedzić Muzeum Zabawek, niewielki budynek z gablotami na parterze i piętrze. Zgromadzono tam zabawki z różnych czasów, używane w Polsce, jak i zagraniczne. Można zobaczyć swoje zabawki, zabawki rodziców, jak i dziadków. Niektóre nieco straszyły 🙂

Razem ze mną muzeum zwiedzała para staruszków, którzy nie ukrywali wzruszenia na widok zabawek z własnego dzieciństwa: „a pamiętasz to?”, „a bawiłeś się tym?” – pytali ciągle siebie nawzajem. Sama jestem dzieckiem końcówki lat 70-tych, więc tylko Rumcajs, Koralgol, Krecik, komiksy i szał na lalkę Barbie przypomniały mi dzieciństwo. Bardzo podobały mi się miniatury domów i kuchni z pełnym wyposażeniem: meble, mini talerze, butelki, garnki – wszystko z drewna, szkła i metalu. Zrobiłam trochę zdjęć – poznajecie własne zabawki?

Na koniec skoczyłam do Srebrnej Góry, gdzie umówiłam się z kolegami, którzy też jeździli po okolicy, na kawkę i ciastko. Zwykle zatrzymuję się w Górskiej Perle, gdzie jabłecznik i kawusia smakują wybornie, a zdążyłam wszystko wypić i zjeść, zanim koledzy przyjechali. Potem posiedzieliśmy jeszcze na wspólnych pogaduchach i każdy ruszył w swoją traskę.

Wracałam do Wrocławia w dobrym nastroju, ruch był umiarkowany, aż w połowie drogi zaatakował mnie motocyklista. Zaatakował, bo inaczej nie można tego nazwać! Pokonywałam partię zakrętów przy ciągłym ruchu ze strony przeciwnej, aż tu zza zakrętu wypadł centralnie na mnie, wyprzedzający ich motocyklista. Zmieścił się pośrodku na trzeciego, a jego kolega jechał grzecznie za tymi samochodami. Zwykle zagrożenia wypatruję w samochodach, ta sytuacja totalnie mnie zaskoczyła, bo jakim trzeba być kretynem, żeby tak wyprzedzać? Jakbym była w samochodzie, to jego by już na tym świecie pewnie nie było…

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże | Otagowano | Skomentuj

47 Motocyklowy Rajd Wrocławski TRIAL 2017

Przed wyjazdem na weekend postanowiłam zajrzeć na trialowy rajd, który odbywał się na wrocławskim „Kilimandżaro”. Głównie pojechałam tam z ciekawości, bo o ile wiem jak trialowy motocykl wygląda i co robi – to jakoś takich prawdziwych zawodów nie dane mi było nigdy obejrzeć.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że rajd składa się z kilku krótkich prób, otaśmowanych w różnych miejscach parku, a sami zawodnicy to amatorzy, jak i profesjonaliści. Urzekł mnie ten klimat, bo kibiców było mało, więc można było stać przy samej trasie. Widzieć z bliska ile wysiłku, emocji, obmyślania strategii – kosztuje zawodnika każdy taki przejazd. Jak wiele zależy od sprawności i od pomysłu na pokonanie danego odcinka. A na koniec radość, umiarkowane zadowolenie lub rozczarowanie…

Mogłam tam być tylko godzinkę, ale i tak było super! Jak jeszcze będzie okazja to z chęcią wybiorę się na tego typu zawody.

Facebook Comments
Opublikowano Wycieczki małe i duże, Zdjęcia | Otagowano | Skomentuj

Babska rozgrzewka wycieczkowa :-)

Dwa tygodnie temu jeździłam trochę, ale raczej z punktu A do B i z powrotem, więc nie było o czym pisać, nawet jakbym miała „lać wodę” 🙂 . Kierowcy po zimie jak widzą blondynkę na motocyklu – to na wszelki wypadek trzymają za nią spory dystans. Z doświadczenia wiem, że to się wkrótce zmieni… A jazda po zimowej pauzie jakaś taka trochę sztywna i składanie w zakrętach nie takie, jak trzeba – w moim odczuciu na kwadratowo.

Potrzebowałam jakiegoś wypadu po dolnośląskich, krętych dróżkach, by odnaleźć na nowo swoją jedność z maszyną. W piątek i w sobotę pomagałam pracodawcy przy targach motocyklowych, a w niedzielę dostałam wolne, więc szybko umówiłam się z Justyną ze Świdnicy na małe latanie po okolicy. Pogoda była śmieszna, bo 3 razy miałam tak, że deszcz padał tylko na mnie, a przede mną i za mną świeciło słońce! Na szczęście później już się całkiem wypogodziło.

Justyna poprowadziła mnie wioseczkami Parku Ślężańskiego, krętymi drogami z widokiem na Ślężę (gdzie ma zamiar w przyszłości zamieszkać), a następnie ruszyłyśmy w stronę Świdnicy i Zagórza.

Wzięłam ze sobą „patyka” do selfie, a Justyna robiła mi kurs przeszkalający z używania tego, jakże niezbędnego dla niektórych gadżetu (a motocykle nawet „stanęły nam na głowach” na jednym zdjęciu). W międzyczasie przymocowałam też żabkę Franię, która właśnie rozpoczęła sezon (musi się przyzwyczajać do motocykla przed wypadem do Chorwacji).

Potem był obiadek w Świdnicy, na którego przygotowanie czekałyśmy, aż godzinę (ale smaczny był), a Justyna mogła poopowiadać mi o swoim wypadzie do Chorwacji z zeszłego sezonu. Po posiłku ruszyłyśmy dalej w stronę Zagórza, a Justyna to nawet „wystrzeliła” 🙂 . Mimo, że objeżdżałam zalew w Zagórzu wielokrotnie, to ona zaprowadziła mnie jeszcze w nowe miejsce. Jechało się tam okropną drogą, ale było warto:

Na koniec kawka w Świdnicy i mój powrót do Wrocławia. Przyznam, że tego mi było trzeba, by znaleźć od nowa swoją komfortową pozycję za kierownicą, rozluźnić ramiona i poczuć się swobodnie na motocyklu. Potrzebna mi była beztroska wycieczka w słoneczny dzień i towarzystwo fajnej motocyklistki. Dzięki Justyna!

Facebook Comments
Opublikowano Dziabąg, Wycieczki małe i duże | Skomentuj

Sezon wystartował! :-)

Nie znoszę takiej sytuacji, kiedy mam ciężki tydzień i z niecierpliwością wypatruję weekendu, by mieć czas porwać siebie samą na motocykl – a tu prognoza rujnuje mi wszystkie plany! A miałam zakończyć zimowanie i przywieź motocykl do miasta… Skończyło się prognozą na 3 dni deszczu!

W sobotę postanowiłam chociaż umyć motocykl, wsadzić akumulator i posmarować łańcuch. Odpalanie motocykla bez ręcznego ssania (jak miałam w poprzednich dwóch) to bajka! Zwykle to była loteria, czy ssania za dużo czy za mało, gazu za dużo czy za mało, a na koniec się zalewał… Wprawdzie 4 razy wciskałam starter (bak był wcześniej ściągany), ale jak załapał – to już wszystko śmiga jak marzenie. Jednak nie miałam ochoty na pierwszą jazdę w zimnie i deszczu, więc postanowiłam to odłożyć na inny dzień.

Na szczęście na prognozach pogody to wróżą, niczym z fusów i pogoda była już następnego dnia. Wprawdzie nie za ciepło 7-8 stopni, ale sucho, a co za tym idzie – bezpieczniej, bo widać wszystkie pozimowe zanieczyszczenia na jezdni. Ubrałam się ciepło i już całkiem zapomniałam, ile z tym roboty haha To była pierwsza okazja, by przetestować rękawice Dane z gore-texem oraz mój nowy nabytek – buty Gaerne Rose, też na gore-texie. O ich wyborze zdecydowała głównie atrakcyjna cena, a czy się sprawdzą – to się okaże…

W pierwszej kolejności postanowiłam podjechać na stację dopompować koła, co było dobrym pomysłem, bo nieco im ubyło. Odzwyczaiłam się od jazdy i od prędkości, normalnie jakbym rakietą leciała: „aaaaa aaaaale przyśpieszaaaaaa” haha, no a kurtka po zimie to chyba w szafie się nieco skurczyła, albo ktoś mi podmienił na mniejszą 😉 .

Zatrzymałam się na stacji i nie miałam pomysłu co dalej? Kompletnie nie miałam ochoty czegoś zwiedzać, kogoś odwiedzać, a jedynie jeździć i jeździć. To zrobiłam sobie pętlę przez Dzierżoniów, głównymi i czystymi drogami o przewidywalnych zakrętach – tak na rozgrzewkę. W połowie trasy musiałam zrobić przerwę na kawkę, bo tyłek mi nieco zamarzł, ale gore-texy sprawdziły się świetnie, bo palce rąk i nóg pozostały ciepłe.

Było warto rozpocząć sezon, bo doenergetyzowałam swój wewnętrzny akumulator i podniosłam pewność siebie. Jest coś takiego w motocyklu – co daje motywującego kopa i pomaga z optymizmem popatrzeć we własną przyszłość. Muszę jednak przyznać, że te pierwsze starty sezonów były dla mnie bardziej wyczekiwanym i upragnionym wydarzeniem. Po latach na motocyklu jest w tym nieco więcej przyzwyczajenia, ale jednak nadal sporo frajdy!

Dzisiaj zabrałam już motocykl z Kotliny Kłodzkiej do Wrocławia, by mieć go już pod ręką. Na trasie sporo ciężarówek w obie strony i sam ruch popołudniowy był dość intensywny, więc prawie całą trasę toczyłam się i przebijałam w jakiś kolumnach. Na koniec zaparkowałam motocykl w serwisie u Zachara, gdzie ma przejść wymianę ośki i naprawę mocowania świateł.

Facebook Comments
Opublikowano Dziabąg, O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Historia pewnego baku

Dziabąga (Kawasaki ER6-n) mam od wczesnej jesieni i wykorzystując zimową pauzę postanowiłam zrobić porządek z jego bakiem. Motocykl był po parkingówce, miał skrzywioną kierownicę, wklęśnięty bak i porysowany dekielek. Kierownica została wyprostowana, bak był teoretycznie wyrównany i oklejony karbonem, a z porysowanym dekielkiem da się żyć 🙂 .

Po pewnym czasie niestarannie naklejona folia karbonowa zaczęła się odklejać dołem i szpecić motocykl. Trzeba było z tym zrobić porządek! Po zdjęciu folii okazało się, że bak nie jest zaszpachlowany, ale niezbyt równo oklejony „czymś”, co było trudne do zdefiniowania nawet przez blacharza. To jakby klej, który trzymał się jedynie na roztartych krawędziach, a pod nim była zdeformowana blacha, spory odprysk lakieru i rdza!

Poprosiłam mojego sąsiada, który zajmuje się blacharką o ładne wyrównanie powierzchni, a inny kolega miał mi go profesjonalnie okleić (malowanie wychodzi drogo). Plan był, ale na jego realizację (a raczej brak realizacji) wpływ miały czynniki losowe…

Wyobraźcie sobie, że gdy bak już sobie leżał do odbioru to – spadł! Ot tak sobie, ze stołu na podłogę! Zabrakło kilku sekund, żeby kolega zdążył go złapać…. Skończyło się nową wgniotką przy wlewie. Gdyby to był bok to zostalibyśmy przy oklejeniu, ale z górą to już się nic nie dało zrobić, więc bak otrzymał nowe, pełne malowanie.

Z pomocą w poszukiwaniu naklejek Kawasaki na bak przyszli czytelnicy mojego bloga (z facebooka) i polecili mi naklejki z firmy grafnet.eu . Nie stać mnie na oryginalne, a te co przyszły wyglądają całkiem nieźle, różnią się nieco sposobem wycięcia tła w folii od tych, co na baku były. Kontakt z firmą był doskonały, a jak poprosiłam o szybką wysyłkę – to naklejki były u mnie już następnego dnia! Zdecydowanie polecam 🙂

W międzyczasie zaginęły  gumowe zabezpieczenia z baku i szukaliśmy ich z godzinę po całym warsztacie lakierniczym. Na szczęście znalazły się pod innym motocyklem, gdzie spadło pudełeczko z nimi w środku. Nie muszę mówić, że wszyscy odetchnęli z ulgą jak zabrałam już ze sobą ten „pechowy bak” 🙂 .
Ja tam myślę, że jednak szczęśliwy, bo miał być oklejany a dostał nowe malowanie! 🙂

Facebook Comments
Opublikowano Dziabąg | Skomentuj

10 rzeczy, których zapewne nie wiecie o moim blogu i o mnie.

  1. Mój blog powstał 13 kwietnia 2011 roku. Na ten moment zebrał 466.759 odwiedzin. Mam już na nim 363 wpisy i bardzo jestem ciekawa, czy ktoś je wszystkie przeczytał do dnia dzisiejszego?
  1. Doczekałam się właśnie małego unowocześnienia bloga. Jest nowy układ zdjęć w galeriach i zdjęcia można już oglądać w sposób ciągły, przechodząc do kolejnego. Można też wstawiać komentarze na blogu z facebooka (bo wcześniej nieco nadgorliwy filtr spamu niektórym osobom utrudniał komentowanie). W okienku po prawej można też zajrzeć czy na facebooku dałam jakiś nowy wpis.
  1. Staram się nie czytać bloga wstecznie, bo stare wpisy wydają mi się zbyt szczere albo za słabo napisane i zaraz bym chciała je poprawiać i udoskonalać! Ale przecież nie na tym to polega. Blog to zapis z mojego życia i skoro wtedy tak myślałam i tak to opisałam – to w takiej formie już zostawię.
  1. Zdarza mi się czytać pojedyncze wpisy, szczególnie gdy mam doła i potrzebuję czegoś na rozweselenie. Moim ulubionym wpisem na takie „okazje” jest ten o pierwszej jeździe w deszczu, bo czułam się wtedy tak beznadziejnie, że to było, aż zabawne: http://pamietnik-motocyklistki.pl/2012/07/21/moj-pierwszy-deszcz-w-trasie/

No to teraz coś o mnie:

  1. Od 2009 roku regularnie piszę newsy, artykuły, testy i wywiady dla motocaina.pl. Nie mam dziennikarskiego wykształcenia, ale uparcie i małymi krokami, poprzez rajdowe portale szlifowałam swoje umiejętności. Sprawia mi to dużą frajdę i lubię to robić, a o czym zwykle piszę możecie zobaczyć tutaj: http://www.motocaina.pl/edyta-wrucha/artykuly/1.html
  1. Przyznam się, że nie toleruje hejtu i ciężko mi się pogodzić z faktem, że może on dotyczyć mnie lub moich tekstów w sytuacji, gdy nie ma on sensownych podstaw (bo do błędów to się przyznać potrafię). Wkładam w to co robię i wysiłek, i serce, a przychodzi jeden z drugim i mi to podepta. Wiem, że to ich problem, że mają frajdę z takich działań i taką potrzebę, ale jednak to boli.
  1. Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym (tzw. II-gim), choć nie widać tego na pierwszy, czy drugi rzut oka. Mam implant w kręgosłupie i metalowy bark, a rękę podnoszę jedynie do 90 stopni w górę i wszystko wskazuje na to, że lepiej nie będzie… Jednak nie obrażam się jak pieszczotliwie mówią na mnie „RoboCop” 🙂 .
  1. Czerwcowy wyjazd do Chorwacji jest dla mnie największym wyzwaniem do tej pory. Po pierwsze ze względu na ilość kilometrów do pokonania, a po drugie ze względu na wytrzymałość mojej, operowanej ręki. Nie mam pojęcia czy przetrzymam ten wysyłek, ale robię wszystko, by się udało. Przeszłam na zdrowszą dietę i codziennie ćwiczę – mam teraz olbrzymią motywację! Widzę też pierwsze efekty, więc motywuje mnie to podwójnie.
  1. Nie jestem odważna – to zdanie dla wszystkich przyszłych motocyklistek w szczególności, które boją się uczynić pierwszy krok. To co robię nie jest niczym nadzwyczajnym i nie wymagało ode mnie olbrzymich pokładów odwagi. Moje cele są małe, ale z konsekwencją osiągane. Każda z Was może zostać motocyklistką, choć czasami cel ten wydaje się Wam wielką górą. Jednak już się na nią wspinając, im wyżej będziecie, tym mniejsze będzie wzniesienie przed Wami, a na koniec wystarczą ze 3 zdecydowane kroki, by zdobyć tą górę i swoje marzenia. Motocykl zmienia życie, otwiera nowe perspektywy i tworzy nowe możliwości. Warto podjąć ten wysiłek!
  1. Być może w przyszłości zostanę instruktorem nauki jazdy motocyklem. Teraz ten cel wydaje mi się olbrzymi i trudno osiągalny, jednak traktuję go, jak tą górę, o której pisałam punkt wcześniej. Jak się uda, to z pewnością się o tym dowiecie!
Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka? | Skomentuj

Do Chorwacji pojadę Yamahą MT-07!

Mam super wieści! Dzięki uprzejmości Motorland i Yamaha Motor Polska na swoją czerwcową wyprawę do Chorwacji będę mogła pojechać nowiutką, białą Yamahą MT-07!

Jestem podekscytowana! Uwielbiam motocykle Yamahy i jestem pewna, że razem stworzymy zgrany duet 😀

Facebook Comments
Opublikowano Chorwacja | Otagowano | Skomentuj

Zaczynamy odliczanie!

No to już oficjalnie mogę powiedzieć, że planuję tegoroczną wyprawę motocyklową rozpocząć 1 czerwca i będzie to kierunek – Chorwacja. W drodze dojazdowej ominiemy autostrady, a powrót planujemy przez Balaton i winkle na Słowacji. A piszę w liczbie mnogiej bo towarzyszyć mi będzie Emil na ZX10, we dwoje zawsze raźniej i większa pewność, że nic nie nawywijam 🙂 .

A dlaczego Chorwacja? Bo to podróż o której od dawna marzę, raz nawet wykupiłam wycieczkę, ale zmieniłam pracę i musiałam zrezygnować. Bo to nadal UE, więc jakoś bezpieczniej. Bo ma cudny klimat, piękną przyrodę i to nieco inna kultura. No i na koniec dlatego, że motocykliści ją uwielbiają i nie jest jakoś tam strasznie daleko.

Wszystko pięknie kolorowo, tylko budżet jeszcze nie ten, a czasu coraz mniej… Jednak samo postanowienie, że pojadę tak daleko – dodaje mi skrzydeł i wierzę, że wszystkie problemy rozwiążą się same!

Rozglądam się za używanym aparatem z wifi, żeby jak najlepiej oddać piękno tamtejszych krajobrazów, przydałaby się też lepsza nawigacja, i tekstylne kufry boczne. Z ubrań to przewiewne rękawice i chłodząca odzież termoaktywna. Staram się jednak mieć do tych potrzeb luźne podejście – „jak się nie ma co się lubi, to się lubi to co się ma” 🙂 i dam sobie radę, byleby tylko na paliwo było!

Mam już przewodnik, mapę i można wytyczać trasę. Odliczać też można! I powiem Wam, że nic tak nie daje kopa i optymizmu, jak marzenia w trakcie ich spełniania 🙂 .

Facebook Comments
Opublikowano Chorwacja, O czym myśli blondynka? | 1 komentarz

Zimowa głupawka motocyklistki :-)

W ubiegłą niedzielę powstały wesołe zdjęcia, które obrazują to, co robię zimą 🙂

A tak serio to zbieram…. Zbieram kasę na paliwo i zbieram sprzęt outdoorowy, ponieważ w mojej głowie wykluł się plan na większą wycieczkę przez kilka państw. Nie zdradzę jeszcze szczegółów, ale będzie to koniec maja lub czerwca.

No i Emil rozebrał mi Dziabąga, żebym mogła oddać jego bak do wyrównania i oklejenia. Motocykl przed zakupem miał jakąś parkingówkę w wyniku której uszkodził się także bak. Ktoś go obkleił, żeby to zakamuflować, ale dość niestarannie, więc okleina dołem marszczyła się i zrywała. Oddaje go w profesjonalne ręce i mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś fajnego 🙂

Facebook Comments
Opublikowano O czym myśli blondynka?, Zdjęcia | Skomentuj